![]() |
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [porady] [diary]
XVIII. Ngwe Saung Beach - Rangun - przejazd, 26.XI.2009
Niestety czas zakończyć leniuchowanie i przemieścić się do byłej stolicy, czyli Rangunu. Kupujemy bilet na ten sam autobus, co ostatnio. Dziwne jest to, że w drugą stronę kosztuje 6000K, zatem o 2000K mniej. Ostatni raz pokonujemy ta paskudną trasę (celowo nie napisałem słowa "droga", gdyż byłoby to dosyć dużym nadużyciem), która składa się z dziur, kamieni piachu i strzępów asfaltu.
Po paru godzinach jesteśmy na miejscu. Nie pozostaje nic innego jak wynegocjować zadowalającą cenę za taxi (tym razem 1500K/os) i razem z dwoma Australijczykami jedziemy do centrum, aby znaleźć sobie jakieś lokum. Pierwszy strzał to Golden Smiles Inn, lecz okazuje się, że mają komplet. Dwie ulice dalej odwiedzamy White House, gdzie postanawiamy się zatrzymać.

Pokój jest naprawdę mały, zawiera duże łóżko, wiatrak i to by było na tyle, lecz co najważniejsze jest czysty, łazienka z ciepłą wodą na korytarzu - całość ze śniadaniem to 10$ - nie jest tak źle.

Jak zawsze do wielkiego miasta, trzeba się przyzwyczaić, trzeba troszkę przesiąknąć tym klimatem, aby się w nim odnaleźć, aby móc dostrzec jego piękno. Zawsze na początku boje się takich miejsc, nie podoba mi się hałas, zgiełk, tłum ludzi na chodnikach, ciasnota, trąbienie, wszędobylskie skutery. Na początku człowiek ma problemy z orientacją, lecz wystarczy przejść parę ulic, zapamiętać charakterystyczne miejsca i już zaczyna być inaczej. Powoli przyzwyczajamy się do harmidru, do ocierających się ludzi, do panującego tu klimatu.

Na początek zdajemy się na wytyczne z przewodnika LP, odnośnie miejsca gdzie zjemy. Pomimo, że mamy najnowszą wersje to pierwsze 4 propozycje są zamknięte od dłuższego czasu. Nie ma to jak chłyt marketingowy - "100% Researched & Updated".

Chodniki Rangunu są wykorzystywane w 200%. Oczywiście ich główna rola, czyli umożliwienie przemieszczanie się przechodniów nie jest najważniejsza. To doskonałe miejsce do rozstawienia swojego małego biznesu, zatem co krok to stoisko oferujące najróżniejszy asortyment.

Towar przypomina trochę klimat polskiego targowiska sprzed lat, gdzie handlowano dobrami przywiezionymi od "ruskich". Tutaj jedyną różnicą jest kraj pochodzenia wyrobu: Chiny. Potrzebujemy zegarek, budzik, nożyczki, bieliznę, zapalniczki, noże czy cokolwiek innego? Nie ma problemu na pewno znajdziemy coś dla siebie.

A może DVD z najnowszymi produkcjami rodem z Hollywood? Trzeba tylko zdecydować się na interesujący nas tytuł i za 0,5$ jesteśmy posiadaczami "oryginału" - "This is it".

Wiele miejsca zajmują stoiska z używanymi książkami. Jeszcze niedawno jakakolwiek literatura w języku obcym była zabroniona, gdyż władzy zależało na tym, aby lud nie uczył się obcych języków.

Teraz można doszukać się ciekawych pozycji w różnych językach: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański. Bardzo popularne są także, liczne ksera najbardziej poczytnych pozycji.

W Birmie wielu ludzi czyta i to bardzo dużo. Czasami przychodzą wymienić przeczytaną książkę na inną.

Dzisiejsza trasa trochę nas wykończyła, zatem kupujemy owoce i udajemy się do naszego M0, aby pójść spać i nabrać sił na włóczęgę jutrzejszego dnia.





