USA 2004

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]

DZIEŃ 20: Yosemite, bouldering 10/04/2004

Niestety to już ostatni dzień w dolinie. Szybkie zakupy, pamiątki małe prezenciki i komunikacja za światem ( internet), aby sprawdzić czy nasze zapisy są OK, bo niektórzy a właściwie większość studentów zaczyna dzisiaj zajęcia. Internet w dolinie jest w kilku miejscach. Najbliższe Camp 4 to biblioteka, lecz nie wiedziałem o tym , ze kolejka ustawia się wcześniej, więc jak ktoś potrzebuje coś załatwić tą drogą to najlepiej jakby od rana czekał, aż w południe przyjdzie panie z kluczem. Obowiązuje prosta zasada: "kto pierwszy ten lepszy"

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski 2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

Na szczęście panie rozumie studentów i pozwoliła mi po rozmowie szybciutko bez kolejki sprawdzić sobie sprawy związane ze studiami. Dziękuję ładnie!!!

Teraz czas na podbój tutejszych boulderów koło Ahwahee Hotel ( najdroższy hotel w dolinie). Są tu o ciut łatwiejsze problemy, więc jest na czym się pobawić. Pół dnia spędziłem na rozwiązywaniu przystawek. Jest naprawdę fajnie, dachy na tarcie wszystko czego można chcieć. Zrobiłem fajny trawers po dachu z sit down oraz kilka strzałów na innych problemach. Reszta to skradanie się po wielkich kamieniach, trochę położonych płyt i takie tam - jedno jest pewne zabawy jest mnóstwo. Niestety ostatnia przystawka, która zajęła mi prawie godzinę tak zmasakrowała mi palce, że musiałem zakończyć na tym przygodę z boulderingiem w dolinie.

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski 2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

Coś się oziębiło. Ostatni wieczór w dolinie pragnę świętować kolacją w Yosemite Lodge - taka fajna ( znaczy dużo , dobre za odpowiednią cenę ) restauracyjka. Wybór pada znowu na smażonego kurczak. Naprawdę jest dobry. Niestety wszystko dobre ale musi się kiedyś skończyć. Dolina ma swój niepowtarzalny klimat, atmosferę, której nigdzie indziej nie zaznałem, ma w sobie coś, że już teraz myślę o tym jakby to zrobić aby tutaj wrócić. Moje pragnienie jest na pewno spotęgowane tym, że nie miałem okazji się wspinać na tych big-wall ale kiedyś to nastąpi.

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski 2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

Jedynie czego mogę żałować to tego , że nie ma odpowiedniego partnera i nie mam sprzętu aby coś załoić, lecz następnym razem nie będzie narzekania bo będę przygotowany.

2004 usa trip, łukasz kęda kędzierski

Po drodze ze sklepu spotkałem Toma Evansa, tutejszego fotografa, który siedzi codziennie na Yosemite Meadows i ze swoim 1200mm obiektywem robiącego zdjęcia wspinaczy na El Capie. Jest chodzącą encyklopedią historii. Wie wszystko co się dzieje w dolinie na ścianie ścian. Nic mu nie umknie. Najważniejsze jest to , ze zdjęcia robi wszystkim nie tylko tym dobrym, ale także tym nowicjuszom, którzy robią swoją pierwszą drogę na El Capitan.

Jutro czas spakować swój stuff i uderzyć w kolejną podróż : kierunek to San Francisco, nowi ludzie, nowe miasto, nowa przygoda.

strzala-lewa strzala-prawa