![]() |
Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV-XVI] [porady]
Dzień 3. Florencja - San Gimignano
Całą noc lało. Szyby mocno zaparowały od środka, zatem trzeba doprowadzić się troszkę do ładu i jedziemy do wspaniałej Florencji.
Trafiliśmy chyba na poranne korki, GPS prowadzi nas do jednej ze świątyń, lecz nasza prędkość spadła do kilku metrów na minutę, jakiś koszmar. Mam wrażenie, że znaki drogowe i światła to tylko dekoracja w tym mieście, bo nikt się do nich nie stosuje, a za to bardzo często używają klaksonu. Po ponad godzinie udaje nam się znaleźć miejsce, jedno jedyne wolne do zaparkowania. No tak łatwo powiedzieć, trudniej zaparkować, tzn. wcisnąć się pomiędzy dwa samochody. Udało się. Teraz zaczęło się poszukiwanie jakiegoś kiosku, aby kupić bilet, nikt tu nic nie kuma po angielsku, my po włosku ani trochę, lecz udaje mi się znaleźć jakiegoś chyba biznesmena i pogadać z nim, co i jak. Okazuje się, że zaparkowaliśmy swojego czerwonego szerszenia w miejscu gdzie kategorycznie nie wolno, tzn. podobno w całym centrum jest ścisły zakaz. Wytłumaczył mi, że koło stacji kolejowej jest parking podziemny, i pokazuje uliczkę, gdzie jest zakaz wjazdu do tego zagrodzona klombami z kwiatami, że tędy trzeba jechać. Ja na niego wywaliłem zdziwione oczy, a facet, że wie, że niby zakaz, lecz jak kawałek pojadę po chodniku to się zmieszczę, a że na zakaz mam nie patrzeć, bo tu tak każdy jeździ. Jak widać, co kraj to obyczaj.
![]() |
![]() |
Po kolejnych 30 min błądzenia udaje mi się dojechać do parkingu, a tu znak, że z instalacją gazową nie wolno. Mówi się trudno i wjeżdżam do podziemia. Teraz tylko trzeba znaleźć miejsce, stoczyć walkę i wyjść z niej zwycięsko. Zauważyłem jedną lukę w długim łańcuchu samochodów, lecz w tym momencie także jedna włoszka je zauważyła. No cóż zebrałem się szybko i udało mi się zaparkować przed nią. Była chyba trochę podirytowana, bo pofatygowała się wysiąść z samochodu i coś tam po włosku mi nawrzucać.
Wreszcie koniec koszmaru (przynajmniej na jakiś czas) idziemy oglądać miasto. NO tak - leje nadal, zatem nie należy to do przyjemności. Do tego mnóstwo wycieczek turystów, dookoła pełno dzieciaków z podstawówek biega, krzyczy, wali flashami po oczach aż miło. Żeby dopchać się, aby zobaczyć cokolwiek graniczy z cudem. Szybko dopchaliśmy się do sławnych rajskich wrót, później jakieś kościoły, znowu tłumy gadaczy i pstrykaczy, kolejne malowidła... nie dość, ja wysiadam, nie o to przecież mi chodziło. Miało być miło bez pośpiechu itd. Zatem uciekamy od tłumów, aby wtopić się w mokre ciasne uliczki i już było lepiej, brak turystów, za to uśmiechnięci włosi udający się niespiesznie do pracy, lecz nadal coś mi nie pasowało w tym mieście.
![]() |
![]() |
Doszedłem do wniosku, że nic na silę, że przecież nie musze się do niczego zmuszać po prostu uciekamy z tego miasta. Zaznaczam gdzieś wgłębi mojej głowy, że wrócę tu z lepszym nastawieniem, z większym spokojem. Zatem szybkim krokiem podążamy w stronę parkingu, wklepujemy do GPSa, aby nas wyprowadził stąd do małej mieściny, do San Gimignano.
Pada coraz mniej, powoli wyjeżdżamy z tego miasta i humory od razu poprawiają się. Widocznie to nie był nasz czas na Florencje.
Po drodze mijamy malowniczo położone wioseczki, szukamy miejsca do zatankowania gazu. No nie jest łatwo, lecz na obrzeżach Poggibonsi znajdujemy stację. Teraz tylko musimy odnaleźć jedyny w okolicach San Gimignano, podobno z rewelacyjnie oznaczonym dojazdem kamping. Że jest jeden to prawda, lecz że jest dobrze oznaczony to wg nas duże nadużycie. Przed wjazdem do San Gimignano (jadąc z Poggibonsi) na pierwszym rondzie (jest mało widoczny znak) trzeba skręcić w lewo (kierunek Volterra) i zaraz w prawo i jechać około 2 km i jesteśmy na miejscu, czyli kamping Boschetto di Piemma.
![]() |
![]() |
Zrobił na nas bardzo dobre wrażenie, cały teren ogrodzony, bardzo fajnie przygotowany teren pod namioty, kampingi, kampery, do tego można wynająć sobie pokój, duże i czyste sanitariaty, kort tenisowy, basen (co prawda jeszcze nie czynny, no, ale jesteśmy przed sezonem), plac zabaw dla dzieci, restauracja, bar, czyli generalnie wszystko czego dusza zapragnie. Najważniejsze jest także jego położenie: piękne widoki na miasteczko, cisza i spokój. Cena za namiot, 2 osoby i samochód to 21,50 EUR, czyli chyba nie tak źle.
Chwila wytchnienia i jedziemy do miasteczka. San Gimignano jest sławne ze swoich 14 wież (najwyższa Torre Grossa ma 54 metry, a podobno za czasów średniowiecznych było ich ponad 70). Kolejne rodziny prześcigały się w budowaniu coraz to wyższych budowli, aż musiało dojść do wydania oficjalnego zakazu budowy wysokich obiektów.
![]() |
![]() |
Parkujemy troszkę za miastem, przy drodze i wchodzimy w "krainę" wąskich, kamiennych, średniowiecznych uliczek. Bardzo mało ludzi, cisza i spokój, wszystko wygląda jakby czas zatrzymał się w tym miejscu. Kręcimy się pomiędzy kolejnymi budynkami, powoli zdobywając wysokość i wbijamy się na jedną z wież, z której rozpościera się iście majestatyczny widok pofałdowanej Toskanii. San Gimignano położone jest na małym wzgórzu a dookoła widnieją winnice, cyprysy oraz rozrzucone małe kamienne domki na kolejnych pagórach, wszystko w pastelowych kolorach zachodzącego słońca. Może nie był to jakiś wspaniały spektakl światła, lecz warto posiedzieć i popatrzeć na okolice, gdy słońce niknie za horyzontem.
Teraz, gdy uliczki powoli rozświetlane są wielkimi latarniami ulicznymi, tworzy się jeszcze bardziej niesamowity klimat miejsca, krążymy kolejnymi chodnikami, napawamy się niesamowitością miejsca. Na jednym z placów jest taka mała wnęka, niczym mała muszla koncertowa i zaraz pojawił się dostojny starszy pan, przeczyścił sobie skrzypce i zaczął pięknie grać klasykę, a dźwięki rozbijały się o kamienne ściany.
![]() |
![]() |
![]() |
Zaraz obok znajduje się jedna z najsłynniejszych lodziarni we Włoszech, "Gelateria Della Pizza". Prowadzi ją sympatyczny Sergio, który kilka lat temu zdobył wicemistrzostwo Włoch w przygotowywaniu słodkości. Każdy, kto chce poczuć smak prawdziwych lodów koniecznie musi się tu wybrać i odwiedzić tą malutką lodziarnię. Będzie tylko mały kłopot, bo smaków jest mnóstwo a pojemność żołądka ograniczona: tak czy tak, smaki orzech laskowy, pistacja, melon, kiwi, banan, czekoladowy koniecznie trzeba spróbować. Nie da się tego zapomnieć.
![]() |
Zapadła ciemna noc, zatem trzeba wracać na kamping do śpiworka. Dziwi mnie trochę fakt, że tak piękne miasto nie ma podświetlanych budynków.

-nowości















