USA 2004

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]

DZIEŃ 12: San Diego - Sunday, 09/26/2004

Rano udaliśmy się z Danny I Kenny do małej chińskiej jadłodajni, SAMWOO, gdzie za $3 każdy może zjeść chińskie śniadanko. Nie powiem, że było rewelacyjne. Po prostu ok., lecz bez żadnego zachwytu.

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

Jeżeli ktoś jest w San Diego to musi zobaczyć kolejną luksusową i ekskluzywną dzielnicę, a mianowicie - La Jola. Najpierw udaliśmy się na plażę, aby później powłóczyć się troszeczkę poczuć klimat ekskluzywności. No tak jedyne co od razu odczułem to smród pochodzący od klifu nadmorskiego, który dokładnie przykryty był ptasim gównem i do tej woni lwy morskie dodawały swoje.Ogólnie niezły smród. Ogólnie domy i apartamenty są super i jak mówił Danny wszystkie 1. 2. 3. tzn. jeden kropka coś tam miliona dolarów.....

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

Wszystko jak w większości miejsc w San Diego jest perfekcyjnie wykonane. Trawniki, delikatne, mięciutkie jak najdroższy perski dywan, drzewa dokładnie przystrzyżone. Jednemu nawet się coś chyba pomyliło, bo gałęzie nie rosły jak normalnie powinny w górę, lecz na boki.

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

Po tym zwiedzaniu czas iść na plaże, aby przedostatni raz zakosztować oceanu w San Diego i nabrać koloru. Fale były chyba największe jakie kiedykolwiek widziałem. Niezłą zabawa. Ci co mieli już duże deski surfingowe, o zabawie chyba nie mogli mówić bo wystarczył niewielki błąd a zabawa mogła źle skończyć się.

strzala-lewa strzala-prawa