![]() |
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII-XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [porady]
Dzień 1. Lot Warszawa - Istambuł - Bangkok
5:00 pobudka, szykowanie kanapek, ostatnie sprawdzenie czy aby wszystko zostało zabrane -> jeden duży plecak, drugi podręczny (foto), reklamówka z żarciem na drogę i tyle, cmok - cmok, pożegnanie, trzaśnięcie drzwiami i jedziemy do Wawy na lotnisko.
Niby to 300 kilometrów a jednak poszło w 3,5 godziny, więc mamy trochę czekania. Pożegnanie z driverem (tata Agi), kilka łez i siedzimy na tym naszym malutkim terminalu lotniska. Oj dużo jeszcze wody musi upłynąć, aby mieć lotnisko z prawdziwego zdarzenia.

90 minut przed wylotem tj. 13:25 można już iść po bilety (mamy wersje elektroniczną - Turkish Airlines), nadanie bagażu, przejście przez Passport Control, jesteśmy trochę w Duty Shop i dalej do kolejeczki do Gate nr 9. Aga stresuje się, że nie zdążymy, że samolot poleci bez nas. Fakt kolejka po byku, lecz spokojnie posuwamy się do przodu. Ludzie są jacyś dziwni. Przecież wiadomo, że wszystkie metalowe rzeczy będą pikały, ale nie sprzączka wielkości dłoni przy pasku musi być, do tego buty z ostrogami, blaszkami, czy innymi gadżetami także, no i łańcuch przy spodniach i jeszcze zdziwiony, że pika ?

Przechodzimy bez pikania, do autobusu, po schodkach do samolotu i na miejsce -> hura nie poleciał bez nas. Posiłek jak na 2 godziny lotu to całkiem całkiem jedzonko z deserem. Lądujemy i teraz oczekiwanie 7 godzin na przesiadkę. Lotnisko w Istambule jest znacznie większe i ciekawsze, lecz ileż można siedzieć, włóczyć się i znowu siedzieć na d..pie.

Dajemy się naciągnąć na niekorzystny kurs euro do tureckiej waluty w Burger Kingu kupując fante, dalej znowu trochę w sklepach, oglądanie wąchanie i znowu siedzenie.

Po wyczerpaniu weny foto, siadam i czytam przewodnik. Wziąłem telefon aby napisać sms-a do Polski. I tu wielkie rozczarowanie i wściekłość -> no tak telefon jest, lecz roaming mówi NIET. Padło trochę brzydkich słów, Aga wściekła się "trochę". No nic zbędny balast będzie trzeba wrzucić na dno plecaka. Przy naszym Gate spotykamy "gwiazdę". Cała rodzinka na medal -> chłopak koszula koloru oczojebny zielony do tego przezroczysty i mnóstwo złota, tombaku, i innego badziewia na szyi, rękach i palcach i rodzice podobnie. Szkoda gadać no i oczywiście wszystko pipczy, a oni takie oczy, czemu.

Zaobserwowałem coś dziwnego, teraz jak masz laptopa w bagażu podręcznym to po przejechaniu przez machinę musisz go odpalić, żeby kontroler mógł zobaczyć, że działa. Dziwne, ach to bezpieczeństwo -> tu niby skrupulatnie, a w innym miejscu pogubili się, kto już był obmacywany a kto nie.. i koniec końców puścili wszystkich.

Wsiadamy do samolotu, bo odlot o 23:50 czasu tureckiego (+1 godz.) i tu wielka niespodzianka -> czyli Airbus A340-300, miejsca na nogi dużo, ale najfajniejsze jest to, co było w zagłówkach, czyli każdy miał do dyspozycji taki mały komputerek całkiem nieźle zaopatrzony: gry, filmy, seriale, muzyka, dane o locie o miejscach, podgląd live view z kabiny pilota, mapy w stylu gogle earth itd. Można by nic nie robić tylko korzystać z tych cudów przez całą noc, ale wybrałem to drugie; sen, więc dobranoc.

-nowości



