Korsyka 2008

[prolog] [Polischellu] [Purcaraccia] [Vacca] [Fiumicelli] [Malcini] [Sulleoni] [Dardu] [epilog]

prolog, czyli jak to się wszystko zaczęło...

Pomysł na kolejny wyjazd na Korsykę, powstał dawno temu. Mianowicie w trackie 4 godzinnego promu z Bastii do Livorno w 2006 roku każdy z nas wiedział, że prędzej czy później tu wrócimy.

Stało się przyszedł rok 2008, weekend majowy każdy miał już mniej więcej zaklepany, biorąc pod uwagę doświadczenia z poprzedniego wyjazdu, pewne było, że już w maju na kaniony nie pojedziemy (przynajmniej nie na Korsykę). Wiesiek namawiał nas, aby pojechać pod koniec czerwca. Ekipa mniej więcej była znana od początku, termin także. Plan był, aby polecieć na Sardynie, a stamtąd promem na Korsykę. W między czasie przekalkulowaliśmy koszty oraz różnice czasu i wyszło, że w sumie czasowo wyjdzie tyle samo biorąc pod uwagę samolot lub samochód.

Korsyka 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski Korsyka 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Czym bliżej wyjazdu tym bardziej wszystko się komplikowało. Nawet w przed dzień wyjazdu zmieniliśmy pierwotne plany. Zamiast wyjechać w czwartek po pracy aby zdążyć na prom w piątek rano, wyjechaliśmy wieczorem. No cóż bywa i tak.

Ostatecznie skład ekipy wyglądał następująco: Seba, Stahoo, Adaś, Sid oraz Gocha, Wiesiek, Janusz.Trasa znana nam bardzo dobrze, zatem uzbrojeni w sprzęt, gpsy, jedzenie itd. jedziemy w stronę Livorno. Po drodze we Włoszech jeszcze zakupy w sklepie kanioningowym.

Wszystko idzie jak spłatka, bez żadnych problemów i nagle samochód Wieśka cos zaczyna świrować. No tak wyjazd bez problemów samochodowych to wyjazd mało udany. Okazuje się po konsultacji z mechanikami z polski, że musimy kupić olej do silnika oraz olej do automatycznej skrzyni biegów.

Korsyka 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski Korsyka 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Przeczesujemy stacje benzynowe i udaje nam się znaleźć odpowiednie specyfiki. Ładna pani w kasie pięknie się uśmiecha i coś tam do nas nawija po włosku, my próbujemy się tylko dowiedzieć czy maja większe butelki. No nic po kilku minutach bezowocnego machania rękami płacimy za chemie i wracamy do samochodu. Wtedy pani wybiega za nami, i piękna polszczyzną mówi, że zapomnieliśmy paragonu. No ładnie nas załatwiła nasza rodaczka.

Pędzimy jak oszalali, aby zdarzyć na prom o 18:00. Nic z tego byliśmy około 30 min za późno. Dowiadujemy się o różne opcje dostania się na Korsykę, lecz jedyna rozsądna to przeczekać noc i popłynąć promem porannym o 8:00 (300E w dwie strony, za 7 osób i 2 samochody). Nie pozostaje nam nic innego jak pójść do restauracji na kolację oraz kolejny raz noc spędzimy na parkingu w porcie. Cool.


Na kolejnych stronach przedstawię wrażenia z poszczególnych kanionów oraz info praktyczne jak się do nich dostać i co trzeba ze sobą wziąć. Wszystkie informacje są na podstawie doświadczeń własnych, wiedzy zaczerpniętej ze strony http://www.descente-canyon.com oraz kilku przewodników książkowych, które można nabyć na samej wyspie w praktycznie każdym sklepie ze sprzętem sportowym. Schematy są zaczerpnięte z jednego z przewodników i jak sam autor pisze nie są dokładnym odwzorowaniem poszczególnych elementów kanionu, lecz jedynie ogólnym zarysem, o czym mieliśmy się okazję przekonać.

Następny dzień