Myanmar (Birma) 2009 łukasz kęda kędzierski

2009-11-30 22:59:05
po ponad 40 godzinach spedzonych na lotniskach, w samolocie, samochodzie, taxowkach itd..jestesmy wreszcie we Wrocławiu... szkoda ze po wspaniałym wyjeździe zawsze pojawia sie element męczącego powrotu :) no ale tak widocznie musi być.
wyjazd uznaję za zamknięty, teraz tylko trzeba przejrzeć ponad 21GB zdjęć, napisać relację z tego intensywnego i bardzo ciekawego wyjazdu, poopowiadać wszystkim znajomym, przygotować slideshow itd.. generalnie roboty na parę miesięcy :)
2009-11-29 14:11:33
czyli THE LAST ONE,
siedzimy od ponad 9 godz na lotnisku i czekamy nasz wylot. jestesmy juz po odrawie, zatem aby zabic troche czasu chodzimy po bezcowych..
jescze tylko kilkanascie godzin lotu, troche czasu w samochodzie i jestesmy w domu. zeby te powroty nie byly takie meczace... :)
info dla rodzicow: wg planu ladujemy w Warszawie o 12:05 takze bedziemy czekac :)
pozdrowienia....
2009-11-28 13:41:30
na ostatni dzien w Rangunie zostawilismy sobie najwazniejsza budowle w religii buddyjskiej czyli Shwedagon Pagoda - najwieksza pagoda na swiecie, ktora ma w sobie najwiekszy diament na swiecie i jeszcze pare naj... zobaczymy wieczorkiem....
dzisiaj jak wrocimy do naszego pokoiku to pakowanie plecakow i jutro wczesna pobudka bo samolot mamy o 8:30 zatem musimy wyjechac o 6:00 rano... no i tak powoli koncza sie nasze voyage na ten rok... szkoda...
do zobaczenia... :)
2009-11-27 13:36:13
wloczega po Rangunie
generalnie do wielkiego miasta trzeba sie powoli przystosowac, bo nie gustujemy w tego typu metropoliach.
na kazdej ulicy mnostwo lokalnych mini budek z jedzeniem, do tego kazdy handluje wszystkim co popadnie:L od gaci, nici, gwozdzi, narzedzi po pocztowki. niczym jak jakis czas temu u nas ruski na targu...
miasto bardzo zapuszczone i zaniedbane, stare kolonialne kamienice w rozsypce, wszedzie smieci i balagan, lecz kazdy usmiechniety i szczescliwy.
do zobaczenie jest troche lecz nie interesuja nas kolejne pagody i zabytki, lecz zycie ludzi na ulicy, ich codziennosc.. i na tym sie skupiamy, wloczymy sie po malutkich uliczkach wypelnionych straganami...
wieczorem udalismy sie do kina (film by hollywood -> 2012) mnostwo miejscowych przychodzi z wielkimi siatkami pelnymi jedzenia: chipsy, orzeszki, owoce, slonecznik itd.. i przez caly film wpierdzielaja wszystko i to tak glosno ze czasami nie slychac kwestii aktorow.
film w angielsiej wersji jezykowej, bez napisoaw wiec wiekszosc dzieci (przedzial wiekowy od roku do 60 pare lat) nic nie rozumie, lecz podoba sie bo jest akcja...
dzisiaj poszlismy wyjatkowo poznoo spac bo po polnocy...
2009-11-26 17:10:20
czyli jestesmy na biezaco, na plazy nie bylo zadnego dostepu do cywilizacji, nawet golebie pocztowe nie dzialaly.. zatem dzisia zbiorczo nadrabiam zaleglosci w blogu
jestemy juz w Rangunie, po ciezkeij wyboistej drodze autobusowej, teraz tylko musimy isc cos zjesc i odpoczac. jutro rozgladniecie sie po miescie, po targu no i bedzie trzeba sie pakowac :)

pozdrowienia dla wszystkich czytajacych
2009-11-26 17:07:37
22-25.11 lezakowanie na plazy
nie bede opisywal kazdego dnia co sie dzialo bo nic sie nie dzialo... tylko lezenie brzuchem zajadanie sie owocami morza i pysznymi rybami, spacery do wioski, zbieranie muszelek, odpoczywanie itd....
czyli to co chcielismy na koncowke naszego wyjazdu...
niestety za niedlugo ta sielanka sie skonczy i bedzie trezba wracac do obowiazkow... ale to za kilka dni :)
jestesmy zdrowi, najedzeni i szczesliwi jakby ktos pytal...
2009-11-21 17:04:54
przejazd ponad 12 godzin do Rangunu, a pozniej kolejne "masakryczne" 7 godzin juz na plaze...
droga z Rangunu do Nshe Saung Beach byla okropna. ponad 180 km bez asfaltu, a z samymi dziurami, kamieniami i piachem, lecz czego sie nie robi dla leniuchowania i odpoczywania przez pare dni...

przyjechalismy na miejsce i okazalo sie ze ciezko z noclegiem bo nie zrobilismy rezerwacji, lecz koniec koncow dostalismy piekny bangalow z widokiem na morze (jakies 10 metro do plazy), tazke teraz ulubione i w pelni zasluzone nic nierobienie...... :)
2009-11-19 15:58:42
zrezygnowalismy z Mt Popa na korzysc powloczenia sie rowerami w mniej turystyczne zakatki Baganu. byla to bardzo dobra decyzja..
na poczatku lokalny targ i troche targowania sie, aby zrobic zakupy, pozniej bylismy znowu na pysznym jedzeniu u jednej rodziny, ktora na koniec podarowala nam prezent... bardzo mily i zaskakujacy gest z ich strony
wieczorem kolejny piekny zachod slonca...
2009-11-18 21:13:01
Bagan "rowerowo"

caly dzisiejszy dzien spedzilismy na dwoch kolkach jezdzac od jednej pagody do drugiej..
jest tu przepieknie... co wiecej pisac.. troche souvenirow juz kupilismy, bo jak nie kupowac od biednych ludzi ktorzy wszystko recznie tworza... jutro trzeba wstac na kolejny wschod slonca...
2009-11-17 21:07:22
autobus okazal sie wcale nie byc "nice bus", no ale trudno, droga niecale 8 godzin, lecz cale szczescie ze mial klimatyzacja. po tych kilkunastu dniach spedzonych w Myanmar smiem twierdzic ze sa mistrzami w upychaniu bagazy i ludzi w srodkach lokomocji. no i kazdy ma miejsce siedzace, co prawda na plastikowym stoleczku w przejsciu ale zawsze siedzace, a czesc bagazy jedzie na dachu.

przyjechalismy do Bagan i dorozka pojechalismy do jednego z guest housa, polecanego przez faceta z Inle Lake. Strzal w 10 piekny jasny pokoj, z lazienka... Adze sie bardzo podobal, male targowanie o cene i wypozyczamy rowery aby pojechac cos zjesc..

zawsze trzeba pogadac z lokalsami aby doradzili gdzie zjesc -> pyszne niedrogie jedzenie z deserem...
wieczorem na zachod slonca na jedna z pagod, kupilismy recznei malowane plotna, lecz chyba dalismy sie troszke naciagnac, lecz czego czlowiek nie zrobi aby pomoc mlodym rozwijajacym sie mlodziencom...

jutro dzien na rowerach..
2009-11-16 21:55:29
dzisiaj postanowilismy wynajac taxowke na caly dzien aby pojechac za miasto i zobaczyc starozytne miasta: Saigang, Inwa oraz Amarapura.
kazde ma cos w sobie, lecz w tym upale ciezko sie mysli... weszlismy na Saigang Hill aby podziwiac panorame miasta, pozniej pojechalismy do Inwa, aby moc rozkoszwac sie widokami z poziomu dorozki... bardzo przyjemnie w ten sposob oglada sie malutkie wioseczki i ich swiatynie...
pod koniec dnia udalismy sie do Amarapura, aby zobaczyc zachod slonca przy najdluzszym na swiecie moscie tkowym: Ubein Bridge...

teraz jestesmy po pysznej kolacji w miejscowej knajpce z daniami Indyjskimi i Nepalskimi...
to tyle, jutro jedziemy jednak autobusem (na slow boat musielibysmy czekac jeden dzien) do Bagan...

pozdrowienia
2009-11-15 21:47:12
przyjechalismy strasznym "nice bus", ktory okazal sie niby autobusem, lecz lokalsi ladowali do niego jak do ciezarozki, miejsca na nogi prawie wcale, no a nasze plecaki to tak na wcisk weszly pomiedzy worki z ryzem. oczywiscie klimatyzacja byla, jak ktos otworzyl okno :)
dotarlismy do Mandalaya. duze prawie 3 milionowe miasto (zalezy kogo spytasz).
najpierw zrobilismy walking tour w centrum , a poznije wynajelismy rykszarza (aga ma do dzisiaj wyrzuty sumienia, ze musial sie tak meczyc, wozac nas po miescie) i zobaczylismy kolejne pagody i swiete miejsca.
wieczorem zmeczeni poszlismy spac w milym guest house..


2009-11-14 14:14:33
dzisiaj to glownie lezakowanie i nic nie robienie,
wstalismy na sniadanie , pozniej pakowanie, wloczega po miescie, lecz niezbyt dluga, bo jest piekielnie goraco (a to jeszcze nie jest szczyt sezonu!!!), kupno owoc na lokalnym targu.....
kurcze myslalem ze to co widzielismy jakis czas temu na Ukrainie to hard core jezeli chodzi o warunki sanitarne, lecz tutaj, kupujesz swiezo ubitego kurczaka z ziemi, lub rybe ktora lezala tutaj dluzszy czas w 35 stopniowym upale. nikt tu jednak nie choruje...

piwo birmanskie calkiem niezle, poznije przyjdzie pora na lokalna whisky z ryzu i rum...

dzisiaj za pare godzin opuszczamy magiczne jezioro i udajemy sie do Mandalaya (raptem 10 godzin autobusem)

to tyle... pozdrowienia dla wszystkich czytajacych...
2009-11-13 14:06:04
Inle Lake calodzienna wycieczka lodka po jeziorze
zaczelismy dosyc wczesniej bo o 7:00 sniadanie i od razu przewdonik pokierowal nas do naszej lodki, ktora dzielilismy z bardzo mila para Szwajcarow...
zaczelismy od dalekiej podrozy praktycznie na drugi koniec aby zobaczyc 5 day market... mnostwo lokalnych ludzi, i plemion, kotrzy handluja wszystkim co sie da: od owocow i warzyw przez rekodzielnictwo..
dalej odwiedzilismy wytwornie odziezy z jedwabiu, bawelny i lotosu (najdrozszy material), wszystko wygladalo bardzo fajnie
kolejny stop to zwiedzanie pagody, zakupy na bazarze.
najfajniesze w wycieczce to mozliwosc podziwiana widokow, jak ludzi zyja na tym jeziorze, jak buduja domy, jak uprawiaja plywajacy ogrodek.
no i najwieksza atrakcja znad jeziora to rybacy ktorzy w bardzo specyficzny sposob wiosluja uzywajac nogi...
po zachodzi slonca wrocilismy do naszego hoteliku

2009-11-12 18:01:00
Trekking dzien 2:
dzisiaj mielismy do pokonanie jakies 4 godziny z gorki, zobaczylismy kolejne wioski i kolejnych ludzi.

teraz siedzimy nad Inle Lake w bardzo ladnym hostelu Remember Inn dosyc drogi bo 12$ lecz po trudach trzeba sobie jakos dogodzic)

jutro mamy plan wynajac lodke aby spedzic caly dzien na jeziorze i zobaczyc kilka klasztorow, plywajace markety i takei tam...

jedzenie w Myanmar jest zaskakujace dobre, wbrew temu co pisali ludzie wczesniej, glownie zajadamy sie ryzem i salatkami z makaronu na rozne sposoby, co stan to inne dania (wojewodztwo). zupy takze bardzo dobre, przedwczoraj jedlismy domowa warzywna, prawie jak u mamy..
2009-11-11 17:52:47
Trekking dzien 1.
byl dosyc prosty, duzo po plaskim wsrod pol i wiosek z plemionami gorskimi, glownie tacy co ubieraja sie na czarno a na glowie maja roznokolorowe reczniki. z tego co mowil nasz guide bardzo rzadko widza zagranicznych ludzi i dlatego sa bardzo ciekawi nas a zarazem niesmiali.. zwlaszcza dzieci najpierw traktowaly nas z dystansem, a pozniej jak juz zrobilem jedno 2 zdjecia i pokazalem efekt na ekranie to zaraz chcialy wiecej i wiecej.
scenerie bardzo ladne, krajobrazy ciekawe, lecz nie to jest najwazniejsze w tym chodzeniu: to LUDZIE jakich nigdzie wczesniej nie spotkalismy, tak serdeczni tak weseli i tak otwarci na nas...
po okolo 6 godzinach doszlismy na szczyt gory, gdzie noc spedzilismy w klasztorze gdzie zyje 24 mnichow i mniszek.
gotuje dla nas WIN i wychodzi mu to bardzo dobrze...
takze glodni nie chodzimy :)
2009-11-10 17:46:20
teraz jestemy w Kalaw piekna miescina , i jest strasznie chlodno czyli -> 25 stopni, czyli da sie normalnie zyc :)

jutro idziemy na 5 dniowy targ i zaczynamy 2 dniowy trekking z naszym guide

zabilo mnie to ze ludzie sa tu tacy przyjazni serdeczni, nikt nie chce nikogo oszukac.. masakra.... po prostu rewelacje, nigdzie wczesniej tego nie bylo...
kraj jest rzeczywiscie tak jakby cofnac sie jakies 100 moze 150 lat do tylu.
2009-11-09 17:45:21
wczesnie rano wstalem aby spedzic troche czasu z mnichami, kotrzy chodzili po miscie, aby otrzymac jalmuzne, pozniej zaprosili mnie do siebie na sniadanie i wizyte u swojego nauczyciela,
po poludniu wyjazd do Kalaw (15 godzin 600 km) w luksusowym autobusie bo jechal ponad 6 godzin krocej zatem wybor byl prosty
2009-11-08 17:43:29
pojechalismy mega ciezarowa na gore w strone Golden Rock Pagoda, ostra jazda bez trzymanki tutaj inaczej pojmuje sie wqypakowany samochod po brzegi (jak juz nie idzie wcisnac nigdzie palca tzn ze moze odjezdzac)
Sama pagoda niestety byla cala w rusztowananiach

pozniej pojechalismy z powrtotem do Bago, czyli miejsca gdzie duzo klasztorow i innych atrakcji w postaci p[osagow Buddy...
zrobilismy mila wycieczke na motorze po wszytskim
super przewodnik....

az tak nam sie spodobal ze postanowilismy go wynajac i pojechac z nim do Kalaw (takie nasze zakopane aby zrobnic trekking w gorach)
2009-11-07 10:42:33
nie wszedzie dziala moja strona, czasami jest blokowana rzez rzad, zatem pisze w kawalkach
przylecielismy do Rangunu, i od razu wymiana kasy w (taxowce jak za czasow konspiracji)
i pojechalismy na dworzec autobusowy, aby pojechac do Kinpun
jechalismy z lokalsami niezla jazda w 35 stopniowym upale
nocleg bardzo fajny
2009-11-07 00:04:51
jestesmmy na lotnisku w bangkoku,juz po odprawie i czekamy na samolot, wylot o godz 7:20 i wreszcie, bedziemy w docelowym kraju.
plan jest prosty - taxi z lotniska, wymiana kasy i autobus do Kinpun, mala miejscowosc polozona w gorach, skad wyruszymy zobaczyc jedno z wazniejszych miejsc dla kazdego buddysty, czyli Golden Rock Pagoda , zloty kamien, ktory tylko z podowu precyzyjnego umieszczenia wlosa Buddy nie spada od wiekow w przepasc.
pozdrowienia dla wszystkich
2009-11-06 14:57:45
witamy,
wyladowalismy w Bangkoku i postanowilismy , ze nie damy rady czekac 15 godzin na lotnisku, zatem pojechalismy na Khao San Road, aby odwiedzic nasz stary guesthouse, w ktorym zatrzymalismy sie 2 lata temu. Jak widac wszystko sie zmienia: ceny ida do gory, jakosc idzie w dol, tak czy tak moglismy sie wreszcie w cywilizowany sposob przespac...
korzystajac z dobrodziejstw internetu wysylamy wiadomosc, bo za troche jedziemy z powrotem na lotnisko, skad jutro o 7:00 lecimy do Rangunu...
jak damy rade odezwiemy sie z Birmy....
pozdrowienia dla wszystkich
2009-11-04 22:40:16
ostatni wieczór w Polsce, w rodzinnym domku.. przywieźliśmy do teściów kota (już zdążyła się zaaklimatyzować) i cały nasz bałagan, jesteśmy spakowani i zwarci i gotowi do wyjazdu. jutro pobudka dosyć wcześnie aby załapać się na pociąg do Warszawy...i fruuu
2009-11-02 19:38:35
chcielibyśmy wszystkich powitać,

na stronie którą właśnie oglądacie będę starał się na bieżąco umieszczać informacje o tym co się dzieje podczas naszej podróży, gdzie jesteśmy, co widzieliśmy co zrobiło na nas wrażenie. z tego co czytałem to trudno o dostęp do internetu, a jeszcze trudniej o odblokowane strony z popularnymi kontami pocztowymi, także mam nadzieje że ta forma komunikacji zadziała.

zatem zostało jeszcze parę dni na dopięcie ostatnich formalności i w czwartek wyruszamy na długo planowany i wyczekiwany (oczywiście w pełni zasłużony) urlop

pozdrawiamy wszystkich
Aga i Łukasz