![]() |
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 13: Valencia - 13/08/2005
Pobudka, śniadanie i czas wolny, aż do obiadu, a później wyruszenie na poszukiwanie dziur na powierzchni. Siedzę sobie na "górze łączności" aż tu niemałe zaskoczenie: zobaczyłem 4 facetów z 2 mułami obładowanymi szpejami. Myślę sobie, co jest grane??? Okazało się, że jest to wyprawa speleologiczna Hiszpanów i że obóz stawiają zaraz obok naszego. Ich działanie sprowadza się do pokonania technicznych trudności z postawieniem własnych namiotów, później rozbicie bazówki, co jest nie lada wyczynem w ich wykonaniu, a później do sprawdzenia korków śnieżnych w ich strefie eksploracyjnej. I tak po dziesięciu dniach powrót do domu - krótko i przyjemnie, a do tego cały sprzęt, żywności i inne gadżety wnoszą im muły: 2 Euro za kilogram.

Pogoda rewelacyjna, lampa od rana, strasznie gorąco. Druga ekipa wróciła nad ranem z akcji poszukiwawczej z A3. Przeczesali cały meander aż do "Sali z UFO" i nic nie znaleźli. Akcja w tej dziurze zostaje zastopowana, aż Zbychu wydobrzeje i wtedy on uderzy tam. Podobno jest niemianowanym specjalistą od meandrów, więc czas pokaże.

Po obiadku udaliśmy się do strefy B i przeszukujemy ją. Okazało, się, że dzisiaj jakby moja kolej pchania się we wszystkie otwory i sprawdzanie ich. Jakoś moja psychika nie pozwala mi śmiało i bez obaw zjeżdżać z małego kamienia ledwo zakleszczonego na innych wantach lub obniżać się w dziurę, gdy wszystko nade mną wygląda jakby się miało zaraz zawalić. Nic się nie stało, lecz też żadnych rezultatów, wszystko się "kipiło" tzn. dojeżdżało się do śniegu i koniec.

Chłopaki sprawdzali inną dziurę, przy otworze, której nieźle wiało i zużyli całą linę, jaką mieli ze sobą a dziura nadal się nie kończy, więc jutro c.d. eksploracji BX-39 nastąpi.
Wieczorem na bazówce już tradycyjnie miętolenie kart przez 4 osoby, więc gra w 1000-ca.





