![]() |
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [porady] [diary]
XVII. Ngwe Saung Beach - miejscowi rybacy, 21-25.XI.2009
Mijamy małe drewniane domki, w których żyją mieszkańcy wioski. Idziemy wąską ścieżką prowadzącą na plaże. Pojawia się długi i szeroki pas jakiegoś materiału, a na nim tysiące błyskotek. Podchodzimy bliżej, aby się przyjrzeć, co tak pięknie lśni w słońcu.

Okazuje się, że w ten sposób całe rodziny suszą złowione malutkie ryby.

Dzieciaki przybiegają do nas ciekawe, co tu robimy. Chętnie stają przed szkłem obiektywu, gdyż każdy z nich chce się zobaczyć na malutkim wyświetlaczu LCD.


Idziemy brzegiem morza w stronę naszego bungalowa, który gdzieś tam daleko czeka na nas. Kawałek dalej, kilkadziesiąt metrów sieci rozciąga się na plaży.

Długa łódź podpłynęła do brzegu i wyskoczyło z niej paru bardzo szczupłych mężczyzn.

Budowa ich ciała składa się z wyrobionych ciężką pracą mięśni, które przykrywa jedynie cieniutka warstwa skóry. Brak jest jakiejkolwiek tkanki tłuszczowej. Widać dokładnie każde ścięgno, każde włókno.
Wyciągają wielkie i ciężkie wiklinowe kosze wypełnione po brzegi malutkimi rybkami. Zaraz zostają otoczeni przez miejscową ludność.


Nie wiem czy to ich rodziny czy znajomi, lecz każdy ładuje, w co ma: plastikowa torba, kapelusz, longyi. Nikt za nic nie płaci. Wszyscy cieszą się i radują. Sytuacja wygląda niczym "gwiazdka w maju".

Rybacy przenoszą resztę koszy z powrotem na łodzie i zabierają się za zwijanie dobytku.


Każdy z mężczyzn ma określoną rolę, powoli pakują wielkie zwały sieci, wrzucają boje.
Pomimo przebywania w wodzie, większość z nich trzyma w ustach coś na kształt papierosa. Niektórym jeszcze się delikatni tli, innym już dawno zgasł.


Słońce jeszcze wysoko nad horyzontem, fale biją o brzeg, czuć delikatną bryzę.



Upewniwszy się, że mają już wszystko, wskoczyli do łodzi, odpalili silnik, który wprawił w ruch śrubę i powoli popłynęli dalej.


Takie życie rybaka.






