![]() |
Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V]
Dzień II. Jaskinie turystyczne..., 09.11.2006
Sytuacja z Livorno wydarzyła się po raz kolejny: spanie pod chmurką, a za budzik robił deszcz. Jedyna pociecha że nie o 6:00 a koło 9:00. Noc minęła spokojnie, nie było może za ciepło i trzeba było schować głowę głęboko w śpiwór, aby nie obmarzła. Niestety gdzieś pomiędzy coraz bardziej kolorowymi snami (ach ta podświadomość) trzeba było wstać, wygrzebać się z ciepłego śpiworka, założyć buty odejść kawałek, znaleźć "maleństwo" i opróżnić pęcherz - uff jaka ulga.
Wstaliśmy rano z nadzieją na gorący pyszny, ciągnący się smażony ser w barze Tumperek. Niestety okazało się (po trzecim przeczytaniu kartki na drzwiach), że otwierają dopiero koło 14:00. Jedyna pociecha to, że udało nam się dogadać z panią w kuchni, o klucze pozostawione dla nas. "Mieliście być wczoraj" powiedziała, pani z uśmiechem na ustach. Pokiwaliśmy głową dziękując i udaliśmy się oglądnąć miejsce naszego noclegu na najbliższe kilka dni.
Koło boiska piłkarskiego, mają taki budynek, z szatniami, łazienkami itd., a na piętrze jest kilkanaście łóżek i jadalnia, wszystko w klimacie ala późny Gierek. Warunki jak dla nas idealne, a do tego wszystko za 80 koron.
Postanowiliśmy nie marnować czasu, bo Spider miał nas odwiedzić dopiero wieczorem, więc obraliśmy kierunek Jedovnice, aby namierzyć jakiś otwarty bar z jedzeniem. Co za kraj: jak już udało nam się znaleźć otwarty bar to jedzenia i tak nie serwowali, bo nie minęła jakaś tam godzina.
No nic na głodnego jedziemy na parking koło Propast Macocha. Tam udaje nam się znaleźć jakąś otwartą budkę i po wciągnięciu Langosa (takie ciasto pieczone na oleju i posypane żółtym serem), popatrzeniu na 188 metrową dziurę w ziemi docieramy do górnej stacji kolejki linowej prowadzącej do Jeskyně Punkevní. Pewnie, że mogliśmy skorzystać z oznakowanego szlaku, lecz jak poznawać kulturę to w każdy możliwy sposób.
|
Przepaść Macocha "Znana na całym świecie przepaść Macocha ma głębokość ponad 138 metrów i jest największą przepaścią tego rodzaju w Czechach i środkowej Europie. Górna jej część ma 174 metry długości oraz 76 metrów szerokości. Na skraju przepaści są dwa widokowe mostki. Pierwszy z nich został wybudowany w roku 1882 - jest umieszczony w najwyższym punkcie i nazywa się Górny mostek (Horní můstek). Drugi z nich - Dolny mostek (Dolní můstek) pochodzi z 1899 roku, znajduje się 92 metry nad dolną częścią przepaści i dobrze z niego widać dno Macochy. Przepaść Macocha, która swą nazwę zawdzięcza legendzie z XVII wieku, powstała przez zawalenie się stropu jaskini. Dlatego jej dno jest częściowo pokryte rumowiskiem skalnym, które jest pozostałościami zawalonego stropu. Przez dno przepaści przepływa rzeczka Punkva, która zasila dwa jeziorka. Górne jeziorko (Horní jezírko) ma w przybliżeniu 13 metrów głębokości i jest widoczne z góry. Dolne jeziorko (Dolní jezírko) jest ukryte między skałami a jego głębokość przekracza 30 metrów. Podziemna rzeczka Punkva, która przepływa przez dno przepaści, powstaje ze zbiegu wielu podziemnych źródeł, które przepływają przez rejon wapieni z zachodu na wschód. Wody Punkvi w świetle dziennym po raz pierwszy pojawiają się na dnie Macochy. Tutaj w Dolnym jeziorku znowu znikają w podziemiach i przepływają Punkevními jaskiniami. Cały kompleks reprezentuje kilkadziesiąt kilometrów jaskiń, przez które częściowo przepływają wody." /zaczerpnięte ze strony http://www.moravskykras.net/ |
Kupiliśmy bilety na wejście (50 koron, bo jeszcze student, a co, młodo wyglądam) i dodatkowo bilecik na możliwość pstrykania w środku i po kilkunastu minutach zaczynamy tour po jaskini.
|
Jaskinia Punkevní "Są to najbardziej poszukiwane jaskinie Morawskiego Krasu - leżą dwa kilometry od Skalnego Młyna (Skalní Mlýn) i są dostępne dzięki wejściu w ścianie kanionu krasowego Pustý leb. Swoją popularność zyskały dzięki temu, że umożliwiają odwiedzającym dostanie się na dno przepaści Macocha a zarówno podjęcie romantycznego spływu łódeczkami na podziemnej rzeczce Punki. Zwiedzanie jaskini zaczyna się w przestrzeni Przedniej katedry (Přední dóm), której wejście strzeże największy stalaktyt jaskini - Strażnik (Stráce). Syfonowy korytarz wiedzie do Glinianych Sal (Hlinité síně), które sąsiadują za Średnią katedrą (Střední dóm), u którego stropu znajduje się niedostępny Kryształowy korytarz (Krystalová chodba). Za Stalagmitowym korytarzem (Stalagmitová chodba) opada dno jaskini do Tylnej katedry (Zadní dóm), skąd odwiedzający dostaną się aż na dno Macochy, gdzie kończy się tzw. Sucha droga (Suchá cesta). Można się tu nacieszyć widokiem dna przepaści oraz Górnego i Dolnego jeziorka, które zasila rzeczka Punkva. Teraz zaczyna się tzw. Mokra droga (Mokrá cesta) - spływ łódeczkami po podziemnej rzeczce Punkvi. Punkevní Wodne katedry (Vodní dómy) między dnem Macochy a Pustým lebem są wynikiem działalności silnego prądu wody, która tutaj pod ciśnieniem szukała drogi na powierzchnię. Stropy i ściany korytarzy są pełne wydrążeń, wirowych jam, rynienek i rowków. Zwiedzający płyną przez Pierwsze (První), Drugie (Druhé) i Trzecie (Třetí) jezioro do najpiękniejszej jaskini Krasu - Bajkowej (Masarykowej) katedry (Pohádkový Masarykovy dóm). Bajkowa katedra w połączeniu z niezapomnianym spływem przez Wodne katedry (Vodní dómy) jest najważniejszym przeżyciem przy podziwianiu tutejszych tras podziemnych. Olbrzymie stalagmity, stalaktyty i stalagnaty, zasłony i kaskady w tyle katedry w Brčkovym korytarzu (Brčková chodba) zmieniają się w dużą ilość najmłodszych form, prześwitujących piórek, marchewkowych zgrubień z wyrostkami wszelakich kształtów oraz z rozgwiazdami krzywych włókien stropowych, heliktytów." /zaczerpnięte ze strony http://www.moravskykras.net// |
Jaskinia obszerna i przyjemna o bardzo dużym nagromadzeniu pięknych nacieków w rozsądny sposób podświetlona (nie to co na Krymie). Jedyny minus to pani przewodnik, która najwyraźniej utrudniała mi skorzystanie z biletu na fotografowanie gasząc bardzo szybko światła. Jej rola w sumie sprowadzała się do obsługi pilota, bo nic nie musiała mówić, gdyż wszystkie wiadomości były "puszczane z taśmy"
Po około 30 minutach skończył się wybetonowany chodnik i siedliśmy w łodziach, aby resztę jaskini pokonać płynąc w zalanych korytarzach. Całość ładnie podświetlona, dodatkowo głębokie miejsca posiadały światełko zanurzone hen hen głęboko, aby pokazać ile nam brakuje do dna, oj dużo...
Jaskinię opuściliśmy około 13:00, więc postanowiliśmy, że zdążymy zwiedzić jeszcze jedną pobliską pieczarę, a mianowicie Jeskym Kateřinská. Tym razem spacerkiem wśród pięknie barwionych jesienią drzew docieramy do kasy biletowej. Kupujemy jak zwykle 2 normalne i 2 studenckie. Już po zakupie tak coś mnie tknęło, aby spróbować wykorzystać naszą klubową (Speleoklub Wrocław) legitymację (notabene nie podbitą na 2006 rok). Okazało się że bardzo miła pani uznała moją legitkę oraz Janusza kartę taternika i my mieliśmy wjazd za free.
|
Jaskinia Kateřinská "Znajduje się na początku Suchého lebu, jakieś 500 metrów na wschód od Skalního mlýna. Jest częścią starej wyciekowej jaskini, o czym świadczą rzucające się w oczy ślady po płynącej wodzie i jej czynności erozyjnej. Jaskinia Kateřinská była też bogatym miejscem występowania kości plejstocennych zwierząt, przede wszystkim niedźwiedzi. Dla zwiedzających jest otwarta od 1910 roku. Wejście do jaskini tworzy gotycki portal, przez który zwiedzający dostaną się do Hlavního dómu, największej komory na Morawskim Krasie a jednocześnie największej podziemnej katedry dostępnej dla zwiedzających w Czechach (długość 97 m, szerokość 44 m, wysokość 20 m). Katedra ta odznacza się świetną akustyką i dlatego kilka razy do roku odbywają się tu muzyczne i wokalne koncerty. Z Głównej katedry (Hlavní dóm) trasa wiedzie do tzw. Nowej jaskini (Nová jeskyně), gdzie odwiedzający mogą się nacieszyć barwnie podświetlonym tworem Czarownica (Čarodějnice) i Bambusowym laskiem (Bambusový lesík) utworzonym przez wspaniałe wysokie na kilka metrów stalagmity w kształcie słupa. Do innych interesujących naciekowych form należą np. Ovečky, Pagoda i Sintrový vodopád. Legenda o Kateřině Nazwa jaskini Kateřinskiej jest związana z legendą, która z pewnymi zmianami brzmiała mniej więcej tak: W dawnych czasach na skraju lasu w ubogiej chatce mieszkał pasterz. Od wiosny do jesieni wypasał owce a kiedy nie mógł sam ich paść, chodziła z owcami urocza córka Kateřina. Pasterz nie miał żony i dlatego Kateřina musiała starać się o domostwo i o ojca. Robiła to chętnie, ponieważ ponad wszystko go kochała. Pewnego dnia pasterz musiał pojechać do miasta, a córka wcześnie rano poszła z owcami na pastwisko. Zaszła o wiele dalej niż zazwyczaj. Kiedy niebo się zachmurzyło i zbierało się na burzę, Kateřina chciała zagnać owce do domu, ale była zbyt daleko i dlatego ukryła się z nimi w pobliskiej jaskini. Kiedy burza przeszła, przygotowywała się do zapędzenia owiec do domu, ale jednej brakowało. Dziewczynie się wydało, że słyszy jej dzwoneczek z końca ciemnej jaskini, więc udała się na jej poszukiwanie. Nie mogła jednak znaleźć owieczki a sama zgubiła drogę powrotną. Schowała się w skalnej wnęce i zasnęła ze zmęczenia. Rano ludzie znaleźli w lesie opuszczone stado i zaczęli szukać pasterki. Ostatecznie poszli rozejrzeć się do jaskini, wołali Kateřinę, ale nikt się nie odezwał. W końcu jeden z nich znalazł jej martwe ciało. Od tego czasu zaczęto nazywać tę jaskinię Kateřińska." /zaczerpnięte ze strony http://www.moravskykras.net// |
Po wejściu do jaskini czułem się jak na prywatnym tripie, bo oprócz nas czterech była jeszcze pani przewodnik i nikt więcej. Fajnie... Pieczara jest dużo mniejsza, ale także bardzo naciekowa. Jej najbardziej charakterystyczne formy naciekowe są w kształcie tyczek bambusowych. Wygląda to bardzo przyjemnie i miło. Tym razem nie musiałem, aż tak bardzo się spieszyć ze zdjęciami.
Wracając z jaskini postanowiliśmy spróbować jazdę kolejnym środkiem lokomocji, czyli taką ciuchcią ala na Krupówkach, czy taką, która jeździ po Wrocławiu. Po 10 minutach przesiedliśmy się w kolejkę linową. Wybraliśmy się jeszcze na mały spacer do niższego mostku nad Macochą i dalej już samochodem Janusza w kierunku Rudic, a dokładniej do baru Tumperek, aby wreszcie skosztować pysznego smażonego sera. Jesteśmy już tyle godzin w Czechach, a nic serowego nie pojawiło się w naszych ustach - koszmar, skandal, prowokacja, czy co?
No tak w drodze daliśmy się ponieść wyobraźni, że ser nie zając nie ucieknie i , że zdołamy jeszcze zobaczyć okolice Rudické Propadání, lecz zatrzymał nas znak zakaz ruchu. Widoki po drodze aż prosiły się, aby je uwiecznić, zarejestrować co najmniej na moim twardym dysku, o nazwie mózg, bo niestety chłopaki nie pozwalały, lub nie dawały dostatecznej ilości czasu na porządne uwiecznienie tego na matrycy dosyć dotartego już 4megapikselowca...
Odwiedziny w miejscowym sklepiku, aby wyposażyć się w jadełko na śniadanko, kolacyjkę i inne przekąski w międzyczasie.
Wszyscy zadowoleni, uśmiechnięci dorwali się do "menu" i wybór był prosty: "jaskiniowy ser", czyli mieszanka 3 serów: Edam, jakiś pleśniowy oraz coś ala camembert. Dalej już pisać chyba nie muszę co się działo..
4 piwa później zbliżyła się godzina 20:00, czyli czas spotkania ze Spiderem. Pojawił się trochę spóźniony (oczywiście mu wybaczamy, w końcu jest naszym "gospodarzem") i zaczęło się kreowanie planów na najbliższy weekend. Po chwili już było wszystko wiadomo:
- piątek mamy do wyboru jaskinię Rudické Propadání, ale trzy możliwe przejścia (wejścia), wersja canioingowa odpadła (po Korsyce jakoś nam w nie smak, tym bardziej bez pianek), druga to wersja drabinowa i tą właśnie wybraliśmy i trzecia to linowa (po linach to w Tatrach możemy sobie pochodzić), a zamierzenie wyjazdu to zapełnienie karty wieloma megabajtami rewelacyjnych nacieków. Z opowieści wynikało, że będzie wody po pas i to cały czas, do tego dał namiary na Romana (dzięki Roman) i on miał dać nam klucze, pokazać otwór i takie niezbędne duperele, aby wejście i powrót z dziury doszły do skutku.
- sobota, pomysł był aby iść do Amatérská Jeskyně, aby zwiedzić partie dostępne poprzez nowy otwór odkryty kilka lat temu, prowadzić nas miał Zdeněk Motyčka,
- niedziela, maiła być też jakaś fajna, za przewodnika miał być Spider i mieliśmy iść "gdzieś", przy czym gdzieś na chwilę obecną miało być bliżej nieokreślonym bytem
Generalnie weekend zapowiada się ciekawie i dosyć pracowicie, co nas bardzo cieszy. Jako, że Spiderowi się trochę spieszyło, no i nam już dupy przyrosły do siedzenia to pożegnaliśmy się i poszliśmy do naszego "legowiska".

-nowości



