![]() |
Listopadowy długi weekend - Słoweński Kras, 7-11.XI.2008
Już jakiś czas temu powstał pomysł, aby pojechać i spenetrować słoweński kras. Oczywiście trzeba znaleźć jelenia, który wszystko załatwi i zarezerwuje wcześniej. Jako, że bardzo chciałem zobaczyć tamtejsze jaskinie zabrałem się za szukanie kontaktów, ludzi, którzy umożliwią wejście do kilku jaskiń.
Plan był prosty - chcemy zobaczyć najładniejsze jaskinie, co niestety wiązało się z wynajęciem przewodnika oraz kilku innych typowo nieturystycznych. Po kilkutygodniowych wymianach emaili udało się zarezerwować zwiedzanie wodnej jaskini Krizna jama (http://www.krizna-jama.si) oraz nieturystycznych partii w jednej z najbardziej znanych, czyli Postojnska jama (www.postojnska-jama.si).
Jako, że trzeba oszczędzać wolne jak tylko się da, to robimy bardzo krótki, lecz intensywny wypad do Słowenii. Wyjeżdżamy w piątek po pracy wszyscy załadowani do jednego busa. Nie musze chyba pisać, jak to jest fajnie jechać jednym samochodem, impreza, śmiechy - chichy, dowcipy i spanko, bo to przecież noc. Jedynie Jajo (kierowca) ma przerąbane.
![]() |
![]() |
Droga mija szybko i nad ranem dojeżdżamy do Osp (tak to ten słynny Osp, czyli kraina pięknego wspinania), gdzie urządzimy sobie bazę wypadową na kampingu Vovk (http://www.sloveniaholidays.com/en/vovk). Szybki telefon do przewodnika, aby potwierdzić nasze dzisiejsze wejście jednej ekipy do jaskini i można się zdrzemnąć.
Po śniadanku i chwili wypoczynku przeglądamy przewodnik "Cave Guide: Slovenia", aby wybrać sobie cel na dzisiejszy dzień i wybór padł na małą jaskinie, do której nie powinniśmy mieć problemu trafić (jedna ekipa jedzie do Krizna jama)
Mackovica (długość: 620m, głębokość: 45m)
Dojazd: kierując się z Rakek do Laze, tuż przed tablicą oznaczającą wjazd do miasteczka Laze po lewej stronie będzie barierka, a po prawej, lekko pod górkę wąska, leśna droga prowadząca w las. Tutaj zostawiamy samochód, jaskinie jest jakieś 50 metrów dalej.
![]() |
![]() |
Sama jaskinia jest bardzo fajna, zawiera praktycznie jedynie główny ciąg, który doprowadza do kolejnych formacji naciekowych. Jest w niej dużo błota, trochę wody, zatem gumowce i pełny ekwipunek jest pożądany. Sprzętu metalowego nie zabraliśmy ze sobą, bo nie ma takiej potrzeby. Fajne miejsce do powłóczenia się po ciężkiej nocy. W niektórych miejscach czeka nas gramolenie się po głazach, w innych wspinaczka po wykopanych w glinie stopniach. Spędziliśmy tu trochę czasu na zdjęciach i ogólnej zabawie.
![]() |
![]() |
Wieczorem ekipa, która wróciła z Kriznej Jamy zdała nam relację. Teraz każdy nie może się doczekać wizyty w tej dziurze. Kolacja, rozmowy przy swojskim winie właściciela campu i spanie.
Postojnska jama (System Postojna) (długość: 20 km, głębokość: 155 m)
Wycieczkę tutaj mieliśmy zarezerwowana z dużym wyprzedzeniem. Spotykamy się z naszym przewodnikiem przed kasami (35 EUR/os z wynegocjowaną dużą zniżką), uzgadniamy, że możemy wejść w naszych kombinezonach, (pomimo, że po wczorajszej wycieczce są mocno uwalone od gliny i błota).
![]() |
![]() |
Wycieczka po całym systemie (Kolorowy Pasaż, Dolny Tartarus oraz jaskinie Postojnska, Czarna, Pivka) ma zająć około 5 godzin.
Na początek wsiadamy w mini pociąg, który nas wwiezie do jednej z najładniejszych jaskiń świata, czyli Postojnska Jama. Niezła jazda przez około 15 minut mijając po drodze niesamowite formacje naciekowe. Już ten sam początek zapiera dech w piersiach. Teraz przewodnik prowadzi nas niestety wybetonowanym korytarzem (normalna trasa turystyczna) pośród największych nacieków, przez ogromne komnaty. Bez dwóch zdań: robi ogromne wrażenie nawet na osoby niezwiązane z jaskiniami - przepych, wielkość, różnorodność i ilość powala.
![]() |
![]() |
Po pewnym czasie wychodzimy na zewnątrz aby przespacerować się w stronę Pivka Jama. Koło restauracji w ośrodku kampingowym znajduje się ogromny otwór jaskini (pewnie po jakimś zapadnięciu się stropu). Pokonując 284 betonowe schody dochodzimy do miejsca gdzie rzeka Pivka wpływa w czeluście podziemi.
![]() |
![]() |
W jaskini nagromadzonych jest mnóstwo formacji skalnych, ale do tego przyzwyczaił nas słoweński kras. Niestety całość odbioru psują betonowe chodniki po których wędruje się wzdłuż rzeki, trudno taka cena komercjalizmu.
![]() |
![]() |
Po osiągnięciu miejsca gdzie są żelazne drzwi, przechodzimy przez ręcznie wykuty chodnik do jaskini Črna jama (Black Cave - nazwa wywodzi się od dużej ilości znalezionego tu czarnego kalcytu). Po zwiedzeniu jej zakamarków (ok. 3 km długości) weszliśmy z powrotem do jaskini Postojnej.
![]() |
![]() |
![]() |
Tym razem czekał nas spacer po nieudostępnionej części dla turystów, bez oświetlenia i betonowych chodników. Szkoda, że to tylko taki mały kawałek. Ta część niczym nie ustępuje piękności pozostałym obszarom. Pokonując go idzie się po ogromnych połamanych naciekach, po kolumnach, stalagmitach, stalaktytach. Doszliśmy do wielkiej sali pełnej ogromnych stalagnatów. Pewnie i ten teren kiedyś będzie wylany betonem, aby żądni wrażeń turyści mogli go zobaczyć. Ach czemu w Polsce nie ma takich pięknych pod względem naciekowym jaskiń? (pytanie retoryczne jakby co?)
![]() |
![]() |
Na powierzchnię wracaliśmy korytarzami, którymi jeżdżą pociągi, zatem na spokojnie i w spacerowym tempie mogliśmy podziwiać wspaniałe kurtyny i inne ogromne cuda, cały czas uważając na przejeżdżające wagoniki. Heh teraz to my staliśmy się główną atrakcją zwiedzających.
![]() |
![]() |
Mamy sobotę, zatem po wyjściu na powierzchnię nie było już nikogo, parking opustoszał. 5 godzin szybko minęło, lecz każdy z nas zapamięta ten czas na długo. Jeżeli ktoś nie był to gorąco polecam.
Niespiesznie się przebieramy na parkingu i parka Polaków zagadnęła do nas, czy przypadkiem nie jedziemy w stronę Predjamski grad (http://www.predjamski-grad.si/) i czy ewentualnie mamy 2 miejsca. W sumie nie mieliśmy sprecyzowanych planów na wieczór, bo po takich widokach, jakich doznaliśmy nikt nie miał ochoty już iść do dziury. Uznaliśmy, że jest to dobre miejsce na kolacje.
Zamek został wbudowany w XII wieku w istniejącą tu jaskinie. Obecnie zwiedzając jaskinie widać mury zamku wewnątrz korytarzy. Z jaskinią i zamkiem wiąże się ciekawa legenda.
![]() |
![]() |
W XV wieku budowla była zamieszkiwana przez barona - rozbójnika Erazma Lügger, który łupił kupieckie karawany, a dobra rozdawał biednym (odpowiednik naszego Janosika). W czasie wojny austriacko-węgierskiej baron stanął po stronie Węgier, co doprowadziło w 1483 roku do oblężenia zamku przez wojska austriackie. Dzięki sekretnym korytarzom jaskini służba mogła niepostrzeżenie wymykać się z grodu, aby wracać z zaopatrzeniem. Baron był do tego stopnia zuchwały, że resztki świeżego jedzenia wysypywał na głowy próbujących zdobyć warownię.
Udawało się to przez rok czasu aż ktoś ze służby właściciela zamku zdradził swojego pana i pokazał sekretne przejście. Legenda mówi, że baron został zabity przez kulę, podczas gdy zasiadał na swoim "tronie" w toalecie.
Obecnie zamek oraz jaskinie można zwiedzać. Wieczorem warownia jest różnokolorowo podświetlana (od różu poprzez niebieski, zielony, żółty), co wydaje się dosyć kiczowatym posunięciem. Czego to się nie robi dla turystów?
Warto tutaj dodać, że zaraz obok jest całkiem fajna knajpka z bardzo dobrym jedzeniem. Na początku nie byliśmy zbyt mocno przekonani czy aby to dobry wybór, lecz po spożyciu dań byliśmy bardzo zadowoleni. Polecam.
Krizna jama (długość 8163m, głębokość: 32m)
Dzisiaj nasza ekipa udaje się to tej słynnej wodnej jaskini (31EUR/os), a druga cześć ma za zadanie znaleźć i zaporęczować jaskinie Logarcek, później nastąpi wymiana ekip. Przed wyjazdem musieliśmy się precyzyjnie podzielić na grupy max 4 osobowe o maksymalnej wadze 320 kg. Do tego każdy musiał miec dodatkowe 3 pary skarpet.
![]() |
![]() |
Dojazd do jaskini jest bardzo dobrze oznakowany, zatem podążamy drogą przez malowniczy las. Na miejscu czekał na nas przewodnik, starszy mężczyzna, który wydawał się bardzo sympatyczny. Po krótkiej rozmowie zaczęliśmy proces przebierania się. Nikt nikogo nie ważył, czy aby nie przekroczyliśmy limitu a posiadanie 3 par skarpet było podyktowane tym, że w jaskini jest zimno i stopy po 4 godzinach mogą zmarznąć, czyli w trosce o klienta. Oczywiście gumowce z białą podeszwą musieliśmy wziąć od nich, lecz kombinezony mogliśmy mieć swoje (przynajmniej mi udało się, pomimo, że nie był pierwszej czystości), dodatkowo kask z elektrycznym oświetleniem i jesteśmy gotowi do wyjścia. Przewodnik poinstruował nas, że w sumie jest już na emeryturze i że standardowo nie prowadzi grup, lecz jakiś inny kolega nie mógł i on jest w zastępstwie. Przepraszał nas za swój niski poziom angielskiego, lecz spokojnie dawaliśmy rady porozumieć się.
![]() |
![]() |
Otwór pieczary jest zamknięty wielką kratą. Wchodzimy w czeluść jaskini, najpierw pokonujemy partie przyotworowe, gdzie są wyznaczone taśmami ścieżki, po których można chodzić. Oglądamy cmentarzysko niedźwiedzi jaskiniowych, niektóre fragmenty szkieletu są "wtopione" w formacje naciekowe, oglądamy przepiękne misy martwicowe. Przewodnik zaprowadza nas także w kilka miejsc, których nie ma "standardowo" w planach wycieczki, do tego pozwala robić zdjęcia i nikogo nie pogania.
Dochodzimy do pierwszego jeziora, po którym pływa się wielkim pontonem na ok. 60 osób z podwodnym oświetleniem. Cała wycieczka ma trwać około 4 godzin, a na trasie mamy zaliczyć 13 jeziorek.
![]() |
![]() |
Kontynuujemy wycieczkę przesiadając się do mniejszego 5-cio osobowego pontonu. Kolejne jeziorka są już dużo mniejsze, czasami po tylko kilka metrów. Wycieczka wygląda tak: przewodnik steruje łodzią, pokazuje kolejne ciekawe nacieki, zatrzymuje się w najlepszych miejscach do wykonania zdjęć, po czym dopływamy do przepięknych mis martwicowych, gdzie trzeba przenieść ponton. Oczywiście wysiąść można tylko w określonym miejscu, chodzić można tylko po "grzbietach" gdzie formacja jest na tyle twarda, że człowiek jej nie zniszczy oraz generalnie na wszystko trzeba bardzo uważać, aby nic nie zniszczyć. Pan łapie się za ponton, przenosi go do kolejnego jeziora i płyniemy dalej.
Dzięki takiemu restrykcyjnemu podejściu do sprawy, jaskinia będzie jeszcze przez wiele lat w takim samym stanie, bez najmniejszego uszczerbku na szacie naciekowej, pomimo, że zwiedza ją około 600 osób rocznie. Mijamy kolejne przepiękne nacieki, "Małą Wenecję", grzyba, okręt piracki i tak po pokonaniu 13 jeziorek dopłynęliśmy do jednej z najładniejszych części jaskini, czyli do Kalvarija.
![]() |
![]() |
Jest to bardzo duża sala naszpikowana ogromnymi naciekami. Tutaj możemy sobie dłuższy czas pochodzić, bo dalej już nie popłyniemy. Podobno od przyszłego roku, taką wycieczkę będzie można wydłużyć o kolejne kilkanaście jezior wzdłuż Pisani Rov aż do Kristalna Gora, lecz niestety nie dziś.
Wiem, że się powtarzam, lecz wszystko jest takie piękne, takie krystalicznie czyste i nie nosi żadnych znamion przebywania tu człowieka, że wycieczka zostanie długo w naszych pamięciach.
Cóż po zarejestrowaniu kolejnych mb na karcie musimy wracać z tego podziemnego raju. Mam wrażenie, że droga powrotna trwała chwilę. Teraz tylko trzeba się przebrać, zostajemy poczęstowani strzałem chyba śliwowicy, lub czegoś w tym rodzaju i żegnamy się z naszym przewodnikiem. Wycieczka była naprawdę pierwsza klasa. Jeżeli ktoś ma możliwość odwiedzenia tej jaskini to gorąco polecam. Wiem, że jest to inny rodzaj podziemi niż Postojnska, lecz Krizna jama wywarła na mnie większe wrażenie.
Logarcek (długość: 2234m, głębokość: 83m)
Dojechaliśmy jak po sznurku (dzięki informacji od poprzedniej grupy). W wiosce Laze znajdujemy pomnik upamiętniający wojnę. Naprzeciwko jest wąska droga, która prowadzi na "zaplecze" domostw do skraju lasu. Tutaj zostawiamy samochód, przebieramy się i idziemy około 200 metrów w las ewidentną ścieżką, aby w jednym z lei krasowych znaleźć otwór jaskini.
![]() |
![]() |
Wlotówka poręczowana ze spitów, zatem trzeba mieć własne plakietki. Zjazd kilkanaście metrów. Dalej włóczenie się korytarzem, jakiś ciasny przełaz i kontynuujemy naszą wędrówkę. Dochodzimy do miejsca "mostu" gdzie trzeba bardzo uważać, aby nie poślizgnąć się na wszędobylskiej glinie i błocie. Miejsce przyjemne do zdjęć. Naszym celem jest dojście do ciekawego nacieku w postaci "czapy". Robimy małą sesję zdjęciową i trzeba wracać, bo już trochę czasu nam zeszło.
![]() |
![]() |
Jaskinia bardzo "brudna", zatem nie sposób wyjść z niej bez dodatkowych kilogramów gliny pod gumowcem czy błota na kombinezonie, ale bardzo ładna. Ciężko opiniować teraz jak ta jaskinia wygląda pod względem nacieków mając w niedawnej historii wycieczkę po Postojnej oraz Kriznej, lecz znajdowały się w niej różne rodzaje form krasowych.
Podsumowanie
![]() |
![]() |
Nad ranem trzeba było zapakować cały sprzęt zwinąć namioty, uregulować nocleg (9EUR/os za noc), kupić swojskie wino od gospodarza i podążyć w stronę Polski. Po drodze mieliśmy w planie zobaczyć polecany park Rakov Skocjan, znajdujący się 6 km na zachód od Cerknicy. Jest to dolina 2,5 km długa i około 500 metrów szeroka. Słynie z 2 naturalnych mostów: Veliki Naravni Most 37 metrów wysoki, 23 metry szeroki oraz Mali Naravni most. Oprócz tego wiele zagłębień, mniejszych mostków, jaskiń, pieczar. Idealne miejsce na niedzielny spacer.
I tak po 1000 km z mała przerwą na pyszny smażony ser gdzieś po drodze w Czechach zakończyła się nasza wycieczka. Za kilka godzin trzeba wstać do pracy. Masakra.
więcej zdjęć na fotoblogu

-nowości






































