Myanmar (Birma) 2009 łukasz kęda kędzierski

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [diary]

Prolog...

Skąd pomysł na wyjazd do tego akurat kraju? Gdy zbierałem informacje do poprzedniego wyjazdu, do Tajlandii, oglądałem mnóstwo ciekawych zdjęć charakterystycznie wiosłujących rybaków, piękne panoramy wschodów i zachodów słońca w "krainie tysiąca pagód", ludzi charakterystycznie umalowanych czymś białym na twarzy. Dowiedziałem się wtedy że istnieje takie państwo jak Myanmar (jeszcze niedawno nazywało się po polsku Birma). Na wielu galeriach internetowych Marek pokazywał swoje perełki z kilku podróży w ten rejon Azji. Już wtedy wiedziałem, że muszę to zobaczyć. Kolejnym argumentem przechylającym szale, że jest to kraj który koniecznie trzeba odwiedzić to znikoma ( w porównaniu do Tajlandii, wg zasłyszanych informacji Tajlandie rocznie odwiedza 4 mln ludzi a Myanmar tylko ok. 40000, nie mam jak tego sprawdzić, lecz chodzi o różnice w rzędach wielkości) liczba turystów.

Zatem przez ponad rok czasu zbierałem, czytałem i dowiadywałem się praktycznie o wszystko. W rozdziale "Porady" (który jest w trakcie tworzenia) zebrałem, to co wg mnie ważne, rzeczy na które trzeba zwrócić uwagę przy planowaniu wyjazdu w ten zakątek świata.

Liczba miejsc jaką można zobaczyć w Birmie jest mocno ograniczona przez juntę wojskową, ponieważ większa część kraju jest zamknięta dla ludzi z zagranicy. Dlaczego? Jedna wersja mówi, że są tam prowadzone walki partyzantki i armii rządowej i ze względów bezpieczeństwa nikogo tam nie wpuszczają, a druga wersja wspomina o plantacjach narkotykowych. Pewnie prawda leży gdzieś po środku.

Prezentuje tylko moje poglądy na temat kraju, ludzi, zachowań, które nie mają nic wspólnego z poglądami mieszkańców lub osób umieszczonych na zdjęciach. Celowo nie będę umieszczał, żadnych imion (za jednym wyjątkiem -> naszego przewodnika z Bago), aby nie robić niepotrzebnych problemów rodowitym Birmańczykom.

Poniżej można zobaczyć trasę naszej podróży.


Pokaż 2009 Myanmar na większej mapie

Zapraszam do relacji.

Następny dzień