Potrawy, które próbowałem w Norwegii – jedzenie w Norwegii

Norwegia to nie tylko niesamowite widoki, przepiękne krajobrazy, fiordy, górskie rzeki, góry i zatoczki. To nie tylko przestrzenie, lasy, jeziora i morze. Norwegia to także oryginalne jedzenie, które jak w każdym kraju warto skosztować. Zatem co warto spróbować w Norwegii? Jak smakuje renifer, łoś, wieloryb, norweski ser brunost, czy rybny pudding?

Osoby, które mnie znają, wiedzą, że pomimo tego, że nie wyglądam na takiego to lubię i potrafię zjeść. Nawet jeśli nie jest blog kulinarny, a podróżniczy to jadąc do kraju warto także poznać jego smaki. Matka Natura nie wyposażyła mnie w wykwintne podniebienie i szlacheckie kubki smakowe, które są w stanie odróżnić winogrono, które dojrzewało w południowych częściach winnicy od tych rosnących na północnych zboczach. Piwo zawsze będzie dla mnie za gorzkie, a wino za cierpkie – po prostu zupełnie nie smakują mi takie trunki.

Jeżeli mówimy o jedzeniu w Norwegii to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Podróże to dla mnie także próbowanie lokalnej kuchni, smaków, potraw, których nie dostanę do jedzenia w domu. Zatem jak tylko mam okazję próbowania nowych rzeczy to z niej korzystam. Wychodzę z założenia, że lepiej kilka razy spróbować i później narzekać, że paskudne niż nie spróbować i nie wiedzieć czy było warto.. Pisałem jakiś czas temu o tym jak smakuje durian, popularny zgniły szwedzki śledź Surströmming, hummus czy też o tym, co warto spróbować w Malezji. Teraz przyszedł czas, aby spróbować jedzenia w Norwegi. Poniżej znajdziecie dania i smaki, które próbowałem.

jedzenie w norwegii
Jeden z wielu posiłków na wyjeździe. Od lewej: Marcin, Wiktor, Piotr, Agnieszka, ja. /fot. Agnieszka z Nordtrip.pl /

Kojarzycie typowo polskie wciskanie jedzenia na siłę przez babcie, rodziców, ciotki i wujków i pytanie po 10 razy o to samo?

  • – Jesteś głodny?
  • – Nie, dziękuję.
  • – A może jednak coś zjesz?
  • – Nie, dziękuję. Jestem pełny
  • – A może kawałeczek? Tego na pewno nie jadłeś jeszcze?
  • – Nie, dziękuję…. aż w końcu dla świętego spokoju zgadzacie się, aby coś zjeść.

Uważajcie, bo w Norwegii tak nie ma – od norweskiej gospodyni padnie tylko jedno pytanie o to czy chcemy coś do jedzenia i jak odmówimy to już drugi raz nas nikt nie poprosi. Zatem jeżeli jesteście głodni to kurtuazyjnie nie odmawiajcie, bo pójdziecie głodni spać :).

Na wstępie mała uwaga. Tak, jestem mięsożercą i nie mam z tym żadnego problemu. Kocham zwierzęta – od małego wychowywałem się z psami. Pomimo, że mój dziadek, któremu często pomagałem w karmieniu, hodował krowę, świnię, kury, króliki, czy kaczki to nie mam najmniejszego problemu z ich jedzeniem. Jem zarówno mięso, owoce morza, ryby jak i warzywa. Zupełnie mi to nie przeszkadza jak również nie przeszkadza mi, że ktoś stosuje dietę wegetariańską, wegańską, frutariańską czy jeszcze inną.
Nie jestem również kulinarnym masterchefem. Można powiedzieć, że mam bardzo podstawowe oczekiwania do jedzenia – po prostu musi mi smakować i tyle i w takim kontekście dokonuję podziału. Zatem jeżeli spodziewacie się bujnych rozważań nad smakiem, wyczuwaną wonią czegoś tam, przypominające jeszcze coś innego to nie znajdziecie tego w poniższym wpisie. Będzie prosto, zero-jedynkowo: smakowało – nie smakowało, polecam – nie polecam (zawsze rekomenduję, aby każdy wyrobił sobie własne zdanie).

Wszystkie dania – od śniadania po kolację – podczas wakacyjnego wyjazdu serwował Wiktor z Nordtrip, który oprócz bogatego programu wycieczek dodatkowo chciał nam pokazać jak smakuje norweskie jedzenie to typowe i to jak dla Polaków często zaskakujące w smaku, konsystencji i zupełnie odmienne od tego co znamy. Sami sprawdźcie co wchodzi w skład wycieczek organizowanych przez Wiktora na ich stronie.

W domu Agnieszki i Wiktora nie musieliśmy pamiętać o zasadach panujących u norweskiej gospodyni – jadła i napitków było do woli i o każdej porze dnia i nocy można było zjeść coś smacznego. Czuliśmy się jak u siebie w domu więc bez kurtuazji najadałem się więcej niż do syta. Jeżeli chcecie podczas zwiedzania Norwegii skosztować m.in. norweskie jedzenie to szczerze polecam kuchnie serwowaną przez Wiktora.  A co w domu Wiktora można zjeść (wybór ograniczyłem tylko do dań, które były dla mnie zaskoczeniem).

Łosoś

Norwegia jest czołowym producentem łososia atlantyckiego na świecie. Doskonałe warunki naturalne sprawiają, że powstają kolejne akwakultury, w których hodowany jest łosoś. Według statystyk Polska i Francja jest jednym z głównych odbiorców łososia w Europie.
Nie wnikając w to, czy łososie hodowane w Norwegii są faszerowane niezliczoną ilością antybiotyków (tutaj pozostawiam te kwestie licznie spierającym się naukowcom dowodzących swoich kwestii) spróbowałem. Smak łososia atlantyckiego produkowanego w Norwegii jest dla mnie dokładnie taki sam jak ten, którego można kupić w Polsce. Jest smaczny, soczysty i dobry.
O tatarze nawet nie będę wspominał. Generalnie nie lubię tatara – ani mięsnego, ani rybnego, ale jak już mówiłem wcześniej zawsze wszystkiego spróbuję. Po pierwszym kęsie żałowałem, że nie chciałem całej porcji. Następnego dnia już wiedziałem co powiedzieć. Pychota.
Cena: ok. 200-400 NOK/kg zależnie od jakości ryby.

jedzenie w norwegii tatar z łososia
Tatr z łososia – cud, miód i orzeszki – pychota.
jedzenie w norwegii łosoś
Najbardziej znana ryba w Norwegii – łosoś atlantycki.

Renifer Św. Mikołaja

Będąc jakiś czas temu w Szwecji próbowałem suszonego mięsa z renifera. Było bardzo twarde, sztywne i nie bardzo pamiętałem smaku. Tym razem renifer pojawił się na naszych talerzach przygotowany w postaci pokrojonego w cienkie paski gulaszu. Jak smakował renifer? Mięso było bardzo aromatyczne i zupełnie niepodobne w smaku do tego, co kiedykolwiek wcześniej jadłem. Po prostu bardzo charakterystyczny, ciemny smak dobrej jakości mięsa. Konsystencją przypominał wołowy gulasz, lecz aromat całkowicie inni. Warto spróbować.
Cena: ok. 350 NOK/kg.

jedzenie w norwegii renifer na gulasz
Renifer przygotowany na gulasz.

Łoś – „super ktoś”

Praktycznie przy każdej drodze znajdziemy znak ostrzegający przed łosiami. To jedno z największych zagrożeń na drodze i nikt nie chce go spotkać, gdyż najczęściej kończy się to śmiercią dla obu stron. Wiedziałem, że jak tylko będzie okazja to spróbuję tego zwierzaka.
Pierwsze podejście to salami z łosia – intensywne, zwarte i tłuste. Jednak, aby naprawdę posmakować to czekałem na obiad, na którym była zaserwowana pieczeń z łosia. Fenomenalne intensywne w smaku ciemne mięso. Smakuje wybornie, chyba nawet lepiej niż renifer. Prawdziwa uczta! Gorąco polecam – koniecznie spróbujcie tego specyficznego smaku.
Cena: ok. 350 NOK/kg.

jedzenie w norwegii salami z łosia
Salami z łosia.
jedzenie w norwegii salami z łosia
Salami z łosia na pizzy.
jedzenie w norwegii pieczeń z łosia
Pieczeń z łosia jeszcze w wersji surowej.
jedzenie w norwegii pieczeń z łosia
Przepyszna pieczeń z łosia na moim talerzu. Smacznego.
jedzenie w norwegii łoś
Pożeram przepysznego łosia. /fot. Wiktor z Nordtrip.pl/

Jak smakuje wieloryb?

Wieloryb był dla mnie dużym zaskoczeniem – nigdy nie jadłem tego rodzaju mięsa. Przygotowany przez Wiktora podobnie do steku na lekko krwiście. Bardzo soczysty w środku i znów bardzo, chyba najbardziej, intensywny w smaku. Niestety kolejny raz smak nie był podobny do niczego innego co jadłem wcześniej. Konsystencja mięsa najbardziej zbliżona do dobrej jakości wołowiny na steak’a. Pychota. Polecam spróbować.
Cena: ok. 300 NOK/kg

jedzenie w norwegii wieloryb
Stek z wieloryba.
jedzenie w norwegii wieloryb
Stek z wieloryba.

Brunost (brązowy ser) – największe zaskoczenie

Brunost to chyba największe zaskoczenie wyjazdu do Norwegii. Brusnost to typowy słodko-słony w smaku ser Norwegii zapoczątkowany w połowie XVIII w. przez Anne Haav. Występuje w wielu odmianach – od ciemno żółtej do ciemno brązowej barwy. Każdy z nich różni się też ilością karmelowego posmaku, rodzaju pochodzenia składników: serwatka, mleko, śmietana oraz zawartości tłuszczu. Wersja Ekte geit to tylko składniki od kozy, Gudbrandsdalost to mieszanka produktów krowich z domieszką mleka koziego, a Fløtemysost składa się tylko z produktów od krowy. Za słodkawy posmak odpowiada ostatnia faza produkcji brunosta – karmelizacja. Jeżeli kogoś interesują szczegóły produkcji norweskiego sera to odsyłam do źródła.
Tradycyjnie podaje się go na kawałku ciemnego chleba ze słodką konfiturą. Jedni zachwycają się tym smakiem, drugim zupełnie nie podchodzi, a jeszcze inni spróbują kawałek i im wystarczy. Na pewno smak jest bardzo specyficzny. Trochę przypomina polską krówkę z dodatkiem soli. Niby połączenie słodyczy i soli nie jest niczym nadzwyczajnym, lecz na pewno jak spróbujemy duży kawałek brunosta bez dodatków to po jednej, niewielkiej kostce mamy dość na jakiś czas. Z chlebem bądź na pizzy można go zjeść o wiele więcej. Polecam spróbować.
Cena: ok. 100 NOK/kg zależnie od rodzaju sera.

jedzenie w norwegii brunost norweski ser
Sklepowa półka wypełniona norweskim serem – brunost.
jedzenie w norwegii brunost
Brunost – norweski ser pokrojony w kosteczki

Fiskepudding czyli rybny pudding/budyń

Fiskepudding to kolejne typowo norweskie jedzenie. Wielu Norwegów twierdzi, że nie wyobrażają sobie śniadania bez tego składnika. To coś na kształt puddingu, budyniu – podobno składa się z mąki i zmielonych ryb. Można go podawać na ciepło z krabowym sosem lub na zimno z kawałkiem chleba. Wielu Norwegów robi fiskepudding u siebie w domu, lecz można go kupić w każdym markecie.
Jak smakuje Fiskepudding? Smak ma ewidentnie rybny a stała konsystencja przypomina twardą galaretkę, mocno zmieloną grubą parówkę, a także coś co próbowałem w Szwecji – bloodpudding. Nie wiem dlaczego Skandynawowie mają zamiłowanie do dziwnych puddingów? Fiskepudding to zupełnie nie mój smak. Próbowałem kilka razy i za każdym razem przekonywałem się, że to nie mój smak. Jest paskudny. Jednak warto samemu spróbować, aby przekonać się, czy Wam odpowiadają takie rarytasy :)
Cena: ok. 150 NOK/kg.

jedzenie w norwegii fiskepudding pudding rybny
Tradycyjny fiskepudding – pudding rybny. Najczęściej w postaci takich „kiszkowych” opakowaniach.

Po powyższej liście widzę, że to pewnie niewielki fragment norweskiej kuchni. Jest jeszcze wiele innych potraw, których nie zdołałem spróbować. Tydzień czasu to nie aż tak dużo. Słyszałem o lutefisk (suszony na wiór, a później moczony i gotowany dorsz), ale pewnie jeszcze o wielu nie wiem. Podpowiecie co jeszcze warto spróbować będąc w Norwegii? Przecież nie byłem tam ostatni raz :)

Newsletter

Podobał Ci się artykuł i zdjęcia? Chcesz być zawsze na bieżąco i jako pierwsza/y otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na blogu? Zapisz się do newsletter'a. Obiecuję zero spam'u

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podobają Ci się artykuły i zdjęcia?

Chcesz być zawsze na bieżąco?
Chcesz jako pierwsza/y otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na blogu? Zapisz się na newsletter. Obiecuję zero spam'u