![]() |
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII-XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [porady]
Dzień 20. Bangkok: Pałac królewski oraz Wat Po
Po krótkim wypoczynku, postanowiliśmy, że już pora wyruszyć w stronę największych atrakcji Bangkoku i całej Tajlandii, a mianowicie Grand Palace (Pałac królewski).

Sandały, które służyły mi przez ponad 6 lat tym razem odmówiły mi posłuszeństwa, więc cały dzisiejszy dzień będę musiał spędzić w flip flapach. Na pełne buty oczywiście jest za gorąco. Kolejnym atutem mieszkania w okolicach Khao San jest niedaleka odległość od najważniejszych pod względem turystycznym miejsc. Czyli 10-cio minutowy spacerek i jesteśmy u bram Wielkiego Pałacu. Wstęp to 250THB/os, czyli jak na tutejsze standardy cholernie drogo. Można załapać się na darmową wycieczkę z przewodnikiem, lecz musielibyśmy czekać ponad godzinę, więc z naszym przewodnikiem w ręku zaczynamy spacer po kompleksie. Generalnie ciężko to opisać: przepych złota, szkiełek, kolorów, dziwnych rzeźb, postaci, budowli. Wszystko takie kompletnie nieeuropejskie.




Nie będę opisywał, co tu można zobaczyć, bo generalnie jak już się jest w środku to trzeba zobaczyć wszystko. Posąg Szmaragdowego Buddy jest malutki, zaledwie 60 cm, lecz w tajskiej społeczności na pewno zajmuje ważne miejsce, skoro nie można w tym pomieszczeniu fotografować, a sam król zmienia stroje tej statuetce chyba 3 razy do roku. Fakt turystów, co niemiara, z całego świata. Nie pozostaje nic innego jak spacer i kolejne mb zajmujące kartę pamięci.





Kolejny punkt programu to Wat Po. Idziemy w jego kierunku przechodząc przez park. Po drodze jakaś bardzo miła dziewczynka stara się włożyć mi do ręki woreczki z kukurydzą, abym nakarmił gołębie na szczęście. Mówię, że nie mam ochoty i że nie chcę, a ona staje się coraz bardziej natarczywa, wciskając mi do ręki ziarno i rzuca za mnie, więc dla świętego spokoju rozrzuciłem także woreczek. Po chwili już w bardzo niemiły sposób mówi "Give me my money!". Mówię sobie trudno, wiedziałem przecież, że o to jej chodziło a ona na to, że 150THB. Oczywiście zaśmiałem jej się w twarz, a tu zaraz jakiś starszy facet podleciał, że musze jej zapłacić i takie tam. Po dłuższej bezsensownej wymianie zdań dałem jej 20THB i poszliśmy dalej. Generalnie trzeba uważać na każdym kroku. Przechodziliśmy tą drogą kilku krotnie i ta sama dziewczynka próbowała kolejnych turystów naciągnąć. Trochę to smutne, ale takie jest życie.



Idziemy i zaczepia nas kolejny facet (mamy coś pecha) i mówi, że jak idziemy do Wat Po to teraz jest zamknięty aż do 15:00 (a mamy 12:00) i pokazuje nam na mapie, co możemy zobaczyć w międzyczasie, oczywiście zabierze nas wszędzie tuk tukiem i o 3 przywiezie na miejsce. Wszystko za jedyne 20THB. W przewodniku, było wspomniane o takich zaczepkach, że są to naciągacze, którzy wprowadzają w błąd, że jakaś atrakcja jest nieczynna, ponieważ chcą nam zrobić randez vous po sklepach, w których sprzedawcy dają im prowizję. Stanowczo mówimy nie i kontynuujemy. Po kilku metrach ta sama sytuacja, ta sam gadka. Myślę sobie, że może rzeczywiście to prawda, lecz twardo idziemy. Okazało się, że oczywiście Wat Po jest czynny. Niezła próba, ale nie daliśmy się. Postanowiliśmy, że któregoś dnia jak nie będziemy mieli pomysłu na zagospodarowanie dnia to damy "nabrać" się na taką wycieczkę.
Główną atrakcją Wat Po jak dla mnie to posąg Wielkiego Leżącego Buddy (osiągający nirwanę), czyli ponad 45 metrowa budowla, całość pokryta złotem. Powiem tak, że jeżeli byłaby to jedyna atrakcja w całym Bangkoku to na pewno warto byłoby tutaj przyjechać. Jest naprawdę wspaniały. Szkoda, że tylu tutaj turystów, no, ale każdy chce to zobaczyć. Później włóczęga przez pałace, czedi, i inne miejsca i pojawiła się chęć zwiedzenia jeszcze muzeum. Jako, że była 15:00, a na mapie wyglądało to dosyć daleko, więc wzięliśmy po targach (40THB) tuk tuka i po 5 minutach byliśmy już na miejscu. Jednak było blisko.
Muzeum Narodowe (40THB/os) ciekawe i dużo do zwiedzania, wystawy zrobione w europejskim stylu, czyli makiety, prezentacje multimedialne w kilku językach, oryginalne domy przeniesione z konkretnych miejsc w państwie.
Powrót do domu przez Khao San. Ulica żyje barami, restauracjami, straganami z jedzeniem, z podróbkami, z ofertami dla turystów. Warto zobaczyć to miejsce, jak ktoś lubi zgiełk i pozytywny tłum ludzi. Jako, że moje cholerne flip flapy mnie nie oszczędziły i ledwo teraz powłóczę nogami, zakupiłem sobie sandały Tevy za 550THB, czyli ponad 4 krotnie mniej niż w Polsce. Good deal.


Kolacja na ulicy, czyli ryż i pad thai zapite owocowym shakiem. Rewelka żyć nie umierać. Krótki Rest w pokoju, gdzieś trzeba schronić się przed słońcem i powrót pod Grand Palace na wieczorne focenia. Jak już wspominałem jest to krótka wycieczka na foty, spowodowane specyfiką miejsca, czyli bardzo krótkim odcinkiem czasu, w którym jest "używalne" światło.


Włóczenie się przez nocny Khao San i okolice, jeszcze więcej ludzi, jeszcze więcej ofert kupna, atrakcji, generalnie nocnego życia.

Jutro sobota, więc wybieramy się na weekendowy targ Chatuchak. Myślę, że warto.

-nowości



