![]() |
[prolog] [Polischellu] [Purcaraccia] [Vacca] [Fiumicelli] [Macini] [Sulleoni] [Dardu] [epilog]
Dzień 5. Kanion Ruisseau de Macini, 11.06.2008
Dzisiaj pobudka była bardzo wcześnie, koło 5:30, bo w planie jest zrobienie kanionu i jeszcze tego samego dnia przejechanie na zachodni brzeg wyspy. Zimno jak cholera, więc ciężko wyjść z ciepłego śpiworka.
|
Pokaż 2008 Korsyka na większej mapie |
Jedziemy do Ghisonaccia, aby skręcić w drogę N198 w kierunku Solenzara. Na rondzie w miejscowości Migliacciaro skręcamy w prawo w drogę D244 prowadzącą do doliny Abartesco. Dalej jedziemy prosto, aby w okolicach Abbazia skręcić w lewo w drogę D145 a później D45. Kierujemy się do oznakowanego miasteczka San Galino Di Fiumorbo. W miasteczku kierujemy się droga na południe do Catastaghju i jedziemy aż nam się skończy droga. Tutaj zaczyna się szlak prowadzący w góry.
Idziemy mniej więcej 45 min w górę. Cały czas będziemy widzieli po lewej stronie nasz kanion i piękną 50 metrową kaskadę. Gdy dojdziemy do miejsca gdzie szlak przecina rzeczka, tzn., że musimy cofnąć się kilka minut, aby zejść do kanionu.
![]() |
![]() |
![]() |
Sam kanion jest położony dosyć wysoko, przez co jest zimno, wiatr wieje a sama temperatura wody nie zachęca do kąpieli. Nic trzeba założyć na siebie wilgotne pianki i czym prędzej zacząć się ruszać, aby było ciepło.
Zaczynamy bardzo fajnym 20 metrowym zjazdem później skok około 4 metrów. Niezła zabawa. Przewodnik pisze, że zamieszczone w nim schematy są tylko poglądowe i nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. I to prawda, bo tutaj powinien być tylko zjazd 20 i skok 4 a my tą akcję powtarzamy 3 krotnie. Dalej mamy miejsce gdzie trzeba zewspiąć się i jesteśmy przy wielkiej, bo 50 metrowej kaskadzie. Z góry nie wygląda bardzo okazale, jest to połoga płyta. Zjeżdżamy najpierw jakieś 5 metrów do głównego stanu, i później główny odcinek kilkudziesięciu metrów. Zjazd sam w sobie robi wrażenie. Kaskada jest bardzo szeroka a my częściowo boczkiem częściowo w linii wody opuszczamy się. Piękne miejsce, z dużą ilością wrażeń.
![]() |
![]() |
![]() |
Dalej to mniejsze przeszkody, zjazd 10, kilka malutkich, ale dających dużo uciechy toboganów. Kurcze jak to niewiele potrzeba człowiekowi, kawałek dobrze wyślizganej skały, gdzie płynie woda i bawić się można godzinami. Przez to, że kanion jest położony dosyć wysoko to śmiało mogę stwierdzić, że woda jest o dobrych kilka stopni zimniejsza. Trzeba się szybko ruszać.
Jeszcze króciutki zjazd i dochodzimy do bardzo ciekawego miejsca. Zjazd z drzewa około 30 metrów takim dużym przewężeniu skał. Bardzo ciekawie. I to praktycznie koniec, bo po pokonaniu kilkudziesięciu metrów wychodzimy w miejscu gdzie zostawiliśmy nasz samochód. Kanion na pewno wart naszej uwagi. Śmiało można go polecić. Według przewodnika ma niby tylko 2.5/4 Ale jest bardzo ciekawy.
![]() |
![]() |
Plany były takie, żeby zrobić jeszcze jeden szybko kanion, lecz atrakcji na dzisiaj mamy dość, zwłaszcza, że teraz została ta mniej przyjemna część a mianowicie musimy przejechać przez góry na zachodni brzeg wyspy do malowniczo położonego miasteczka Piana.
Zatem krótki odpoczynek po kanionie, podsuszenie rzeczy i jedziemy do Piany. Po drodze szybkie zakupy, walka z bydłem, pokonanie kolejnych metrów przewyższeń i późno w nocy tj. koło 23:00 jesteśmy w Pianie na znajomym kampingu. Teraz tylko czekamy na resztę ekipy tj. Gocha i Wiesiek dojechali jeszcze gdzieś godzinę później. Wszystko pozamykane, zatem rozkładamy namioty i idziemy spać.













