![]() |
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [porady] [diary]
I. Przelot Warszawa - Bangkok, 5-6.XI.2009
Co może być fascynującego w samej podróży, w sensie zmieniania kolejnych środków lokomocji, oczekiwanie na kolejny samolot lub przechodzenie przez następne security check? Dla mnie nic ciekawego.

Najpierw samochód, później czekanie na pociąg, dalej tłuczenie się koleją do Warszawy, autobus na lotnisko no i grzanie ławy. Czekamy aż nastąpi kolejny element czyli check-in. Okazało się, że przy rezerwacji biletów (linie KLM lot Warszawa - Amsterdam - Bangkok - Amsterdam - Warszawa, koszt 2500zł/osobę), pani nie zarezerwowała nam miejsc, zatem teraz wychodzi na to , że będziemy siedzieć osobno. Zobaczymy co da się zrobić już w samym samolocie.

W Amsterdamie już nie musieliśmy czekać na lot tylko szybkie przemieszczenie się po ogromnym terminalu i siedzimy w wielkim dwupoziomowym boeingu 737-400 (miła pani stewardesa przesadziła pasażerów, tak, że siedzimy obok siebie). Nie jest to tak luksusowy samolot jak tureckich linii, że każdy ma osobny komputer dla siebie, lecz daje rade. Lot to ponad 11 godzin, lecz minął bardzo szybko, cały czas śpiąc z przerwami na jedzenie i picie.


Po przylocie do BKK okazało się, że aby móc odebrać bagaże to trzeba wyjść po za strefę terminala, czyli trzeba posiadać wizę. Całe szczęście, że do końca chyba marca 2010 obowiązuje promocja i wizy turystyczne, zarówno te w ambasadzie jak i na lotnisku wydawane są bez opłat.


Aby otrzymać wizę "on arrival" trzeba wypełnić dokument, posiadać jedno zdjęcie oraz okazać bilet wylotowy z kraju. Dopełniliśmy wszystkich formalności i teraz pojawił się dylemat: koczować ponad 17 godzin na lotnisku, czy pojechać do miasta.
Wymieniliśmy $30 aby mieć kasę na przejazd, nocleg i jedzenie. Pojechaliśmy na Khao San do dobrze nam znanego GH ->Swetty Guest House. Widać, że nic poza cenami (poszły w górę) oraz jakością usługi (poszła w dół) się nie zmieniło. Szybki prysznic i poszliśmy od razu spać.


Wieczorkiem obowiązkowa włóczęga po Khao San, standardowy Phat Thai, naleśniki z bananami i czekoladą oraz Internet. Tutaj bez zmian, jak zwykle tętniąca życiem, mnóstwo turystów i sprzedawców, nadal można kupić lewe dokumenty, napić się piwa, pojechać na Patpong i inne "atrakcje" turystyczne.

Jednym z ostatnich Airport Express (jest to chyba najtańszy i najszybszy transport z centrum na lotnisko -> 150THB/os i jedzie godzinę) przemieszczamy się na terminal, nikomu nie przeszkadza, że jesteśmy jedynymi pasażerami.

Teraz tylko parę godzin oczekiwania na lot do Rangunu w prawie sterylnych warunkach. Większości obsługi nosi maseczki ochronne.





