2005 Picos de Europa

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]

Dzień 1: Wyjazd 01/08/2005

Oczywiście wyjazd miał być dwa dni temu, lecz zepsuł się samochód i musieliśmy poczekać do poniedziałku. Pojechałem do Wrocławia busem o 18:10 i prościutko uderzyłem do mojego mieszkania po resztę ekwipunku, mimo, że plecak miałem już nieźle wyładowany. Spędziłem trochę czasu z moją właścicielką mieszkania. Reklamę TESCO i innych supermarketów znam na pamięć, i całą historię jej rodziny oraz planów remontowych mieszkania, które obecnie wynajmuję. A to wszystko za sprawą spóźnienia chłopaków, ponad 3 godziny.

Wreszcie podjechał Konar ze Zbychem Mercedesem 123 z 1981 roku i pojechaliśmy do klubu, aby wziąć cały niezbędny sprzęt na wyprawę. Tu zaczynają się całe formalności finansowe no i pakowanie całości. Oj nazbierało się tego trochę. Przekładaliśmy z Konarem karbid z jednego wielkiego pojemnika do dwóch mniejszych baniaków przy użyciu rękawiczek chirurgicznych, co wywołało śmiech na zgromadzonych tam klubowiczach ( nikt nie pomógł?!). No, ale w międzyczasie ktoś zepsuł światło i prace w magazynie były znacznie utrudnione.

2005 picos de europa, łukasz kęda kędzierski

Wreszcie wyruszyliśmy w świat - kierunek Picos de Europa, a pragnę przypomnieć, że ekipa z Tarnowskich Gór wyjechała już w sobotę, więc są dwa dni przed nami. Mamy atlas, GPS-a i Zbycha, więc na pewno trochę pobłądzimy, lecz w rezultacie powinniśmy prędzej czy później (lepiej prędzej) znaleźć się na miejscu, czyli Cangas. Prowadzimy na zmianę, a pszczółka, czyli Mercedes domaga się, co jakiś czas picia, czyli ropy. W nocy ruch na niemieckich autostradach nie za duży, więc i prowadzenie tego wehikułu nie sprawia zbyt dużych trudności.

2005 picos de europa, łukasz kęda kędzierski

PS. Za każdym razem na stacji benzynowej, gdzie zatrzymujemy się, aby zatankować zamiast jak cywilizowani ludzie wsiąść przekręcić kluczyk i ruszyć to dwóch z nas staje za tyłem samochodu i odpala go "na pych", przy dużej uciesze obserwujących nas dookoła Niemców. Oczywiście czasami, czyli kilkukrotnie Zbychowi zapomniało się wyłączyć hamulec ręczny, więc było trudniej pchać.




Poprzedni dzień Następny dzień