![]() |
[prolog] [Polischellu] [Purcaraccia] [Vacca] [Fiumicelli] [Macini] [Sulleoni] [Dardu] [epilog]
Dzień 3. Kanion Vacca, 09.06.2008
Dzisiaj nadszedł dzień na uregulowanie rachunków z historią sprzed 2 lat. Mamy zamiar zrobić tym razem do końca kanion i bez zbędnych przygód. Nie idziemy cała ekipa. Gocha przyznała się, że wyszedł jej rumień na łydce. Okazuje się, że miała tam kleszcza i wszystko wskazuje na to, że jest to objaw boreliozy, a z tym nie ma żartów. Po konsultacji z Agą, wysłaliśmy Gochę do lekarza. Janusz chciał sobie zrobić dzień restowy, zatem dzielnie będzie towarzyszył naszemu "rodzynkowi".
|
Wyświetl większą mapę |
Reszta zebrała się i pojechaliśmy na dobrze nam znany parking. Zaraz obok jest tabliczka pokazująca ścieżkę w las, aby dojść do Vacca. Na początku bardzo komfortowa ścieżka, aż dochodzi się do małego rozwidlenia przy bardzo charakterystycznym kamieniu w kształcie głowy, tutaj trzeba skręcić w prawo przed skała i już dosyć stromym zejściem kontynuować marsz. Całość zajmuje około 40 min.
![]() |
![]() |
Przebieramy się w stroje, fajeczka, czekoladki, ciasteczka. Widać, że jest dużo więcej wody niż ostatnim razem. Zaczynamy zabawę. Tym razem już nikt nie boi się wody, zatem zamiast obejść duży kamień każdy postanowił skoczyć. Jest nieźle. Dalej posuwamy się dosyć szybko, dochodzimy do pięknej, szerokiej kaskady, czyli kolejny skok. W kanionie jest miejsce, gdzie podobno wykonuje się 22 metrowy jump do wody. Wygląda przerażająco, dosyć wąsko i woda kompletnie czarna, co pokazuje, że jest bardzo głęboko. W jednym z przewodników jest nawet takie zdjęcie, gdzie ktoś oddaje skok. Nikt z nas nie zdecydował się, może jakbyśmy widzieli, że ktoś to robi przed nami? Kto wie? Jednak człowiek ma w sobie takie "naturalne" ograniczniki, które mówią, co można zrobić a co nie, co jest jeszcze akceptowalnym poziomie bezpieczeństwa a co już głupotą. Może to i dobrze? Zeszliśmy ile się dało i oddaliśmy kilkumetrowy, równie ekscytujący skok.
![]() |
![]() |
![]() |
Doszliśmy do naszego pamiętnego miejsca. Wszystko wygląda tak samo, wodospadzik 12 metrowy zjeżdżamy tym razem orograficznie po prawej stronie, co okazuje się dużo bardziej komfortowe niż po lewej. No i jesteśmy przy naszym kamieniu. Sceneria niby taka sama, a jednak jest słoneczko, nikt nie trzęsie się z zimna jest jakoś tak pogodniej i weselej. Adaś robi sobie pamiątkowe zdjęcie.
Puszczamy dwójkę francuzów, która szła za nami przodem. Widzimy, że tak naprawdę to żadna filozofia pokonanie tego miejsca. Wystarczy oddać łatwy, niewymagający skok i siła wody sama wypycha w dobrą stronę. Już teraz bez dłuższego zastanawiania się każdy pokonał potwora drzemiącego we własnej głowie. Słoneczko jeszcze mocniej świeci, jest przyjemnie. Do końca pozostało kilka niewielkich skoków w przewodnikowym czasie 2,5 godz. skończyliśmy kanion.
![]() |
![]() |
![]() |
Teraz każdy wygrzewa się na słońcu. Kanion jest piękny i bardzo przyjemny. Nie jest długi, ale za to treściwy. Polecam każdemu.
Teraz ładujemy cały wysuszony sprzęt do szpei i zaczynamy podejście do parkingu.
Prawie 1,5 godziny marszu malowniczym krajobrazem, jest co robić.
Jutro dzień restowy, czyli łatwy kanion bez trudności linowych.

-nowości











