![]() |
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII-XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [porady]
Dzień 13. Damnoen Saduak oraz przejazd na wyspę Ko Samui
Całą noc lało. Do tego rano pobudka, o 6:00, aby być na miejscu o odpowiednim czasie. Na śniadanie kilka bananów.
Nie wspominałem chyba jeszcze o bananach. Są po prostu rewelacyjne, na targach można kupić całe kiście, są małe i duże i kompletnie inaczej, czyt. lepiej smakują niż te w europie. Najsmaczniejsze są chyba te malutkie. Zawsze jakoś tak było, że kupowaliśmy kiść kilku bananów i tak naprawdę niezależnie od ilości płaciliśmy 20THB za całość, pomimo, że kiedyś Aga za taką kwotę przyniosła prawie 4 kilogramy.



W tym miejscu także wspomnę jeszcze o bananach w cieście. Nie sposób opisać tego wspaniałego smaku. Po prostu koniecznie trzeba spróbować (najlepsze są najświeższe, zawsze można poprosić panią, aby usmażyła świeżą porcję.


Pogoda nie sprzyjała zdjęciom. Niestety. Cały poranek padało, a niebo było mocno zachmurzone. Tak czy tak idziemy dzielnie wzdłuż głównego kanału do III-go mostu (zgodnie z mapką). Toaleta poranna kobiet odbywa się w rzece, po woli zaczyna miasto budzić się ze snu. Niestety po drodze nic nie zobaczyliśmy z "pływających marketów", więc wracamy do II-go mostu. Tutaj już coś się dzieje, lecz nadal coś tego wszystkiego jest mało, może jesteśmy za wcześnie?



Chodzimy dookoła, głównie kobiety siedzą w wyładowanych jedzeniem po brzegi łódkach. Można kupić mnóstwo owoców oraz gotowanego jedzenia w łódce. Wszystko wygląda bardzo fajnie i tak inaczej. Fakt tych kanałów wydaje nam się trochę mało, więc postanawiamy wynająć łódkę (250THB/łódź za godzinę), aby zobaczyć gdzie jeszcze są. Oczywiście bez targowania o cenę nie da rady. W tym miejscu warto wspomnieć, aby wynająć łódkę bez napędu motorowego, gdyż wiosłowa płynie dużo wolniej, a przecież o to chodzi, aby zobaczyć wszystko dokładnie.





Podczas wycieczki okazuje się, że do dużej ilości miejsc na piechotę nie da rady dotrzeć. Płyniemy pomiędzy sklepikami z różnymi cudami, a także z pamiątkami, które sprzedawcy bardzo ochoczą chcą nam wcisnąć. Cały czas siąpi i do tego mnóstwo chmur, więc tutejsze handlarki mają bardzo wyszukane i dziwne nakrycia głowy: słomkowe kapelusze, lecz bardzo dziwnych kształtów. Wróciliśmy po około godzinie na miejsce, a tu rozstawiona ekipa filmowa i kręcą telenowelę. To fakt panie modelki wyglądają kompletnie inaczej niż panie sprzedawczyni. Całość ciężko to opisać, jak dla mnie trzeba to po prostu zobaczyć.




Po całym rejsie trzeba coś zjeść. Wszystko jak zwykle pyszne i świeżutkie, lecz pani chyba nas mocno naciągnęła, bo musieliśmy zapłacić za jedzenie + picie dla nas dwojga 150THB, co przy dotychczasowych cenach było prawie 2-krotnie za dużo. Czuje się pierwszy raz naprawdę naciągnięty w tym kraju.

Powrót do hotelu pakowanie i na dworzec autobusowy, aby znaleźć autobus #78 (64THB/os), który jedzie do Bangkoku na Południowy Terminal Autobusowy.
Autobus przyjechał coś około 13:00. Teraz trzeba znaleźć informacje, aby dowiedzieć się o transport na wyspę Ko Samui. Jedyne źródło danych o połączeniach to pan o obwodzie pasa ponad 2 metry, z wielkim uśmiechem i tekstem "... turistic information".


Bardziej na migi niż po angielsku roztłumaczył nam, że owszem połączenie jest o 19:30, możemy wybrać sobie klasę: 1st, 2nd i VIP class. Cała jazda będzie składała się z dwóch części: bilet z Bangkoku do Surat Thani oraz prom na wyspę. I takie kombinowane połączenie kupuje się w jednym bilecie i jest to chyba najlepsza opcja, bo nie trzeba się martwić o nic. Chodzi mi o to, że łatwo jest dojechać do Surat Thani (pociąg, autobus), lecz na miejscu trzeba dojechać jeszcze do przystani oddalonej o ponad 20 km od miasta, i załapać się na prom -> a tutaj wszystko w jednym: prosto, łatwo, przyjemnie.

Okazało się, że autobusy I-wszej klasy nie jeżdżą codziennie i dzisiaj właśnie przypada ten dzień. Zatem kupiliśmy 2 bilety na II-gą klasę po 522THB od osoby i trzeba było poczekać 5 godzin. Byliśmy trochę zmęczeni, więc poczekaliśmy na dworcu.
Z racji, że spędziliśmy tu trochę czasu to można było zaobserwować bardzo niepokojącą tendencję. Bardzo dużo młodych Tajek, które naprawdę są atrakcyjne nie goli nóg. Nie mogę tego zrozumieć, bo wygląda to, co najmniej mało apetycznie, jak ładna, wysoka, o ciekawej figurze dziewczyna zakłada króciutką mini, a tu na nogach dżungla!!!
Nadjechał nasz autobus, siedliśmy na miejscach, kocyk, uruchomili jakiś film i dobranoc.





