![]() |
[prolog] [Polischellu] [Purcaraccia] [Vacca] [Fiumicelli] [Macini] [Sulleoni] [Dardu] [epilog]
Dzień 7. Kanion Ruisseau de Dardu, 13.06.2008
Ostatni dzień kanioningowi - niestety. Wstajemy rano pakujemy szpeje I jedziemy drogą D81 w stronę Porto. Na wysokości przecięcia drogi z rzeką Dardo jest po prawej stronie obszerny parking. Na nim przebieramy się już w kompletny strój i idziemy do najbliższego mostu (Ponte de Cavallaghiu), czyli do punktu startu kanionu. Jest to nie lada atrakcja dla wszędobylskich turystów, którym na nasz widok flesze same strzelają zdjęcia.
|
Wyświetl większą mapę |
Dopływamy do miejsca spiętrzenia wody i tutaj zjazd 30 metrów. Jest piękna, słoneczna pogoda. Po drodze pokonujemy kolejne bardzo widowiskowe kaskady: zjazdy w bardzo ciekawej scenerii, kilka małych skoków, aż dochodzimy do miejsca gdzie na planie było napisane T17 co oznacza 17 metrowy tobogan. Każdy spędził dużo czasu, żeby pokonać potwora, który siedzi w głowie. Z góry wcale nie wyglądało to na coś bardzo łatwego, ale jak już to człowiek miał za sobą to chciał jeszcze raz.
![]() |
![]() |
Samo ześlizgnięcie się było bardzo fajne, pierwsza połowa dosyć połoga, a druga prawie pionowa. Niestety nie schowałem dobrze łokci i na drugim odcinku porządnie przywaliłem lewym. Oj bolało.
![]() |
![]() |
![]() |
Kanion ciągnie się dalej kolejne skoki i kaskady. Sama przyjemność. Przez przypadek znowu byśmy przegapili punkt wyjściowy z kanionu. Dla tych, co lubią "aquatic marche" to można w sumie kontynuować aż do morza, lecz po wczorajszym błądzeniu mam dosyć szukania drogi powrotnej.
Rozkładamy graty, aby się wysuszyły i napawamy się pięknem przyrody. Po odpoczynku nie pozostaje już nam nic innego jak tylko godzinne podejście do drogi. Oj jest, co podchodzić, pot leje się z czoła, gorąco jak cholera.
![]() |
![]() |
![]() |
Wieczorem udajemy się do restauracji na obiad. Każdy zamawia praktycznie to samo, czyli danie dnia. Tym razem chyba nie trafiłem z zamówienie, ponieważ cały obiad składał się z: 4 ślimaków, niedogotowanych ziemniaków i buraków, kawałka ryby, kilku krewetek. No, ale trzeba ćwiczyć swoje kubki smakowe. Janusz był chyba najbardziej zadowolony ze swoich małży i z tego, że każdy oddał mu swoje ślimaki. No trudno nie każdy ma francuskie podniebienie.













