2005 Krym

Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII-IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII-XIX] [XX] [XXI-XXII] [porady]

Dzień 14 Sudak - plaża 19/09

Rano poszliśmy przejść się po mieście oraz wymienić pieniądze. Ogólnie na Krymie nie ma najmniejszych problemów z wymianą pieniędzy, lecz kursy walut przybierają bardzo różne wartości. Przez cały pobyt w różnych miastach za 100USD można było dostać od 470Hr - 515Hr, co jest dosyć dużą różnicą. Bardzo dużo ludzi chciało też kupić Euro. Główną promenadą pełną sklepików, bazarów i miejsc gdzie można kupić niemal wszystko doszliśmy do morza. Oczywiście wszystkie płatne plaże, lecz jeżeli podążymy w kierunku twierdzy to na samym końcu znajdziemy całkiem ładną bezpłatną plaże i nie będziemy musieli wydać 4,5Hr/os.

Krym 2005 łukasz kęda kędzierski

Kupiliśmy wielkiego melona i na plażę. Woda bardzo czysta, ciepła, plaża to ciemny gruby piasek, mało ludzi. Tego mniej więcej szukaliśmy. Mnóstwo osób przemierza plaże z ofertą różnorakiego jedzenie: krewetki, czieburieki, pierogi, chipsy domowe, picie, słodkości....Polecam bakławę, czyli trochę jakby francuskie ciasto smażone na głębokim oleju oraz waflowa rurka z nadzieniem karmelowym z orzeszkami. Bardzo słodkie, lecz naprawdę warto. Z reguły panie oferujące takie rarytasy na plaży mają dużo większe sztuki i na pewno bardzo świeże, więc lepiej zakupić takie cudeńka u nich, iż w sklepie. Oczywiście spróbowaliśmy domowej roboty chipsy solone, też godne polecenia.

Krym 2005 łukasz kęda kędzierski Krym 2005 łukasz kęda kędzierski

Po całym dniu plażowania udaliśmy się na zwiedzanie twierdzy genueńskiej. Niemiła pani w kasie sprzedała nam bilety po 7Hr. Dosyć przyjemnie się chodzi w popołudniowym słońcu, które chowa się za burzowymi chmurami. Mocne podmuchy wiatru chłodzą nasze rozpalone ciała. Ładne widoki i całość twierdzy po rekonstrukcji. Warto się wybrać choćby, dlatego, aby zobaczyć piękny widok na miasto i całą zatokę.

Biegiem, bo zaczęło mocno padać, wróciliśmy do domu. Wieczorem udaliśmy się do jednej z restauracji. Zamówiliśmy płow z wołowiną i szurmę, czyli rosół z baraniny. Bardzo tłustym, ale spróbować chyba warto. Niestety jedzenie jakościowo dużo gorsze niż w Bakczysaraju.

W drodze powrotnej, czyli koło 21:00 zielony rynek jeszcze tętnił życiem, więc zakupiliśmy niezbędne warzywa i spać.

Następny dzień Następny dzień