2006 Korsyka

Dzień: [prolog] [I-II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI-XVII] [epilog]

Dzień 3. Prom Livorno - Bastia, 30.04.2006

Wszyscy sobie smacznie śpią, śniąc o tym, co ich czeka na wyspie, a tu nagle zaczyna coś kapać. Niestety mimo szczerych chęci pospania sobie trochę dłużej musieliśmy się w pośpiechu zwinąć już przed 7. W samą porę zapakowaliśmy nasz tabor do samochodów, bo po chwili rozpadało się na dobre.

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Poranne cappuccino, ciepła kanapka i trochę zimnej wody na twarz postawiło wszystkich na nogi. Miej więcej koło 8:00 zaczęliśmy ustawiać samochody w linii, aby móc wjechać na prom. Był on dosyć duży jakieś 120 metrów długości, 22 metry wysokości i potrafi pomieścić 1600 pasażerów i 570 samochodów.

Po wjechaniu samochodem na prom, wzięliśmy niezbędne rzeczy, tj. kurtki, polary (kurcze przecież jesteśmy w słonecznej Italii, a płyniemy jeszcze dalej na południe??? Co jest grane!!!), jedzenie i picia i poszliśmy na górny pokład. Pogoda nas nie rozpieszczała, więc zamelinowaliśmy się w barze. Niektórzy mieli "chorobę morską" nawet przed wejściem na prom, więc wybrali najwygodniejsze krzesło i pozwolili odpocząć swoim oczom (Phi, tak choroba morska….., po prostu wczorajsza impreza przypomina o sobie!!!).

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski 2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Spotkaliśmy panie z Polski i jak to zwykle za granicą bywa, nie było sympatycznie. Po mało sympatycznej rozmowie każdy starał się znaleźć najfajniejsze miejsce i zajęcie dla siebie, aby 4 godziny rejsu minęły w miarę przyjemnie. Cały prom ma kilka pięter, kilka sklepów, restauracje chyba 2 no i najfajniejsze, że jest plac zabaw dla dzieci niestety. A chciałoby się tak wpaść do kuleczek i pobawić się. No trudno poniżej 5 lat to ja raczej nie mam, a już na pewno nie wyglądam. No chyba, że jestem bardzo, bardzo wyrośnięty jak na swój domniemany wiek.

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Płyniemy już jakiś dłuższy czas, generalnie zaczyna się nudzić każdemu: Żaneta robi zdjęcia oka, wszystkim po kolei, Stahoo w najlepsze chrapie, Pawełek odpadł na początku, Wiesiek rozłożył się przy placu zabaw, a reszta rozmawia o pierdołach.

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski 2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Po pewnym czasie wyszło ładne słoneczko i od razu jakoś humory poprawiły się i poszliśmy na górny pokład, aby zaznać, choć trochę ciepła. Każdy znajduje dla siebie najlepsze miejsce, stawia leżaczek i wychyla jak najmocniej mordek zza kaptura, aby chociaż tą część ciała opalić. Mijamy po drodze jakąś wyspę. Aby jakoś urozmaicić podróż odbyło się kila sesji zdjęciowych. Żaneta bawiła się w fotografię oczu, o czym już wspominałem, lecz każdy musiał wziąć udział w najważniejszej sesji. Mianowicie pożyczyliśmy sobie koło ratunkowe na chwile i każdy w nim miał zrobiony portrecik. Stahoo był oporny i nie chciał zniżyć się do naszego poziomu, lecz w drodze powrotnej nie miał już wyjścia - parcie z naszej strony było tak duże, że dał za wygraną.

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Bastia - miasto założone w 1380 roku przez gubernatora genueńskiego Leonello Lomellini. Od XV wieku Genueńczycy rozpoczęli budowę tego miasta chcąc je uczynić najładniejszym na wyspie. Wtedy też rozpoczęto budowę fortecy - Bastiglia, od której miasto wzięło swoją nazwę. Długo Bastia była uważana za stolicę. Jest największym portem pasażerskim Korsyki i jednym z najważniejszych portów Morza Śródziemnego.

No i wreszcie nastąpił ten moment: po 4 godzinach dobijamy do portu Bastia na Korsyce. Po wyjechaniu z promu samochodem orientujemy się, kiedy, jak, za ile i o której mamy prom powrotny. Każdy chce się oczywiście wypowiedzieć w tej kwestii i jak zwykle rozmowa staje na niczym, więc postanawiamy coś zjeść.

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Niedaleko portu jest taka główna ulica Boulevard Paoli, przy której jest mnóstwo knajpek restauracji z jedzeniem. Po dłuższym czasie w końcu dochodzimy do jakiegoś kompromisu i wybieramy jedną z nich. Każdy zamawia według potrzeb, lecz oferta typowej korsykańskiej kuchni raczej marna, więc zamawiamy głównie pizze i sałatki. Tutejsza pizza jest trochę inna jak na mój gust. Ciasto jest strasznie cienkie, niczym naleśnik, a poza tym składniki, jakie każdy sobie życzy, czyli jak wszędzie. Od razu zauważyliśmy, że w restauracji wszystkie ceny podawane są z podatkiem i specjalnym dodatkiem za obsługę - 13%, całkiem sporo.

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Wyjątkowo dosyć szybko udało nam się ustalić, że jedziemy na południe, wschodnią stroną wyspy w okolicę przełęczy La Bavella. Droga, którą jedziemy jest bardzo wygodna i dobrej jakości, więc, jedzie się przyjemnie. Widoki są przepiękne: niesamowite błękitne morze po lewej i góry po prawej.

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Postanawiamy poszukać kampingu, co jak się okazało wcale nie jest łatwym zadaniem. Większość kampingów, które mijaliśmy były zamknięte, bo sezon na Korsyce zaczyna się dopiero w połowie czerwca i trwa do połowy września. W rezultacie udało nam się znaleźć jeden, który był czynny, nad samym morze. Tak naprawdę to namioty były rozbite jakieś 40-50 metrów od brzegu, ciepła woda, toalety, spokój, cisza do tego bardzo mało ludzi. Jedyny mankament to "ogromne komary: jeżdżące po drodze, przy której znajdował się kamping.

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Trudno było się porozumiewać z właścicielem, aby ustalić ile to nas będzie kosztowało. W łamanym angielskim, wtrąceniach po włosku i używając słów o wydźwięku francuskim i oczywiście przy użyciu rąk ustaliliśmy cenę, za całą naszą ekipę, tzn. 11 osób, 3 samochody, 4 namioty na 70Euro za noc. Chyba w miarę przyzwoicie. No nie jest to spanie za darmochę w krzaczorach, lec jeszcze do zaakceptowania, nawet dla takiego kogoś jak ja z trochę ograniczonym budżetem.

Po błyskawicznym rozstawieniu namiotów, każdy zajął się jedzeniem. O tak... to jest to, co lubię (naj)bardziej.

2006 korsyka, łukasz kęda kędzierski

Jutro w planach jest zrobienie jakiegoś w miarę łatwego kanionu tak na początek, aby się dobrze zaaklimatyzować w nowym środowisku.

PS. No tak po tym rejsie każdy ma całkiem ładnie zjadany "mordek".

Poprzedni dzień Następny dzień