![]() |
[prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [diary]
Indonezja: zapiski z pamiętnika, 12.IX-7.X.2011 Share
Indonezja to kraj składający się z ponad 17000 wysp, zamieszkiwany przez 240 mln. ludzi (4. na świecie), w jego obrębie leży około 180 aktywnych wulkanów, bardzo rozległy z nie najlepszymi drogami, z pięknymi plażami, doskonałymi miejscami do snorkelowania i nurkowania - i tak można w nieskończoność wymieniać... poniżej znajdują się zapiski dokonywane w trakcie podróży... (na prośbę czytających odwóciłem kolejność postów)
- 2011-09-04 20:04:13
- przygotowania w toku, za trochę ponad tydzień wylatujemy z Berlina w stronę kolejnej azjatyckiej przygody. tym razem padło na Indonezje, czyli kraj ponad 17000 wysp, niezliczonej ilości wulkanów, wspanialej przyrody i co najważniejsze niesamowitych ludzi. na tej stronie będziemy się starali, zależnie od możliwości internetowych miejsc, w których będziemy, zamieszczali informacje, co się aktualnie z nami dzieje, tak, aby nikt nie musiał się o nas martwic. zapraszamy do odwiedzania tej podstrony.
- 2011-09-11 22:25:10, wrocław - pakowanie
- ostatnie chwile przed wylotem spędziliśmy zbierając wszystkie niezbędne rzeczy w jedno miejsce, tak, aby definitywnie ustalić, które jada z nami, a które pozostają na miejscu. niby trochę ciuchów, aparat, obiektywy, buty, książki, przewodnik, dokumenty, leki, kosmetyki itd. .. i niestety trochę się tego uzbierało... ostatecznie zapakowaliśmy jeden duży plecak (nadawany) i drugi podręczny do luku w kabinie.
- jutro wyjeżdżamy do Berlina skąd o 17:50 lecimy do Istambułu, a dalej to juz bezpośrednio do Jakarty. zatem to ostatnie wieści z Polski. kolejne będą juz z drogi.pozdrawiamy wszystkich.

- 2011-09-13 15:06:55, Singapore
-
właśnie mamy szybki stopover, zatem spędziliśmy kilkanaście minut na tym lotnisku i dalej wsiadamy do samolotu do Jakarty. Lecimy liniami Turkish Airlines. Jak na razie podróż nie jest aż tak bardzo męcząca, jedzenie całkiem nieźle, filmów i muzyki mnóstwo. Każdy miał do dyspozycji "prywatny" komputer w zagłówku fotela, zatem bardzo sympatycznie i na nudę nie można narzekać. Następny kontakt będzie pewnie z Jakarty.

- 2011-09-13 19:56:49, Jakarta - lotnisko
-
Dotarliśmy do stolicy Indonezji - Jakarty. nabyliśmy obowiązkową turystyczna wizę (25$) i wymieniliśmy pieniądze. Kurs taki trochę średni: 1$ = 8450 IDR, ale na kursy walut mamy stosunkowo niewielki wpływ. z dobrych wiadomości to Turkish Airlines ma bardzo fajne i dobrze wyposażone samoloty, stewardesy także bardzo mile, jedzenie całkiem przystępne. z mniej ciekawych wiadomości to spędzimy kolejne kilka godzin na Terminalu 3 Jakarskiego Lotniska Międzynarodowego w oczekiwaniu na wczesno poranny lot do Yogyakarta. pozdrawiamy wszystkich czytających.

- 2011-09-14 20:53:25, Prambanan
- po dostaniu się miejska komunikacja w rejon Sosro, znaleźliśmy nocleg Lotus Lostmen z "łazienka" i poszliśmy szybko spać, aby zregenerować siły po długim locie.
- wieczorem pojechaliśmy do dużego kompleksu świątyń, znajdującego się niedaleko centrum: Prambanan. Główna atrakcja to kilka budowli hinduistycznych, na których trzęsienie ziemi z 2006 roku odcisnęło duże piętno. warto tutaj pojawić się pod koniec dnia, gdy wszyscy turyści juz dawno są w domu. Delikatne wieczorne podświetlenie dodaje uroku.
- po zachodzie słońca wróciliśmy do centrum na jedzenie. Jawajska odmiana smażonego kurczaka jest taka sobie, a gado-gado jest cholernie ostre.

- 2011-09-15 18:56:14, Borobudur
- pomimo zapewnień naganiaczy z wszędobylskich biur podróży ze transportem miejskim jest bardzo ciężko dojechać do Borobudur, wybraliśmy lokalny autobus. po wytargowaniu normalnej ceny za bilet (normalnej, czyli takiej ile plącą mieszkańcy) po ok. 90 minutach dojechaliśmy bez problemu na miejsce, będąc atrakcja turystyczna dla autochtonow. znajduje się tu stara wielopoziomowa, buddyjska świątynia. wszystko pięknie zdobione reliefami i płaskorzeźbami zachowana w bardzo dobrym stanie. zachodnich turystów było niewiele, za to indonezyjskich jest całkiem sporo. od czasu do czasu byliśmy modelami i pozowaliśmy do zdjęć z całymi rodzinami, które chciały abyśmy koniecznie zrobili sobie z nimi zdjęcie. no, co - tak wygląda życie "gwiazdy".
- obecnie siedzimy w knajpie, gdzie Aga raczy się lokalnym piwem - Bintang. jutro uciekamy na wycieczkę do wulkanu Bromo oraz dalej do Ijen. za 3 dni powinniśmy przybyć na Bali do Loviny, skąd damy znać.

- 2011-09-17 11:22:46, Mt Bromo
- Pobudka o 4:00 nad ranem tak żeby wsiąść do jeepa i podjechać na punkt widokowy, z którego są najładniejsze zdjęcia wschodów słońca z widokiem na wulkan Bromo. na miejscu dużo ludzi oczekiwało tego samego, zatem znaleźliśmy sobie ładna miejscówkę i czekaliśmy na spektakl przyrody. sam wschód słońca nie był bardzo spektakularny, delikatnie pastelowe kolory pojawiły się na niebie, lecz cale podnóże wulkanu było spowite gęstą lśniąco białą mgłą, zatem całość prezentowała się całkiem okazale.
- później nastąpił etap zjazdu na dół do podnóża, aby moc wspiąć się po schodach do samego krateru i zobaczyć, co tam się dzieje. jako ze jest to dosyć "grzeczny" wulkan nie było wybuchów lawy, ani lecących w powietrze kamieni, a jedynie delikatnie ulatniał się z jego czeluści dym. oczywiście dookoła mnóstwo turystów, pomimo ze sezon juz dawno minął i tak było kolo 100.
- później szybka kąpiel, śniadanie i wyruszamy w drogę pod wulkan Ijen, a dokładnie do hotelu położonego wśród 200 hektarowych plantacji kawy arabica.
jutro kolejny raz pobudka, o 3:30 aby wejść na wulkan i zobaczyć ciężko pracujących górników, wydobywających siarkę.

- 2011-09-18 18:18:58, Ijen
- niestety dzisiaj dzień się zaczął dokładnie tak samo jak wczoraj, czyli pobudka o 3.30, aby wyruszyć na miejsce o 4:00. jedziemy po strasznie rozwalonej drodze, gdzie większość to dziury, a czasami pojawia się asfalt, do tego podjazdy są całkiem nieźle, co jest istotne biorąc pod uwagę ze nie jedziemy jakimś terenowym samochodem, lecz zwykłym busem. na miejscu czeka nas ok. godzinne podejście szlakiem, aby dojść do miejsca ważenia ładunku, skąd pozostaje zaledwie 30 minut do krawędzi krateru. stad juz widać, co się dzieje na dole, czyli piękne szafirowe jezioro pełne siarki, a obok dymiące rury. gdy wytężymy wzrok to można dostrzec małe postaci, które w tym dymie łupią na kawałki siarkę.
- schodzimy na dol. mamy szczęście, ponieważ wiatr wieje w przeciwna stronę, niż droga zejściową. po drodze mijamy górników, którzy na swoich barkach niosą bambusowe kosze z ładunkiem najczęściej przekraczającym 80 kg - normalnie nadludzie, a niejednokrotnie swoja budowa przypominają kilkunastoletnich, wychudzonych chłopców. w oparach gryzącego dymu wydobywają kawałki pięknie żółtej siarki i ładują do swoich koszy. dym jest bardzo uciążliwy. niechcący znalazłem się w jego objęciach, po tym jak wiatr zmienił swój kierunek. pierwsze sekundy wytrzymuje na bezdechu, później brakuje powietrza wiec próbuje nabrać tlenu przez nos - gryzie i boli w nozdrzach, wiec próbuje ustami - jest jeszcze gorzej, zatem otwieram oczy, aby spróbować znaleźć drogę ucieczki. nic z tego oczy po chwili zalewają się łzami i czuć duży ból. pozostaje przeczekać kolejne sekundy. udało się. pomyśleć ze spędziłem w tych oparach zaledwie kilkadziesiąt sekund, po czym kilka minut dochodziłem do siebie kaszląc i plując, a oni tak cale życie. jedyna ochrona jest przesiąknięty siarka ręcznik, którego końcówkę wkładają sobie do ust.
- jest to iście heroiczna praca, za którą otrzymuje zaledwie 625 IDR (czyli ok. 22 groszy za kilogram ładunku, który musza wydobyć i znieść na dół do cywilizacji). miejsce jest absolutnie warte zobaczenia, aby zobaczyć jak ludzie w XXI wieku jeszcze pracują w niektórych zakątkach świata. jestem pełen podziwu i szacunku dla nich. wydaje się to prawie niemożliwe, ze ktoś pracuje w tak "nieludzkich" warunkach. jak nam będzie źle w pracy, wystarczy sobie przypomnieć ten obraz.

- 2011-09-18 18:20:36, Bali - lokalny autobus
- Bali jest dosyć turystyczna wyspa, zatem lokalni ludzie przyzwyczajeni są do oferowania turystom wszelakich wygód w tym różnego rodzaje transportu: shuttle bus, prywatny samochód, lokalny bus na wyłączność, rożnego rodzaju motory, skutery, rowery oraz lokalny autobus.
- najpierw musimy przedrzeć się przez gąszcz naganiaczy do super turystycznych środków transportu, aby dotrzeć na dworzec autobusowy. dalej odnajdujemy odpowiedni autobus i tutaj zaczynają się schody: musimy dowiedzieć się ile plącą lokalni, aby nie dąć się naciągnąć na bilecie. na przystani w Gilimanuk, trochę nam zeszło, bo lokalni pasażerowie nie bardzo chcieli z nami współpracować, podając cenę wyższą niż kierowca. koniec końców udało się wynegocjować z 35000 na 25000 IDR, co się później okazało ze przepłaciliśmy zaledwie 5000 od osoby.
- nie ma tu do końca rozkładu jazdy, gdyż najczęściej autobus startuje, gdy jest zapakowany do pełna. mam wrażenie ze w Indonezji wszyscy i wszędzie pala: od dzieci po staruszków, zatem nikt się nie dziwi ze 3/4 pasażerów wyciąga fajki i zaczyna jarać. oczywiście w autobusię oprócz nas jest kilka niemowląt, małych dzieci, młodzieży, dorosłych i staruszków, lecz nikomu to nie przeszkadza. do tego nakłada się 35 stopniowy upal i brak jakiegokolwiek nawiewu czy wiatraka, zatem czujemy się prawie jak w wędzarni. dobrze ze cześć okien i drzwi jest otwarte to przynajmniej szybko dym się ulatnia na zewnątrz.
- jak na razie to uważamy ze kierowcy na Bali jeżdżą bezpieczniej od tych na Javie: nie ma tu wyprzedzania na czwartego, na zakręcie czy podwójnej ciągłej. nasz kierowca kierował się zasada, ze jak nie widzi, co jedzie na przeciwległym pasię to nie wyprzedza, zatem kompletnie odwrotnie od tego na Javie.

- 2011-09-19 11:21:55, Lovina - delfiny
- wcześnie, kolo 6 rano, popłynęliśmy na oglądanie delfinów w ich naturalnym środowisku. malutka 4-5 osobowa rybacka łódeczka zabrała nas z plaży w miejsce, gdzie najczęściej rano pokazują się te piękne ssaki. nie ma problemu tutaj trafić, ponieważ dookoła pływały juz hordy innych lodek z turystami.
- wygląda to trochę jak polowanie na delfiny, lecz bez użycia broni a jedynie z palcem na spuście migawki aparatów. gdy tylko któraś załoga wypatrzyła upragniony cel to wszyscy kierowali się w tamta stronę, a pewnie biedne zwierzęta uciekały przed nami. zatem pojawia się mały dylemat moralny czy dobrze ze się dołożyliśmy do tego procederu? niestety w trakcie kupowania tej atrakcji nie zastanawialiśmy się jak to biedzie wyglądało i przede wszystkim, jaki to ma wpływ na zwierzęta.
- jedno jest pewne: zobaczyliśmy, co chcieliśmy i jesteśmy zadowoleni z faktu zobaczenia delfinów, lecz niesmak moralny pozostał. ciekawe, co na to obrońcy zwierząt?

- 2011-09-19 18:23:51, Lovina - snorkelling
- wiem, ze nie powinienem pisać tego tekstu, gdyż większość czytających jest pewnie w pracy i o swoim urlopie juz dawno zapomniała, lecz od tego właśnie są wakacje:, "aby bawić się, aby bawić się na całego".
- maska, fajka i aparat w dłoń. rybacka łódeczka zacumowała nad pięknie kolorowa rafa koralowa, kilkaset metrów od brzegu. w tym miejscu raptem 3 metry głębokości. mnóstwo kolorowych rybek, od malutkich kilkucentymetrowych granatowych, po duże zółto-czarne.
- nigdy wcześniej nie widzieliśmy na żywo (nie licząc filmów, akwariów i zoo) tak pięknie kolorowych rybek. pływanie wśród nich to istna przyjemność. pomimo, ze jest dopiero 8:00 rano to jest juz bardzo ciepło.
- Aga przemogła swój strach przed pływaniem na otwartej wodzie, wystarczy założyć maskę, fajkę i położyć się na wodzie i nic nie trzeba robić. prąd sam biedzie nas utrzymywał na powierzchni, a poniżej natura nam serwuje rewelacyjny film przyrodniczy. zatem jeżeli ktoś się jeszcze zastanawia czy warto spróbować to napisze krotko: WARTO!!!

- 2011-09-20 08:00:15, Sawan - wodospady Sekumpul
- na dzisięjszy dzień postanowiliśmy sobie wynająć skuter, ponieważ dzięki temu będziemy niezależni. lokalny transport tam nie dojeżdża, a przewodnicy chcieli horrendalnych sum, za wycieczkę w to miejsce. dziwne jest tez to ze niby "najlepszy" przewodnik LonelyPlanet nawet nie wspomina o tym miejscu, a sugeruje oglądnięcie małych cieków wodnych pod szumna nazwa "wodospady GitGit"
- jazda skuterem w balijskich warunkach nie należy do łatwych, ponieważ trzeba uważać z każdej strony na to, co może cię spotkać, do tego wszędzie odgłosy klaksonów i generalnie drogowy rozgardiasz.
- po jakimś czasię udało znaleźć się na dobrej drodze. zatrzymaliśmy się także w świątyni śmierci, gdzie miły pan opowiedział o każdym ozdobnym elemencie, mięliśmy także krotka wizytacje w szkole podstawowej na lekcji matematyki oraz uczestniczyliśmy w jakiś obrzędach w jednej z balijskich świątyń.
- koniec końców udało się dotrzeć na miejsce. kilkadziesiąt betonowych stopni i jesteśmy pod najwyższymi wodospadami na Bali. iście magiczne miejsce, piękne kaskady, bardzo orzeźwiająca woda. bez problemu można się tam wykąpać, z dala od turystów i innych naganiaczy. warto się tu zatrzymać na dłużej, aby ochłodzić się w ten gorący dzien.
- 2011-09-21 15:46:16, Tirta Tangga - pałac wodny
- niewielką powierzchnie pokrywa kilka obszernych basenów i stawków. olbrzymie ryby pływają w nich. Wszystko bardzo gustownie poukładane i zaprojektowane. mnóstwo posągów, fontann i lejącej się wody. co najfajniejsze to można uciec od żaru lejącego się z nieba i w jednym z dwóch kamiennych basenów można zażyć kąpieli. piękna sprawa.
- wieczorem, gdy teren jest już oficjalnie zamknięty przychodzą całe rodziny, aby móc się wykąpać i umyć pod krystalicznie czystą wodą z przepięknymi widokami. mieszkamy tuż obok tej posiadłości, codzienne śniadanie jest z widokiem na jego główną część. nie powiem, bo to piękne krajobrazy.

- 2011-09-22 15:47:24, Tirta Tangga - tarasy ryżowe
- dzisięjsza wycieczka przebiega pomiędzy wioseczkami położonymi wśród tarasów ryżowych. lokalni ludzie trochę dziwnie na nas spoglądają, gdy widzą parę białasów włóczącą się pośród wiosek, gdzie przecież niby nie ma, czego oglądać. wręcz przeciwnie: widać domostwa, ludzi pracujących wokół obejścia, pani wykłada na wielkie situ różowy ryż, i przenosi do suszenia, ktoś naprawia swój motocykl, ktoś inny zamiata.
- idziemy w stronę pól. jak widać w tej części praca wre. najpierw najczęściej mężczyzna sięrpem ścina roślinkę ryżu, następnie panie młócą prymitywną metodą o kawałek deski, i dalej ziarna trafiają do koszy, a reszta jako jedzenie dla zwierząt.
- Przenosimy się kawałek dalej i okazuje się, że w tym miejscu pola są w pełni zielone, czyli za ok. 3 miesiące będzie można zebrać plony, a kawałek dalej, dopiero, co posadzono.

- 2011-09-23 15:48:37, Gili Trawangan
- dostanie się tutaj zajęło nam cały długi dzień: bemo (lokalny busik) to Amplapury, kolejne bemo do przystani w Padangbai, prom do Lembar (miał płynąć 4 godziny, lecz wydłużyło się do prawie 5,5), później długie targowanie się o bemo na kolejną przystać do Bangsal, po drodze problemy z samochodem, dzięki czemu spóźniliśmy się na ostatnią publiczną łódkę. po skumaniu się z kilkoma Niemkami i długich targach udało się wynająć dodatkową łódź, która częściowo w zachodzącym słońcu, a częściowo już po zmroku dostarczyła nas na plaże "rajskich" wysp.
- na razie nie widziałem nic, co by tu miało być rajskiego: dużo turystów, mnóstwo knajpek, restauracji, barów itd.. nie wróży to niczego dobrego. jutro mamy czas na ogarnięcie wyspy i próbę znalezienia tej rajskości. jak nie to uciekamy z powrotem na Lombok. dzisiaj padamy ze zmęczenia i idziemy spać.

- 2011-09-24 15:49:39, Gili Trawangan - poszukiwanie raju
- rano poszliśmy od razu na plaże, aby zobaczyć jak to wygląda za dnia. pierwsze zaskoczenie to fakt braku palm na plaży, są innego rodzaju drzewa: głównie iglaste. pierwsze kilka metrów woda ma kolor iście turkusowy jak na większości pocztówek z egzotycznych krajów, dalej zaczyna się dosyć uboga rafa koralowa, lecz z ładnymi rybkami. ludzi jest trochę mniej, lecz jak na nasze standardy nadal dużo.
- jutro przenosimy się kawałek dalej wzdłuż wybrzeża, gdzie nie ma knajpek i muzyki na żywo. dzień leżakowania minął bardzo szybciutko, trochę opalenizny pojawiło się na naszych ciałach.

- 2011-09-24 19:50:33, Gili Trawangan - kolacja
- ważnym elementem każdego dnia jest kolacja. znaleźliśmy dosyć fajne miejsce. na placu znajduje się mnóstwo malutkich budek, a przed każdą stoi pojemnik z tym, co można złowić w morzu. podchodzi się pokazuje paluchem to, co za chwilę będziemy spożywać. jeszcze tylko patroszenie, moczenie w marynacie i ryba jest gotowa, aby trafić na grilla.
- dzisiaj wybór padł na barakudę - bardzo fajne mięsko, warto spróbować. do całości dokładamy świeżo zmielony sok owocowy i mamy komplet. smacznego.

- 2011-09-25 15:51:20, Gili Trawangan - leżakowanie
- nadchodzi wreszcie taki dzień, gdzie nie trzeba nigdzie się spieszyć, nigdzie iść a jedyna sprawa do załatwienia jest zabranie kremu z filtrem, ksiązki i aparatu i pójść na plaże. piasek jest idealnie biały, woda idealnie turkusowa, nie ma aż tak dużo ludzi, cisza i spokój. gdzieś w oddali grupka Indonezyjczyków pogrywa sobie na instrumentach, słychać szum fal.
- dosłownie kilka metrów od brzegu znajduje się dosyć brzydka rafa, lecz pozostała ona domem dla kolorowych rybek. zatem każde wejście do wody to obowiązkowo okulary na głowie i aparat w reku, aby spróbować uwiecznić, choć kilka z nich. pływają sobie powolutku skubiąc pokarm z rafy. właśnie w taki sposób powolutku upływa nam czas.

- 2011-09-26 16:39:49, Gili Trawangan - snorkelingowanie
- obiecałem sobie ze juz więcej ze snorkelowania nie będę umieszczał wpisu, lecz dzisiaj kupiłem wycieczkę: opływamy 3 wyspy i zatrzymujemy się w 3 miejscach na snorkeling.
- najciekawsza cześć tego tripu to miejsce, gdzie przebywają żółwie. jak się okazało nie jest to tylko chwyt marketingowy, czy zdjęcie w katalogu, lecz rzeczywistość. co prawda jest tu dosyć głęboko, bo ok. 10 metrów, lecz żółwie są i to kilka. jednemu z nich udało się zrobić nawet całkiem ładne zdjęcie. dodatkowo rafa jest dużo bardziej okazała niż przy naszej plaży, tysiące malutkich kolorowych rybek, a trafiła się także jedna wielka: około metra długości cala niebieska.
- tak mnie nachodzi, ze może wreszcie trzeba się ruszyć i zrobić jakiś kurs nurkowania. to, co przyroda ma do zaoferowania pod woda jest na prawdę przepiękne. powoli nasza przygoda z wyspami Gili dobiega końca i nie śpiesząc się będziemy przenosić się na Bali, aby tam doświadczyć trochę kultury, ale o tym dopiero później.

- 2011-09-28 16:50:55, Padangbai - Pura Besakih
- witamy, tym razem juz z wyspy Bali. wczoraj przemieściliśmy się z Gili, a nie było to takie łatwe. Najpierw lokalna łódka, która bujało jak cholera, ze pasażerowie wliczając nas mieli miny nie tęgie. później lokalny autobus załadowany na maxa i tutaj słowa max oraz pełny maja kompletnie inne znaczenie. u nas dawno juz nikt by się nie zmieścił a tutaj jeszcze kilka osób śmiało mieści się. standardem są tu otwarte drzwi, które powodują kolejne wolne miejsca. później lokalne bemo i na koniec prom.
- dzisiaj wypożyczyliśmy sobie skuter i zrobiliśmy prawie 100 km. pojechaliśmy zobaczyć pola ryżowe oraz najważniejszą świątynie na Bali - Pura Besakih.
- Sama świątynia bardzo ciekawa, lecz niestety ludzie dookoła, a tak na prawdę grupy naganiaczy psuja klimat. najpierw próbują wypożyczyć sarong, bez którego nie można wejść, wiec kupiliśmy własne, a później każdy chce być twoim przewodnikiem, bo bez niego niby nie możesz wejść zobaczyć z bliska budynków. oczywiście wszystko to BZDURY. dzięki rzetelnej informacji turystycznej nie daliśmy się wmanewrować i poszliśmy sami zwiedzać.
- w drodze powrotnej trafiła nas niezła ulewa przez 2 godziny, zatem nieźle zmoknęliśmy. teraz po dotarciu do miasta, siędzimy w knajpie i grzejemy się cieplutkimi zupkami. jutro uciekamy najprawdopodobniej do centrum kulturalnego Bali - czyli miasta UBUD.

- 2011-09-29 20:26:33, Ubud - Legong Trance & Paradise Dance
- dzisiaj kulturalny dzień, dlatego wybraliśmy się na pokaz jednego z balijskich tańców. trochę nie do końca wiedząc, na co się decydujemy, zawierzyliśmy chłopakowi, u którego śpimy. powiedział, że nie będziemy żałować i miał rację.
- pokaz trwał ok. 80 minut i działo się wiele. wszystko w rytmie klasycznej muzyki granej na żywo, najpierw jedna postać, później wymalowane na złoto dziewczyny w tańcu, gdzie liczy się każdy gest, każde skinienie palcem, każdy grymas, następnie opowieść o księciu i złych duchach i wiele innych rzeczy. wieczór trzeba uznać za bardzo udany.

- 2011-09-30 14:56:54, Ubud - Monkey Forest
- rano udaliśmy się zobaczyć to mityczne miejsce, gdzie jest mnóstwo małp, które ochoczo biegają po alejkach i zaczepiają turystów. tak jest w rzeczywistości, że trzeba mieć wszystkie kieszenie pozapinane na zamek, plecak szczelnie zapięty, bo potrafią po tobie wbiec i próbować coś z niego wyciągnąć.
- my prawie straciliśmy opakowanie od aparatu, jak jedna małpa wyczula szczelnie zapakowane ciastka w plecaku zamkniętym na zamek. ułamek sekundy później i bylibyśmy stratni.
- małpy biegają wszędzie i oczekują ze dostana cos do jedzenia. najchętniej wcinają banany, które można tu kupić od obsługi. są malutkie i takie całkiem duże, które są najbardziej waleczne. część z samców nie zadowoli się jednym bananem i jak jesteś nieostrożny potrafi wyrwać ci cala kiść. do tego dochodzą bijatyki pomiędzy nimi.
- generalnie bardzo ciekawe miejsce z klimatem, zwłaszcza jak odwiedzi się je rano, gdy jeszcze nie ma tylu turystów.

- 2011-09-30 17:25:00, Ubud - Kecak Ramyana & Fire Dance
- przedstawienie bardzo różne od tego, co widzieliśmy wczoraj. tym razem całkowicie bez instrumentów. zamiast tego był chór około 60 mężczyzn, który przez cały pokaz historii Ramyany stanowił tło w postaci dźwięków: "chak-a-chak-a-chak". przedstawienie bardzo ciekawe, dużo się dzieje, wszyscy bardzo ładnie ucharakteryzowani. najfajniejsze jak zawsze są ukazane postaci symbolizujące zło, czyli różnego rodzaju potwory.
- na koniec grupa pokazała jeszcze jeden element, a mianowicie stary, typowo balijski, sposób na wypędzenie choroby z człowieka - podobno stosowany do dzisięjszych czasów. jest to taniec ognia. na środku sceny znajduje się kopiec podpalonych kokosowych łupin. na scenę wchodzi facet wprowadzony w trans, na czymś, co symbolizuje konia. wielokrotnie bosymi nogami rozgarnia płonące łupiny, po całej podłodze. taniec trwa praktycznie aż wypalą się do końca. trwało to kilkanaście minut i po zakończeniu mężczyzna miał jedynie brudne stopy, bez żadnych śladów poparzeń.

- 2011-10-01 17:43:26, Nusa Lembongan - plantacje wodorostów
- przenieśliśmy się na małą wyspę Nuse Lembongan, tam gdzie piękne białe plaże i krystalicznie czysta woda, do wioski Jungutbatu, gdzie żyją "farmerzy" trudniący się uprawianiem wodorostów. idąc wzdłuż wybrzeża napotykamy setki małych łódeczek, zapakowanych po brzegi różnokolorowymi wodorostami: zielone, żółte, pomarańczowe i brązowe. panie ładują do swoich koszy ile tylko się zmieści, aby po chwili włożyć sobie na głowę pakunek i przenieść to przed swój dom. tutaj następuje wysypanie zawartości, rozłożenie na płachtach i trzeba czekać aż wyschnie.
- inni w tym czasię opróżniają kolejne kosze, dzielą zawartość, bo część odpowiednio przygotowana wróci do morza, aby "posadzić" i po około miesiącu zebrać towar. praca nie jest lekka, lecz jak widać całe rodziny trudnią się tym zajęciem: od najmniejszych, którzy rozplątowują sznurki, po najstarszych.

- 2011-10-03 09:44:03, Sanur
- ostatnia włóczęga po miasteczku znajdującym się na Bali. główny chodnik, który biegnie wzdłuż morza ma kilka kilometrów. dookoła mnóstwo miejsc gdzie można znaleźć nocleg dla każdego: od trawelersow za kilka dolarów po wielkie wille z basenami i kompleksami za kilkaset dolarów za noc. z zewnątrz wygląda to na prawdę dobrze.
- dookoła mnóstwo budek z wyrobami z bawełny, tradycyjne maski, wyroby z drewna, wikliny bambusą itd.. dookoła słychać tylko Hello Mister. Please have a look. Good price. Morning prices. gdy tylko wejdzie się na zwykłą uliczkę, każdy chce ci zaoferować transport.
- woda jest bardzo czyta, plaża nieskazitelnie biała i można uprawiać praktycznie każdy sport wodny.

- 2011-10-04 09:54:32, Bali - lotnisko
- wszędzie jest napisane, ze to lotnisko Denpasar, pomimo, ze samo miasto leży kilkadziesiąt kilometrów stad, a najbliżej leży Kuta. dostać się tu nie jest łatwo. Pomimo, ze w Sanur jest cos takiego jak shuttle bus, to każdy skutecznie próbuje nas odwieźć od tego pomysłu oferując swój samochód.
- koniec końców, okazuje się, że poranny shuttle juz nie jeździ i trzeba jednak skorzystać z private car. po długich negocjacjach ceny znajdujemy samochód za równowartość shuttle busa.
- 30 minut jazdy i jesteśmy na lotnisku. teraz oczekujemy na lot do stolicy Indonezji - Jakarta.
- niestety nasze wakacje praktycznie dobiegają końca. jeszcze dwa dni spędzimy na włóczędze po jednym z największych miast Indonezji i będzie trzeba się pakować na lot do domu.
- przed wyjazdem wydawało się ze prawie 4 tygodnie to mnóstwo czasu, a to tak na prawdę chwila, a jednak aż tyle się wydarzyło. człowiek chciałby w każdym miejscu spędzić więcej czasu.
- tutaj w chwili obecnej mamy ponad 30 stopni, żar leje się z nieba, filtr 50 cały czas w użyciu, codziennie raczymy się wybornymi świeżo zmiksowanymi sokami: banan, limonka, papaja, pomarańcza, awokado, kokos od koloru do wyboru.
- Owoce morza są po prostu znakomite jak i inne przysmaki tutejszej kuchni...
- ach chyba musze skończyć, bo ślinka cieknie.... pozdrawiamy wszystkich czytających...

- 2011-10-04 18:50:13, Jakarta - stolica Indonezji
- jesteśmy tu zaledwie parę godzin, lecz juz widać jak wielkie to miasto. co prawda zamieszkuje je zaledwie ponad 8 mln. ludzi, lecz to, co tu się dzieje na ulicach ciężko opisać. tysiące skuterów, dziesiątki tysięcy samochodów, dużą ilość autobusów i innych pojazdów. wszystko to na raz toczy się wielopasmowymi ulicami tego miasta trąbiąc i nawołując. nie wiem jak do końca są tu skonstruowane przepisy ruchu drogowego, bo nie mogę znaleźć w tym logiki poruszania się: jest czerwone światło i pomimo tego cześć pasów jedzie, jest zielone, cześć osób stoi. do tego dokładamy jeszcze kierowców na skuterach, dla których "pod prąd" i "pod zakaz" to można powiedzieć norma przetrwania w tej aglomeracji.
- jesteśmy w centrum miasta, więc wielkie drogie hotele oraz centra handlowe można powiedzieć, że są na każdym większym skrzyżowaniu. do tego drapacze chmur po kilkadziesiąt pięter... uff to chyba byłoby na tyle z dzisięjszego szybkiego oglądania...

- 2011-10-05 21:23:31, Jakarta - włóczęga
- gorąco, bo ponad 32 stopnie, do tego duszno, ponieważ większość dookoła jeździ starymi gratami, które na maxa kopcą i zatruwają powietrze, a także potwornie śmierdzi, gdy zejdzie się z głównej ulicy, gdzieś w boczne, ponieważ kanały zawalone są organicznymi odpadkami, które się rozkładają.
- pomimo tego, że jest to ogromne miasto, które potrafi zmęczyć jest tu tak jakoś inaczej niż w całej Indonezji. niby ludzie ci sami, a jednak inaczej. słowo "inaczej" nie ma w tej chwili ani pozytywnego ani negatywnego znaczenia, jest po prostu obojętne.
- po męczącym włóczeniu się ulicami zorganizowaliśmy sobie typowo Europejski wieczór: najpierw kino 3D i obraz "Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach" a później odwiedzamy Burger Kinga.... ach, jaka to odmiana od azjatyckiej kuchni...
- jutro pakowanie i uderzamy na lotnisko. niestety kończy się nasza przygoda z Azją...

- 2011-10-06 08:35:38, Jakarta - ostatni dzień
- kurcze nie wiem jak to jest. są wakacje, nigdzie nam się nie spieszy, jest przyjemnie, a prawie codziennie wstajemy wcześniej niż w normalny "roboczy" dzień - i to bez jakiegokolwiek budzika. człowiek szybciej idzie spać to i szybciej wstaje. normalnie o tej porze jestem w drodze do pracy, a tutaj za chwile podejmę tą ważną decyzje dnia dzisięjszego, że już czas i wyruszę, aby pokonać kilka stopni po schodach do knajpki pod nami, aby zamówić śniadanie. tak to już jest - przyjemnie...
- później powolne pakowanie całych naszych gratów w plecak i wyruszenie w stronę lotniska. jak już o tym mowa to jesteśmy kilka minut spacerkiem od dworca kolejowego Gambir, skąd odjeżdżają shuttle bus na lotnisko za raptem 20.000 IDR. alternatywą jest prywatny transport za 140.000 IDR, na który dosyć często jesteśmy namawiani przez ludzi oferujących tego typu usługi. trochę się nam dziwią, że jak to nie chcemy skorzystać z ich rewelacyjnej oferty, przecież wszyscy inni ochoczo korzystają.
- pewnie jeszcze coś napiszemy już z lotniska, a teraz pozostaje nam po raz kolejny pozdrowić całe towarzystwo czytających ten "mini-diary"

- 2011-10-08 18:39:31, Powrót
- jak zawsze na każdy wyjeździe pojawia się ten nieszczęsny dzień, że trzeba zapakować wszystkie graty, które się ze sobą przywiozło oraz dopakować te, które się nabyło do plecaka, przemieścić się na lotnisko i oczekiwać lotu.
- tym razem był to bardzo czasochłonny proces, ponieważ powrót składał się z kilku elementów: najpierw 2 godziny lotu do Singapuru (stopover), kolejne ponad 12 godzin lotu do Istambułu, następnie 12 godzin oczekiwania na lot do Berlina, następnie 2,5 godzinny lot i dalej już tylko 5 godzin jazdy samochodem i jesteśmy znowu w domu. uff trochę tego było... ale jak zawsze wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć.
- teraz pozostaje spędzenie wielu godzin przed ekranem komputera, aby opisać to wszystko, co się wydarzyło na wyjeździe, przygotowanie zdjęć oraz filmów i publikacja na niniejszej stronie dla potomnych :) jednym słowem czeka mnie mnóstwo pracy...
- jak widać z powyższego opisu, będzie to długotrwały proces, więc proszę o wyrozumiałość. najpierw musimy trochę odsapnąć po wyjeździe i przestawić się na to paskudne zimno i deszcz, które widać za oknem.
- ZATEM JESTEŚMY ZDROWI I BEZPIECZNI JUŻ W DOMU i jest to prawdopodobnie ostatni wpis z tego wyjazdu w tym diary
- pozdrawiamy wszystkich czytających... do zobaczenia.



