Podróż do Nowej Zelandii: Lake Tekapo, Mount Cook, Isthmus i Roy’s Peak, Wanaka

Wyruszamy w kolejną niesamowitą przygodę na dosłownie drugi koniec świata. Tym razem wybieramy się w podróż do Nowej Zelandii, aby spełnić nasze kolejne podróżnicze marzenie. Od bardzo dawna chcieliśmy zobaczyć piękno tego kraju, móc przejść niesamowite szlaki i nacieszyć oko widokami. To co, zaczynamy!!!

Ze względu na obszerność wpisów i zdjęć naszą relację z podróży do Nowej Zelandii musieliśmy podzielić na trzy części. Poniżej zapraszamy do pierwszej z nich, w której skupimy się na Wyspie Południowej i powoli będziemy odrywali jej piękno. Odwiedzimy stolicę tolkienowskiej krainy Rohanu, Edoras, zobaczymy niesamowicie niebieskie jezioro Tekapo i Pukaki, oraz zapolujemy na zdjęcie Drogi Mlecznej. Wybierzemy się podziwiać najwyższy szczyt Nowej Zelandii, czyli Mount Cook (Aoraki) oraz pójdziemy na kilka bardzo malowniczych górskich wędrówek. Brzmi ciekawie? Na koniec tej części pokażemy Wam słynne drzewo wyrastające wprost z jeziora Wanaka.
Serdecznie zapraszamy na naszą wirtualną podróż do Nowej Zelandii.

Podróż do Nowe Zelandii: Lake Tekapo, Mount Cook, Isthmus i Roy’s Peak, Wanaka

2028.02.10, Kia Ora, czyli witamy z Nowej Zelandii!!!

Nie będziemy trzymać was więcej w niepewności. Po 3 lotach i prawie 30 godzinach podróży wylądowaliśmy w Auckland. Jeszcze tylko ostatni 4. lot na Wyspę Południową, odbiór samochodu, krótka droga do hotelu i idziemy spać. Jutro napiszemy coś więcej!

nowa zelandia informacje praktyczne
Kia ora! Popularne maoryskie powitanie w Nowej Zelandii, oznaczające „cześć”, „witaj” lub „bądź zdrów”

2026.02.10, Nasz najdłuższy lot ever

Jak to mawiał klasyk „Ja to proszę pana, mam bardzo dobre połączenie…”.

Jeżeli spojrzymy na globus, to Nowa Zelandia znajduje się dokładnie po przeciwnej stronie niż Polska. Podobno nie da się już dalej polecieć. Zatem jak wyglądała nasza trasa?
Startowaliśmy z Warszawy, krótko, bo 2,5-godzinny lot do Stambułu. Był prawie godzinę spóźniony ze względu na mgłę na tureckim lotnisku. Duże zaskoczenie, że nawet na tak krótkim locie dostaliśmy normalną kolację. Pyszny kurczak z ryżem i warzywami. W Stambule czekaliśmy dosłownie godzinkę i wsiedliśmy do wielkiego samolotu lecącego do Kuala Lumpur. Czas lotu to trochę ponad 10 godzin.
Muszę przyznać, że tureckie linie bardzo dobrze karmią. Musaka z wołowiną na kolację, naleśniki na śniadanie i oczywiście desery. Do tego na pokładzie każdy dostaje małą kosmetyczkę: skarpetki, zatyczki do uszu, szczoteczka i pasta do zębów oraz papcie.
W Kuala Lumpur czekaliśmy niecałe 4 godziny, aby wsiąść do kolejnego samolotu. Lot do Auckland trwał 10,5 godziny.
W Nowej Zelandii kontrola bezpieczeństwa i sanitarna przebiegła dosyć sprawnie. Tylko nasz namiot poszedł na dodatkowe sprawdzenie. W sumie cały proces trwał max. 30 min. Warto było wcześniej przeklikać w telefonie deklarację NZDT, aby nie musieć tego robić papierowo.
Wskakujemy do darmowego busa, aby przedostać się na lokalne lotnisko, skąd lecimy do Christchurch, czyli na Wyspę Południową. To tylko 1,5 godziny lotu i jesteśmy w docelowym miejscu.
Następnie dosyć szybko odbiór samochodu, po drodze zakupu w markecie i hotel. Szybki prysznic i łóżko!!!!! Cała nasza podróż do Nowej Zelandii trwała ok. 35 godziny. Idziemy spać. Pozdrawiamy!!!

2026.02.11, Mount Sunday, filmowa stolica Rohanu, Edoras

Nasza pierwsza atrakcja w Nowej Zelandii. Generalnie to nie jesteśmy fanami książek Tolkiena z serii Władca Pierścieni ani ich ekranizacji. To nie nasze klimaty. Trochę na siłę przed wyjazdem do Nowej Zelandii oglądnęliśmy pierwszą część, aby moc zobaczyć krajobrazy, których później będziemy szukali na miejscu ;).
Dzisiaj wybraliśmy się do jednego z takich miejsc. Położone trochę na uboczu wzgórze Mount Sunday. To filmowa stolica Rohanu, Edoras. Samego miasteczka już nie ma, ale za to widoki ze szczytu są iście baśniowe.
Na szczyt prowadzi krótki szlak, a dookoła znajdują się przepiękne krajobrazy. Po drodze przechodzi się przez krótki, wiszący most. Nadii bardzo spodobała się ta atrakcja, bo całkiem fajnie bujało. Wszędzie dookoła niesamowite góry, potok oraz dolina. Do tego idealna pogoda, trochę słońca, piękne chmurki. Czego chcieć więcej?
Nawet dojazd do tego miejsca jest w pięknej scenerii a po drodze obowiązkowy stop przy jeziorze Clearwater!
Cieszy nas, że Nowa Zelandia tak pięknie nas przywitała. Nie możemy się doczekać, co jeszcze ma na do zaoferowania.

nowa zelandia mount sunday edoras rohan władca pierścienia
Podróż do Nowej Zelandii. Mount Sunday i przepiękne krajobrazy.

2026.02.11, Lake Tekapo

Przyjechaliśmy nad jezioro Tekapo po południu więc charakterystyczne kolory jeziora były mało intensywne. Dlatego na początek jezioro zobaczyliśmy od strony malutkiego kościółka The Church of the Good Shepherd, gdzie było mnóstwo kręcących się ludzi. Trudno się dziwić, bo faktycznie jest przepięknie położony. Dookoła góry, jezioro i przepiękne widoki.

2026.02.11, Lake Tekapo – kolacja

Postanowiliśmy zjeść kolację właśnie z takim widokiem. Do tego zachodzące słońce rozpaliło niebo do czerwoności. Ach jakie to życie jest proste: rodzinka, piękne miejsce i coś do jedzenia.

2026.02.11, Lake Tekapo – Dark Sky Reserve

Okolica jeziora Tekapo leży na terenie rezerwatu ciemnego nieba (Dark Sky Reserve) więc nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności, aby nie spróbować upolować Drogę Mleczną.
Najpopularniejszym miejscem są oczywiście okolice kościółka, który widzieliśmy za dnia. Oj to była dobrze ciemna noc, pełna niesamowitych gwiazd i sporej ilości przeszkadzających turystów, którzy też chcieli zrobić zdjęcie telefonem, ale ciągle świecili latarkami po oczach :(.

nowa zelandia lake tekapo milky way The Church of the Good Shepherd
Podróż do Nowej Zelandii. Lake Tekapo. The Church of the Good Shepherd z Drogą Mleczną.

2026.02.12, Spacer do obserwatorium Mt John Walkway

Rano wybraliśmy się na krótki trekking Mt John Walkway z przepięknymi widokami na jezioro. Szlak to taka przyjemna 9 km pętelka. Początkowo szliśmy do obserwatorium, gdzie także znajduje się kawiarnia, a później wzdłuż brzegu jeziora.
Jezioro Tekapo ma powierzchnię ok. 87 km2 i powstało 17 tys. lat temu w wyniku cofnięcia się lodowca. Pisma podają, że ma wymiary ok. 27 km na 6 km. Lake Tekapo to nasze pierwsze duże jezioro z efektem „wow” w Nowej Zelandii. Dlaczego wow? Po pierwsze, bo ma magicznie niebieską lub turkusową barwę wody. Oczywiście kolor mocno zależy od położenia słońca i chmur, ale tak intensywnie niebieskiego koloru wody to chyba jeszcze nie widzieliśmy. Do tego położone jest pośród pięknych Alp Południowych.
Im wyżej byliśmy, tym kolory wody były bardziej turkusowe i bardziej intensywne. Nie były potrzebne żadne filtry czy photoshop. Iście czysta natura bez ulepszeń. Zdecydowanie warto się wybrać na ten szlak.

2026.02.12, W stronę Mount Cook’a/Aoraki

Nasza podróż do Nowej Zelandii nie mogła zawierać tego miejsca. Dzisiaj zmieniamy lokalizację i udajemy się w stronę najwyższego szczytu Nowej Zelandii, czyli Mount Cook/Aoraki (oryginalna nazwa szczytu w języku Maorysów) ma wysokość 3724 m n.p.m. i znajduje się w Alpach Południowych.
Po drodze mijamy piękne jezioro Pukaki o równie intensywnie turkusowej barwie co jezioro Tekapo, nad którym góruje Mount Cook. Jadąc wzdłuż jeziora, nie sposób nie zatrzymać się choćby w kilku widokowych miejscach. Każde z nich pięknie pokazuje krajobraz z górą Aoraki w tle.
Na końcu doliny znajduje się nasz dzisiejszy nocleg, czyli parkowy camping White Horse Hill Campground. Pytaliście, czy w Nowej Zelandii będziemy spali pod namiotem? Tak tutaj pod Mount Cookiem oraz wcześniej nad Lake Tekapo i jeszcze później w jednym czy dwóch miejscach. Dlaczego tak? Bo lubimy spać pod namiotem, lubimy być blisko natury i przede wszystkim, bo są tu iście epickie widoki wprost na campingu. Zobaczcie sami.

2026.02.12, Mount Cook/Aoraki – Hooker Valley Trail

Dotarliśmy pod Mount Cook’a i szybko wybraliśmy się na podobno jeden z najładniejszych krótkich szlaków w tej okolicy. Mianowicie chodzi o Hooker Valley Trail. Niestety obecnie dostępna jest tylko jego niewielka część, bo drugi most został zniszczony i obecnie trwają prace, aby go odbudować.
Nie miało to dla nas większego znaczenia, poza niedosytem, że nie możemy przejść całego szlaku. Natomiast od samego początku już wiemy, dlaczego to najpopularniejszy szlak i tak często odwiedzany przez turystów. Ścieżka jest prawie po płaskim z kilkoma lekkimi wzniesieniami. Biegnie niesamowitą doliną z przepięknymi widokami. Po dojściu do pierwszego wiszącego mostu pierwszy raz „zbieraliśmy szczęki z podłogi”.
Widoki po prostu rozkładają na łopatki. Monumentalne szczyty dookoła, płynąca, jasna woda w korycie rzeki i kawałki lodowca na zboczach. Po prostu Wow!!! Sam most to też atrakcja sama sobie. Ciekawe, dlaczego tutaj często spotyka się mosty wiszące, a u nas nie ma ani jednego? Wie ktoś? Po drodze mocno wiało. Do tego silny wiatr wzbijał tumany kurzu i piasku, ale i tak było przepięknie.
Ps. Dopisze, bo później zapomnę, ale co jakiś czas było słychać i widać odłamujące się kawałki lodu spadające z gór. Odgłos niczym jakby gdzieś w pobliżu jechał pociąg towarowy!!!

2026.02.13, Ulewa pod Mount Cook

W nocy bardzo mocno wiało, co pod namiotem czuć zdecydowanie mocno. Do tego w środku nocy zaczęło padać. Na początku delikatnie, a później już zdecydowanie mocniej. Prognozy były, że nad ranem ma być ulewa, która potrwa do popołudnia. Niestety to mocno pokrzyżowało nasze plany, bo mieliśmy pójść na długi i dosyć wymagający trekking do Mullers Hut przy okazji zahaczając o Sealy Turns. W ulewie i z nisko zawieszonymi chmurami to żadna przyjemność.
Dobrze, że na kempingu jest takie duże pomieszczenie, gdzie można gotować, coś zjeść i generalnie przeczekać tę ulewę, zamiast leżeć w namiocie. Zwłaszcza że nasz namiot lata świetności ma już za sobą i jak się dzisiaj okazało, ma parę „niedoskonałości”. Są miejsca, gdzie lekko puszcza wodę. No nic. Czekamy na słoneczko nadrabiając zaległości czytelnicze oraz integrując się z innymi turystami. Tak łatwo się nie poddamy.

Jak na razie to ciągle leje i nadal czekamy, aż przejdzie. Po 15:00 ma wyjść słoneczko. Trzymamy kciuki, bo chcemy tu jeszcze pójść w kilka miejsc.

2026.02.13, Mount Cook/Aoraki – Tasman Glacier

Jak to mówią? Cierpliwość jest uznawana za najwyższą cnotę? No i się doczekaliśmy. Koło 16:00 przestało padać i powoli chmury odkrywały coraz to większe kawałki nieba i gór. Szybka decyzja i jedziemy nad jezioro Tasmana, aby móc zobaczyć schodzący do niego lodowiec.
Szlak jest bardzo krótki, bo zaledwie 20-30 minut i doszliśmy na pierwszy punkt widokowy. Kolejny raz muszę to napisać i coś mi się wydaje, że jeszcze nie raz będę musiał użyć tego sformułowania. „Szczęki nam opadły” gdy zobaczyliśmy niesamowite mętnie białe jezioro z majestatycznym lodowcem. Niestety z roku na rok lodowiec coraz bardziej znika i obecnie jego czoło jest dosyć daleko. Jednak widok jest przepiękny!!!
Niesamowite połączenie kolorów, struktur, gór i niebieskiego nieba. Robi to olbrzymie wrażenie. Zdecydowanie warto jeszcze podejść na drugi punkt, gdzie można dojść do samego brzegu jeziora i dotknąć tej wody o temperaturze ok. 3 stopni.
Jeżeli ktoś planuje te okolice Mount Cook to jak dla mnie Tasman Glacier to „must have”.

2026.02.13, Mount Cook/Aoraki – Kea Point

Na zakończenie tego dziwnego dnia, jeszcze poszedłem na okoliczny, króciutki szlak na Kea Point. To dosłownie kilkanaście minut, aby dojść do punktu widokowego na szczyt Mount Sefton, jezioro Mueller Glacier lake i przede wszystkim Aoraki/Mount Cook (jego niższy wierzchołek). Do tego pięknie widać morenę. To bardzo prosty szlak z pięknym finałem. Warto poświęcić niewiele czasu, aby zbliżyć się do moreny, lodowca i kolejny raz robaczyc pięknego Mount Cook’a.
Ps. Dzisiaj w nocy ma już nie padać więc wielkie dzięki za tych co trzymali kciuki!

2026.02.14, Lindis Pass

Zmieniamy lokalizacji. Chciałoby się zostać pod Mount Cook’iem ale jednak inne rejony wzywają. Jedziemy w stronę miejscowości Wanaka, która jest położona nad pięknym jeziorem. Jednak zanim tam dojedziemy to przejeżdżamy przez widokową trasę prowadzącą przez przełęcz Lindis, aby z ładnym widokiem zjeść późne drugie śniadanie. Prawda, że przyjemne miejsce na jedzonko?

nowa zelandia lindis pass
Podróż do Nowej Zelandii. Lindis Pass (971 m n.p.m.) to przełęcz górska położona na Wyspie Południowej, która łączy dorzecze Mackenzie z Central Otago (droga State Highway 8).

2026.02.14, Isthmus Peak

Przed wyjazdem zakładaliśmy, że podczas naszej podróży do Nowej Zelandii, będziemy sporo chodzić po górach.  Dzisiaj w planach mieliśmy wejść widokową trasą na Isthmus Peak. Trasa wg opisu jest dosyć wymagająca, bo to ponad 16 km i 1200 metrów podejścia.
Wystartowaliśmy po południu, a pogoda była bardzo słoneczna. Do tego cała trasa biegnie zboczem skierowanym w stronę malowniczego jeziora Havea. Oj ależ to widokowa trasa!!! Zdjęcia po prostu same się robiły. A samo podejście jest bardzo delikatne, nie ma jakiś super stromizn. Po prostu powoli zdobywa się kolejne metry. Niektóre fragmenty szlaku to piękna łąka lub często pastwiska, gdzie idzie się po miękkim, trawiastym podłożu. Do tego robimy całe mnóstwo przerw, bo bardzo często są przepiękne możliwości na zrobienie zdjęcia.
Na koniec szlak przechodzi na drugą stronę grani, gdzie możemy zobacz drugie jezioro o nazwie Wanaka. Z samego szczytu rozpościera się szeroka panorama na jezioro i malutkie wysepki, a w tle szczytu gór!
Szlak jest mało popularny. Przez cały dzień spotkaliśmy maksymalnie kilkanaście osób. Całość zajęło nam 5 godzin, co biorąc pod uwagę przystanki na zdjęcie, to całkiem spoko.
Ps. Na szlaku, pod koniec, znajduje się toaleta, nieźle co?

2026.02.15, Roy’s Peak

Dzisiaj w planie jest wejście na Roy’s Peak. Bardzo popularny szlak, gdzie wiele osób się wybiera zwłaszcza na wschód słońca. Ach co ten Instagram czasami robi z miejscami. Wejście jest zdecydowanie inne niż na Isthmus Peak. Od razu ścieżka startuje pod górę i tak praktycznie do samego końca. Niestety rano było dosyć pochmurnie więc kolory jeziora Wanaka nie były jakieś spektakularne.
Na szlaku bardzo dużo turystów. Niektórzy już schodzili (pewnie wchodzili na wschód słońca) a inni podobnie do nas wchodzili pod górę. Im wyżej byliśmy, tym więcej chmur przywiało na naszą trasę.
Doszliśmy do najbardziej instagramowego punktu widokowego na tej trasie. Niestety widoczność była praktycznie zerowa, więc poszliśmy dalej w stronę szczytu Roy’s Peak. Na szczycie zameldowaliśmy się po trochę ponad 3 godzinach. Niestety wiało, było chłodno i widoczność praktycznie zerowa. Poczekaliśmy trochę z nadzieją, że chmury zostaną przewiane przez wiatr. Po kilkunastu minutach mieliśmy wrażenie, że są jeszcze gęstsze i widoczność była jeszcze gorsza.
Schodzimy w stronę parkingu. Po zejściu ok. 300 metrów w pionie chmury otworzyły widok i z kilku punktów widokowych ukazał nam się niesamowity krajobraz na jezioro Wanaka, okoliczne szczyty i inne zatoki. Oj pięknie tu!!! Jednak główny szczyt Roy’s Peak nadal był przykryty chmurami.

2026.02.15, Wanaka

Wanaka to dosyć małe miasteczko zamieszkiwane przez ok. 8000 mieszkańców.
Jego centrum to niska zabudowa i sporo knajpek, a wszystko to nad brzegiem jeziora, a dookoła piękne góry. Wszyscy napotkani ludzie uśmiechnięci, spokojnie zajmują się swoimi sprawami, witają się, czasami coś zagadają lub po prostu uśmiechną się i skina głową na powitanie.
Co prawda jesteśmy tu dosłownie na chwilę, ale spodobało nam się tu. Odczuwamy tu dobre wibracje i spokój. Na obiad zjedliśmy pyszne fish and chips, najdelikatniejsze kalmary, jakie kiedykolwiek jedliśmy i przepyszne krewetki, po prostu niebo w gębie. Do tego pyszne i olbrzymie lody na deser i można iść na kamienistą plażę. Z rozkoszą delektowaliśmy się widokiem i lodami, a w tle delikatnie świeci słoneczko. Tak to można spędzać czas.

2026.02.16, Wanaka – słynne drzewo

W Wanaka znajduje się jedno z najczęściej fotografowanych drzew chyba w całej Nowej Zelandii. Charakterystyczne drzewko wyrasta z jeziora i jest ulubionym miejscem przesiadywania kormoranów. Jeżeli dobrze mnie znacie, to wiecie, że nasza podróż do Nowej Zelandii, musiała mieć w swoim planie to drzewko.
Czaiłem się na dobre warunki podczas wschodów i zachodów słońca przez dwa dni, aby spróbować złapać odpowiednie światło i zrobić ładne zdjęcie. Niestety niebo było szczelnie zasłonięte chmurami i tylko raz na kilkanaście sekund pojawiły się blade kolorki. No nic, nie można mieć wszystkiego, ale coś tam zarejestrowałem.

nowa zelandia wanaka podróż do nowej zalendii
Podróż do Nowej Zelandii. Słynne drzewko w Wanaka.

To koniec pierwszej części naszej wirtualnej podróży do Nowej Zelandii. Wkrótce zaprosimy Was do kolejnej części.

Newsletter

Podobał Ci się artykuł i zdjęcia? Chcesz być zawsze na bieżąco i jako pierwsza/y otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na blogu? Zapisz się do newsletter'a. Obiecuję zero spam'u

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *