![]() |
[prolog] [Polischellu] [Purcaraccia] [Vacca] [Fiumicelli] [Macini] [Sulleoni] [Dardu] [epilog]
Dzień 2. Kanion Ruisseau de Purcaraccia, 08.06.2008
Ranek przywitał nas piękna pogodą. Słoneczko świeciło, ciepło, ładne niebieskie niebo z białymi chmurkami.
Szybkie śniadanie, pakowanie szpeje i wyruszamy na podbój kolejnego kanionu Purcaraccia.
|
Wyświetl większą mapę |
Jedziemy ta sama drogą, co wczoraj (D268) w te samą stronę, tylko trochę wcześniej będziemy szukali parkingu. Generalnie jak miniemy przełęcz Bocca di Larone to zaraz na drodze będzie zakręt prawie 180 stopni. Wtedy należy na tym zakręcie zaparkować (jest tam taka specjalna zatoczka).
Bierzemy cały szpej i ruszamy wąską ścieżką (dokładnie z zakrętu). Dojście zajmuje około 90 min. Ścieżka jest dosyć ewidentna, pojawiają się kopczyki. Po około 30-40 min przekraczamy rzekę i przechodzimy na druga stronę. Dalej znowu ewidentną ścieżką w lesie. Po kilkunastu minutach pogubiliśmy się, chyba poszliśmy gdzieś za wysoko, tak samo jak grupa francuzów przed nami. Musieliśmy później trawersować jakieś mocno śliskie płyty itd. Generalnie przedzierając się przez chaszcze doszliśmy z powrotem do rzeki, którą już w dobrym miejscu przekroczyliśmy. Dokonuję się tego w miejscu 45 metrowej kaskady, którą się zjeżdżą pokonując kanion.
![]() |
![]() |
Dalej już bez błądzenia dochodzimy ewidentną ścieżką do celu. Całe dojście z błądzeniem to 2 godz. Pogoda taka sobie, mocno pochmurnie i od czasu do czasu coś tam kapie. Czym prędzej przebieramy się w neoprenowe stroje i odczekujemy trochę czasu, aby ekipa francuzów oddaliła się. Ostatnie fajeczki, kawałki czekolady, pamiątkowe zdjęcie bojowej drużyny i ruszamy.
Kanion jest bardzo obszerny, praktycznie cały czas woda płynie wielkimi płytami. Najpierw kaskada 30 później mały tobogan, znowu zjazd i kilka mniejszych i większych toboganów. Najfajniejsza zabawa była przy oznaczonym na planie T17. Oj pięknie się zjeżdżało mocno myta rynna, z małym wybiciem na końcu. Zabawy, co niemiara, aż musieliśmy powtórzyć to kilkukrotnie.
![]() |
![]() |
![]() |
Doszliśmy do miejsca, w którym przekraczaliśmy rzekę, czyli do 45 metrowej kaskady. Bardzo fajny długi zjazd i całe szczęście dobrze obity, tzn. nie w linii wody. Płyty, co prawda bardzo śliskie, lecz zjazd to sama przyjemność. Dalej to kilka mniejszych kaskad, toboganów no i kilka fajnych nie za wysokich skoków. Domyślam się, że gdyby nie było chmur tylko słoneczko na niebie, to człowiek nie chciałby wychodzić z tego miejsca. Jest tu po prostu przepięknie.
Została nam jeszcze do pokonania 40 metrowa kaskada i później kilka mniejszych. Okazuje się, że coś nie mamy szczęścia do znalezienia poprawnej drogi, ponieważ o ile trudno byłoby się zgubić w kanionie to przegapiliśmy gdzieś wyjściową ścieżkę. Pamiętając mniej więcej opis kanionu wiedzieliśmy, że jak pójdziemy za wodą to prędzej czy później dojdziemy do drogi D268. Zatem to, co na mapie jest zaznaczone na różowo to nasza wersja zakończenia kanionu, czyli tzn. aquatic marche. Nie jest to przyjemna wersja, kontynuacji kanionu, ponieważ kamienie są śliskie, woda sięga do kolan i bardzo często upada się na twarz.
![]() |
![]() |
Po 4 godzinach doszliśmy do mostu. Adaś i ja wybraliśmy się po samochody (ok. 20 minut marsz po asfalcie) i teraz już w komplecie jedziemy na kamping.
Sam kanion był bardzo ciekawy i to w kiepskiej pogodzie. Oceniony przez internautów jest na 3.6/4 zatem bardzo wysoko i w pełni się zgadzam z ta oceną.
Na jutrzejszy dzień mamy plan wyrównać rachunki z jednym kanionem -> Vacca.












