2005 Picos de Europa

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]

Dzień 25: Droga do domu- 25/08/2005

Wstaliśmy rano. Ze Zbychem jeszcze gorzej - coś nam rzęzi. Spakowaliśmy się szybko: Aga, Polter i ja. Śniadanko, opowiastki i koło południa czas pożegnać się ze wszystkimi i zacząć schodzić.

2005 picos de europa, łukasz kęda kędzierski 2005 picos de europa, łukasz kęda kędzierski

2005 picos de europa, łukasz kęda kędzierski 2005 picos de europa, łukasz kęda kędzierski

Niby łez nie było, chociaż Stachu po grupowym zdjęciu, schował się w namiocie, więc nigdy nie wiadomo czy nie popłakiwał sobie w śpiworek. Jakoś tak smutno wyjeżdżać już. O wiele lepszy układ byłby, gdyby wszyscy razem wyjechali sobie. Na pocieszenie zostało im mnóstwo jedzenia.

2005 picos de europa, łukasz kęda kędzierski

Zeszliśmy na dół, po drodze odwiedzając domek Armanda, aby wziąć resztę sprzętu i na parking. Po drodze podwieźliśmy sympatycznego Belga, którego za cholerę nie mogliśmy zrozumieć, bo próbował porozumieć się z nami po hiszpańsku, lecz gdy zmienił na angielski to już było wszystko jasne. Straszna mgła, więc, bardzo powolutku zjeżdżaliśmy, co Covadongi.

2005 picos de europa, łukasz kęda kędzierski

W Cangas zakupy pamiątki, jedzenie, wino i czas na nas. Był plan, aby pojechać nad ocean i wykąpać się, lecz pada i bardzo zimno, więc zarzuciliśmy ten pomysł i wyruszyliśmy w drogę do Heidelbergu. Hiszpania szybko minęła, więc teraz moja kolej za kółkiem.

Poprzedni dzień Następny dzień