Morawy 2006 łukasz kęda kędzierski

Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V]

Dzień IV. Amatérská Jeskyně, 11.11.2006

Kolejny okropny poranek i najtrudniejsze zadanie do wykonania, czyli zwlec się z łóżka. Plan był generalnie prosty, z resztą jak zawsze: mamy dojechać do miasteczka Sloup, a dokładniej na parking koło restauracji Brousek. No tak, wydaje się, że to banalna czynność, lecz nie w naszym gronie. Już w samych Rudicach, Zbychu gdzieś się zagubił, i po telefonie już wszyscy grzecznie zameldowali się na miejscu. Teraz tylko oczekiwanie na Zdeněk Motyčka, który miał być naszym dzisiejszym przewodnikiem.

Czekamy na naszego Guida, i obserwujemy grupę czechów, którzy zaparkowali swoje wehikuły po przeciwnej stronie drogi i przebierają się w kombajny. No tak, "nasi" pomyślał sobie każdy, a może nie każdy? Przepakowaliśmy samochody i też zakładaliśmy kombinezony na siebie.

W międzyczasie podjechał jakiś fajny duży terenowy samochód, wysiadł z niego "turystycznie" ubrany facet i przedstawił się Zdeněk. Teraz już było wszytsko jasne. Idziemy 100 metrów dalej, jakaś mała drewniana budka i obok niej właz do trzeciego otworu Amatérská Jeskyně.

Morawy 2006 łukasz kęda kędzierski Morawy 2006 łukasz kęda kędzierski

Generalnie znowu złazimy jakieś 80 metrów po drabinach i znajdujemy się na spongu. Zdenek co jakiś czas opowiada o kolejnych częściach odkrytych 4-5 lat temu nowych odcinkach jaskini. Są to partie znajdujące się za 4 syfonami.

Najpierw poszliśmy do IV syfonu, krótka historyjka, jak to było przy nurkowaniu, jak wygląda mniej więcej zalany odcinek. Dalej pokazuje nam obejście II i III syfonu, abyśmy mogli zobaczyć więcej korytarzy. Przyjemnie, dowiadujemy się historii itd., lecz jakoś tak bez ogromnych nacieków, dużo błota, korytarze obszerne.

Morawy 2006 łukasz kęda kędzierski

Po 3 godz wyszliśmy na zewnątrz, czyli dosyć króciutka ta wycieczka. Szybkie przebranie ciuszków i napieramy do najbliższej restauracji na jedzonko. Ten cały Borusek był zarezerwowany, bo odbywała się jakaś weselna impreza, więc pojechaliśmy kawałek dalej.

Morawy 2006 łukasz kęda kędzierski Morawy 2006 łukasz kęda kędzierski

Po najedzeniu się do syta wracamy na bazę i rozpoczynamy standardową imprezę, z rozmowami o głupotach. Gdyby ten tekst pisał Zbychu, instruktor PZA to pewnie by poruszył dosyć szczegółowo swoje filozoficzno-polityczno-klubowo-pierdolowo-wspomnieniowe wywody, a tak ja pozostawię to bez komentarza. Tak czy tak są gdzieś dostępne audio-wizualne dowody tego wieczoru.

Oczekujemy na Spidera, aby przedstawił nam możliwości na ostatni dzień naszego pobytu, oraz wręczamy mały prezencik od Polonii - Żubrówka, aby móc zrewanżować się za ofiarowaną opiekę i pomoc.

Morawy 2006 łukasz kęda kędzierski

Niezmordowane kalambury pojawiły się już gdzieś koło północy i tak, będąc w wygrywającej ekipie, znudzony ciągłym wygrywaniem, poszedłem położyć moje zmęczone kości na mięciutkie, może nawet za bardzo łóżko. Jutro trzeba wstać.

Poprzedni dzień Następny dzień