![]() |
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]
DZIEŃ 6: Grand Canyon - Bright Angel Trail 09/20/2004
- BIGHT ANGEL TRAIL:
- 14,9 kilometra, 1359 przewyższenie do pokonania,
- szlak mniej stromy, od Bright Angel Campground do Indian Garden spacerek, później zaczyna się dopiero stromo;
- woda sezonowo w kilku miejscach( Indian Garden);
- trochę cienia na szlaku;
- trochę dłuższy od South Kaibab Trail;
- czas do pokonania około 6-8 godzin.

Dzień zaczął się o około 6.00 pobudką. Zaraz po wschodzie słońca szybkie jedzonko, pakowanie, kupa. Nie padało w nocy i dzień zapowiada się całkiem nieźle. Nie jest zimno, powiedziałbym, że jest bardzo przyjemnie. Tym razem nie wziąłem tyle wody, tylko 1,5 litra do Camelbaga, bo po 3 godzinach w Indian Garden jest miejsce , gdzie można uzupełnić zasoby wody. Droga zajęła nam 3 godziny ( 7.5 kilometra ) z campground do Indian Garden. Tak właściwie niedzielny spacerek po parku z niesamowitymi widokami -nic trudnego i dla każdego. Na szlaku mijaliśmy dużo ludzi. Pogoda sprzyjająca, lekki wiaterek, mało słońca. Jest dopiero wcześnie. Całe szczęście, ze powietrze jest dosyć przejrzyste, więc teraz możemy podziwiać każdy metr kanionu, a jest naprawdę na co patrzeć. Najróżniejsze kolory i formacje skalne obserwowane przez obiektyw aparatu . To będzie niezłe ujęcie . Pstryk!!! Odpoczynek, lekki posiłek, uzupełnienie wody i do góry.

Indian Garden to jedyne miejsce na tym szlaku, gdzie są drzewa i gdzie jest zawsze miejsce, w którym można znaleźć trochę cienia i wodę. Jest ładnie zielono i przyjemnie.


Teraz zaczyna się trudniejsza część szlaku. Sporo do góry, bardziej stromo. Cały czas kluczy się między skałami. Lecz widoki nadal niezłe. Dookoła strasznie dużo ścian do wspinu. Oj! Jak byłoby fajnie załoić coś w GC. Męczące i nużące podejście. Najgorsze jest to , że widzisz, gdzie musisz dojść i wygląda to tak strasznie blisko, a ty idziesz powolutku wspinając się po szlaku. Koszmar. Całe szczęście pogoda się utrzymała dobra, tzn. słoneczko tyko w kilku miejscach pojawiło się i nie było zbyt dręczące.


Droga z Indian Garden ( 1160 m n.p.m. ) do Bright Angel Lodge ( 2091 m. n.p.m. ) zajęła kolejne 2,5 godziny , czyli całość to jedynie 5,5 godziny zamiast 8 zapowiadanych. No tak, tempo niezłe, zawdzięczamy odpowiedniej ilość wody, którą stosunkowo często można uzupełniać, małemu nasłonecznieniu tego dnia i dobrym humorom. Lecz jednak nogi odczuły tą wspinaczkę i teraz mają problem z dojściem do łazienki.


Wyraźnie czuję, że koniecznie potrzebuję wanny, więc szybki telefon od naszego znajomego odnośnie hotelu. Mieliśmy szczęście, udało się!! 30 minut w wannie wynagrodziło całe trudy moim nogom. Ale super uczucie!!! Teraz szybciutko coś zjeść i zasłużony odpoczynek. Poszliśmy do restauracyjki, taki nasz mleczny bar i za 8$. Tak się najadłem, że nie mogłem wstać z krzesła. Lubię takie uczucie, zwłaszcza po dużym wysiłku!

Jutro uderzenie do San Diego.
Jeszcze szybciutkie zakupy i przez przypadek spotkaliśmy kilka dziewczyn z Polski, które pracują tutaj w parku. Podobno nudno jest tu pracować i nie polecają w parku pracy nikomu. Nie można dostać nadgodzin i ciężko znaleźć drugą pracę.





