Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI]

Dzień 6. Schronisko Gnifetti (3647 m n.p.m.) - Alagna Valsesia (1186 m n.p.m.) - Varallo (450 m n.p.m)

Pobudka jak zwykle wcześnie, lecz dzisiaj mamy większego spręża, bo po pierwsze schodzimy w dół, a po drugie musimy zdążyć na ostatnią kolejkę. Niestety nie wiemy dokładnie, kiedy ona jest.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Picie, jedzenie, pakowanie gratów, posprzątanie po sobie schroniska, topienie śniegu do termosów i opuszczamy nasze schronienie. Aby uniknąć powtórzenie nieprzyjemnej drogi (ostatnie łojenie ścianki przy schronisku), którą pokonaliśmy kilka dni temu, zakładamy zjazd z barierek. Cel jest taki, aby dojechać do końcówki poręczówek, które nie są zakopane pod śniegiem. Łatwo powiedzieć trudniej zrobić, ponieważ śnieg jest bardzo miękki i za każdym krokiem zapadasz się po pas, a twój przyjaciel "garb" nie pomaga.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Strach pomyśleć, lecz po prawie godzinnej walce, manewrując na linie to w jedną to w druga stronę udaje nam się pokonać trasę. Teraz pozostaje tylko zejście kotłem. W oddali widzimy ludzi. Kurcze przez prawie tydzień, ani żywej duszy, a przecież latem ten rejon jest jednym z bardziej popularnych terenów, w których w łatwy sposób można wejść na kilka czterotysięczników.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 jadzia

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Tym razem torowanie przypadło mi, więc z duszą na ramieniu wybieram ścieżkę. Nigdy nie wiesz, po czym stąpasz, psychika działa, więc chcąc mieć to za sobą szedłem ile sił w nogach. Tutaj musze się przyznać, że o ile pod górę idzie mi ciężko o tyle w drugą stronę potrafię przycisnąć. Po niecałej godzince jesteśmy w Mantova. Tutaj krótki rest, rozbieramy się z uprzęży i ruszamy szybko w dół, aby zdążyć przed dużym wiatrem i aby załapać się na kolejkę.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Jesteśmy osłonięci granią, więc coraz mniej odczuwamy wiatr. Trawersujemy, zatem tempo spada. Mijamy moje sławetne miejsce, gdzie dymałem góra dół raz po rękawiczkę, raz po kask, mijamy budowę kolejnej kolejki i jesteśmy w Punta Indren. Tutaj należy się dłuższy odpoczynek. Widać paru skiturowców, którzy podchodzą pod górę. Widoki przepiękne, lecz w głowie świta tylko jedno: kąpiel.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Kolejny etap to zejście kotłem. Wszystko idzie sprawnie, słoneczko pięknie świeci, tutaj wiatr nas prawie nie dosięga, lecz widać na grani wielkie pióropusze śniegu, zatem prognoza nie kłamała. Tam teraz musi nieźle dmuchać. Dochodzimy do punktu, gdzie kilka dni temu trawersując musieliśmy ostro dziabać i rąbać stopnie.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Śnieg, jakby trochę rozmokły (pewnie od słońca), bo czasami zapadamy się coraz mocniej. Teraz nie ma żartów, jesteśmy na stromym stoku o całkiem sporym nachyleniu, trzeba bardzo uważać, aby nic nie wyjechało spod nóg, ani aby nie spaść te ponad 300 metrów w dół doliny. Kurcze a miała być tak łatwo, przecież to końcówka, nawet widać już dach budynku kolejki. Śnieg coraz mniej związany, że czasami wpadasz po pas i czujesz jak całość zaczyna się z tobą zsuwać. Z sercem prawie w gardle pokonuje ostatnie metry psychicznie wymagającego trawersu.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Teraz pozostało tylko kilkadziesiąt metrów mocno nachylonej ścianki, na której mnóstwo luźnego śniegu. Jako, że torowanie przypadło mojej osobie to biorąc pod uwagę warunki metoda na "pieska" była chyba najbezpieczniejszą. Czekan wchodzi jak w masło, druga ręka także, nogi kopią stopnie. Płuca można wypluć. Każdy krok jest bardzo czujny - nie chciałbym polecieć z tym wszystkim w dół. Chcę to jak najszybciej mieć za sobą, lecz niestety duże nachylenie żlebu nie pomaga. Pokonuję ostatnie metry i już jestem w bezpiecznym terenie, teraz tylko ustabilizować oddech i czekam na resztę ekipy.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Wreszcie po 4,5 godziny jesteśmy przed budynkiem kolejki. Uff wizja zsunięcia się z całym śniegiem na dno kotła już nas nie dotyczy. Teraz zamawiamy ciasto, piwko i rozkoszujemy się cywilizacją. Ludzie trochę dziwnie na nas patrzą, bo twarze mamy nieźle zjarane. Możemy sobie pogratulować zdobycia 2 czterotysięczników zimą, wszyscy zdrowi, bezpiecznie wrócili, a to jest najważniejsze.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Wagonik kolejki wypełniamy tylko my i nasze bagaże (+ driver). Od kilku dni czujemy siebie na odległość, wszystkie rzeczy przesiąknięte są człowiekiem zatem decydujemy się na ekstrawagancje, czyli znalezienie noclegu z prysznicem.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Poszedłem dowiedzieć się o jakiś nocleg w biurze informacji turystycznej. Panie ładnie pachnące, zatem tak trochę z daleka rozmawiam z nimi, o co mi chodzi. Najbliższy hostel (bo tylko na to nas stać) znajduje się w Varallo (Hostel Via Scarognini, 37 Varallo), czyli jakieś 50 kilometrów w dół doliny. 22E/os za nocleg w 4 osobowym pokoju z łazienką i śniadaniem, to chyba niezbyt wygórowana cena. Najważniejsze, że jest ogrzewany i posiada prysznic z ciepłą wodą.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Każdy wziął długą kąpiel, odmaczając całe ciało i porządnie je szorując. Później nastąpił przegląd odrapań, ran, siniaków no i przede wszystkim zjaranych mord. Duże ilości kremu nakładamy na twarz i idziemy coś zjeść na miasto.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Miejscowość bardzo sympatyczna, ciekawa zabudowa, odwiedzamy pyszna pizzerię, później supermarket i możemy wracać, aby położyć się spać w czystej pościeli w ciepłym pokoiku.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

W nocy okazało się, że nie jest tak kolorowo. W dzień kaloryfery grzały na maxa i nikt nie pomyślał nawet, aby spać w brudnym śpiworze, lecz w nocy zostały wyłączone i zrobiło się cholernie zimno. Do tego stopnia, że musieliśmy się ubrać, a i tak koce nie zdały egzaminu. Można spokojnie powiedzieć, że był to najzimniejszy nocleg, jaki mieliśmy na tym wyjeździe, wliczając parking, i wszystkie schrony do góry.

Monte Rosa 2009 łukasz kęda kędzierski

Rano śniadanie, zakupy w markecie, podróż do domu i tak zakończył się nasz wyjazd zdobywania Alp zimą. Było warto - to pewne. Do następnego razu, bo mam nadzieję, że taki będzie.

więcej zdjęć znajduje się w galerii

Poprzedni dzień