Tajlandia 2007

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII-XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [porady]

Dzień 12. Przejazd Kanczanaburi - Damnoen Sadzak (Pływające markety)

Podróż byłą dziwna. Wstaliśmy rano, pakowanie, śniadanko i wyjście na ulicę, aby złapać tuk-tuka (40THB) do dworca autobusowego. Wsiedliśmy do autobusu (bez klimatyzacji, a jedynie z wentylatorami zawieszonymi, co kilka siedzeń przy suficie) o numerze #461 do Ban Phi (35THB/os) (wg przewodnika taka jest najbardziej optymalna trasa).

Ciężko było się dogadać z kierowcą oraz kontrolerem biletów. Nikomu nasza wymowa miejscowości oraz pokazywanie na mapie nic nie mówiło, lecz w końcu po próbach tłumaczenia, że jedziemy do "pływających marketów" załapali gdzie chcemy jechać i teraz już cały autobus wie gdzie jedziemy i na pewno dadzą nam znać, kiedy wysiąść.

Tajlandia 2007 łukasz kęda kędzierski

W tajskich autobusach jest kierowca oraz kontroler biletów. Czyli wsiadasz do autobusu i za chwilę przychodzi pan/pani w mundurku z takim metalowym opakowaniem, gdzie ma bilety i pieniądze. Wtedy mówimy gdzie jedziemy, kontroler wybiera odpowiednią ilość biletów, przedziera i wydaje resztę. Mówię w tym miejscu oczywiście o autobusach państwowych (również w tych miejskich).

W autobusie obok nas jechała para z noworodkiem. Szczęśliwa rodzinka wracała ze szpitala po narodzinach, z wszystkimi bagażami, ciuszkami, pieluchami i innymi szpitalnymi rzeczami. Dziecko grzeczniutkie, przez całą drogę (2 godz.) spało i ani razu nie zapłakało, a przecież gorąco jak cholera 35 stopni, do tego wielki hałas, rozmowy ludzi itd. No cóż hartowanie od małego. Po 2 godzinach kasjer grzecznie informuje nas, że jesteśmy na miejscu. Wysiadamy na skrzyżowaniu ulic i wyglądaliśmy chyba na mocno zdezorientowanych, bo ludzie z autobusu, który już odjeżdżał pokazywali nam kierunek w którym mamy iść.

Poszliśmy w wskazywanym kierunku kilkadziesiąt metrów i znaleźliśmy się przy postoju songwei (20THB/os). Mówimy facetowi, że chcemy jechać do marketów on pokazuje żeby wsiadać i kontynuujemy naszą podróż. Jak zawsze taki środek transportu wyładowany po brzegi, ludzie wsiadają i wysiadają a my jedziemy dalej nie będąc pewnym czy aby w dobrym kierunku? Po pewnym czasie zostaliśmy już tyko sami, a pan kierowca zabrał nas do miejsca, w którym można wykupić wycieczkę łodzią długolufową po marketach. Już teraz wiedzieliśmy, że jesteśmy w dobrym miejscu. Dowiedzieliśmy się gdzie jest jedyny w tym miejscu hotel (wg przewodnika Pascal). Po obejściu miasta okazało się, że jest jeszcze jeden.

Tajlandia 2007 łukasz kęda kędzierski

Little Bird Hotel (druga nazwa to Nakoi) można by o nim pisać dosyć długo. Wyglądał jak u nas hotele wybudowane w czasach komunistycznych, których lata świetności dawno minęły. Jego niewątpliwą zaletą jest to, że po prostu istnieje. Nie można powiedzieć, bo był czysty, wielki pokój i łazienka w środku oraz nawet telewizor, lecz wystrój był, co najmniej ubogi (220THB).

Tajlandia 2007 łukasz kęda kędzierski

Poszliśmy oglądnąć kanały, na których jutrzejszego poranka powinno odbywać się handlowanie na łodziach. Teraz to już wiemy, dlaczego w przewodniku jest tak mało opisane o tym mieście: po prostu tutaj nic kompletnie poza tymi porannymi marketami nie ma: jedna długa ulica i koniec.

Tajlandia 2007 łukasz kęda kędzierski

Po godz. 16:00 ciężko cokolwiek tutaj zjeść Knajpki pozamykane i zostały jedynie jakieś resztki, więc dzisiejsza kolacja to jakieś bzdury zakupione w sklepie 7/11. Trudno. W recepcji naszego hotelu pani rozrysowała nam dokładną mapkę, gdzie to jest oraz co trzeba zobaczyć. Oczywiście nie omieszkała spróbować wcisnąć nam zorganizowaną wycieczkę.

Jutro 6:30 wymarsz z hotelu. Mam nadzieję, że się nie rozczarujemy.

Poprzedni dzień Następny dzień