Korea Południowa – zapiski z podróży

Znajomi, rodzina i stali czytelnicy bloga wiedzą, że naszą największą pasją są podróże, które nadają rytm całemu naszemu życiu. Nikt nas nie musi pytać, o czym marzymy, bo wiadomo – móc podróżować w nieznane dla nas zakątki świata. Dlatego za chwil kilka będziemy odkrywać teren zupełnie nam kulturowo i geograficznie obcy – lecimy do Korei Południowej!

Podobno Seul, czyli stolica Korei Południowej, to olbrzymia metropolia pełna strzelistych zbudowanych ze szkła i metalu wieżowców idealnych do nocnej fotografii, a także piękne świątynie i pałace cesarskie, których część z nich wpisanych jest na listę UNESCO. To także liczne muzea, niesamowite dzielnice, olbrzymie centra handlowe naszpikowane elektroniką i mocno aromatyczne targi z jedzeniem. Poza stolicą podobno warto zajrzeć do tradycyjnych wiosek, gdzie można zobaczyć jak kiedyś żyli tu ludzie, wybrać się na wybrzeże, aby zasmakować owoców morza oraz doświadczyć, choć trochę przyrody w parkach narodowych. Na odwiedzenie okolicznych wysp czy trekking w górach nie trzeba nas specjalnie namawiać.
Do tego będziemy chcieli zjeść oryginalne kim czi, rozglądnąć się za najnowszym modelem telefonu marki Samsung oraz spróbować zrozumieć skąd wzięła się olbrzymia popularność przeboju „Gangnam style”. Wszystko to, jak zwykle, będziemy chcieli zobaczyć, sprawdzić, spróbować, doświadczyć, sfotografować i opisać.

Już teraz możemy oficjalnie odkryć karty nowej przygody. Mamy przyjemność poinformować Was, że bierzemy udział w kampanii „Podróże Marzeń z KLM” koordynowanej przez Grupę Bloceania. W ramach współpracy z linią lotniczą KLM wybierzemy się do zupełnie dla nas nowego punku na mapie świata – lecimy zobaczyć jak wygląda Korea Południowa!

Statyw, aparat, obiektyw, wężyk spustowy, filtry, karty pamięci, baterie – wszystko jest spakowane i gotowe. Jak zwykle w głowie pełno jeszcze nie uwiecznionych kadrów. Nie chcę zdradzać konkretnych planów (to nie w moim stylu), ale wiecie, że lubię nocną fotografię. Wielka metropolia Seulu pięknie prezentuje się na nocnych zdjęciach i nie mogę się doczekać, aby móc to zweryfikować własnym „okiem”. Czy Korea Południowa okaże się idealnym kierunkiem dla fotografa? Już za moment to zweryfikuję.

Tradycyjnie zapraszamy Was do wspólnej „wirtualnej” podróży. Na niniejszej stronie będą powstawały na gorąco, w trakcie podróży (zależnie od dostępności Internetu) kolejne „zapiski z podróży” z Korei Południowej. To, co jedziecie z nami?

aga łukasz podróże marzeń klm korea południowa
Podróże marzeń KLM – kierunek Korea Południowa.

 

Ostatnia aktualizacja: 18.10.2017, godz.: 00:15 Lokalizacja: Seul.

2017-10-04, 20:33 Amsterdam – lotnisko Schiphol

Jesteśmy na dobrze nam znanym lotnisku Schiphol w Amsterdamie. Co prawda tym razem nie lecimy z Nadią, lecz super że jest tu specjalnie zrobiony kącik dla dziecka z makietą samolotu i zjeżdżalniami bo podczas ostatniego lotu ratował nam życie – Nadia bawiła, a my odpoczywaliśmy. Mamy zaledwie 2,5 godziny na przesiadkę, więc jest chwila na złapanie wifi i nadanie informacji do domu, że jest wszystko ok.
Za moment odlatujemy do Seulu.

amsterdam lotnisko schiphol
Amsterdam – przesiadka na lotnisku Schiphol.

2017-10-05, 15:11 Seul – lotnisko

Lotnisko w Seulu przywitało nas pochmurną pogodą. Okazało się, że jedyne osoby które rozmawiają po angielsku siedziały w informacji turystycznej. Poza tym miejscem jest słabo, źle, baaaardzo źle. Nikt tu praktycznie nie mówi w zrozumiałym dla nas języku.
Plan był taki, że chcieliśmy się przemieścić od razu w głąb kraju, na południe do miasteczka Andong. Kupiliśmy bezpośredni bilet z lotniska do miasta. Wielki wypasiony, autobus z mnóstwem miejsca na nogi, regulowane oparcia rozkładały się prawie do pozycji leżącej. No i mega zaskoczenie – w autobusie jedziemy tylko my i kierowca.

autobus korea
Autobus relacji lotnisko Incheon – Andong tylko dla nas :)

2017-10-05, 20:10 Andong – angielski

Stoimy przed drzwiami knajpki na szyldzie której widzimy jedzenie. Nagle podchodzi do nas młoda Koreanka i mówi – „Kluski”. Odwracamy w jej stronę głowy i robimy wielkie oczy. Po czym powtarza i z jej ust wydobywa się coś co przypomina „Chruściki”. Robimy jeszcze większe oczy wiec ona już teraz na prawdę mocno się skupiła i mówi „croze” no i wszystko się wyjaśniło. Chciała nam powiedzieć, że ta knajpka jest „Closed” czyli zamknięta :).
Jesteśmy w Korei zaledwie kilka godzin, lecz poza panią w Informacji turystycznej to zupełnie nikt tu nie mówi po angielsku, a 99,99% napisów jest zapisana przy użyciu ichniejszych „krzaczków”.

andong jedzenie
Jedzenie uliczne w Andong

Poszliśmy jedną z głównych ulic miasta, gdzie miało być jedzenie. Knajpek wiele a w większości dają to samo: kurczak smażony w specyficznym sosie z jakimś bliżej nieokreślonym makaronem i niewielką ilością kapusty. Nie pytajcie nas jak to się nazywało, bo próbując to ustalić dostaliśmy wizytówkę knajpki po czym poddaliśmy się. Porcja jak dla drużyny piłkarskiej, pomimo, że próbowaliśmy pani wytłumaczyć, że ma być „small”. Cała obsługa oraz wszyscy goście mieli z nas niezły ubaw, gdyż zupełnie nie radziliśmy sobie z używaniem cienkich metalowych, płaskich pałeczek. Jedzenie non stop nam uciekało. Po kilkunastu minutach sympatyczna pani myjąca stoliki uratowała nas przynosząc 2 widelce :). Oj będzie się działo :).
Nie wiem czy tak jest wszędzie, lecz knajpce w której jedliśmy i we wszystkich które widzieliśmy je się siedząc na podłodze :)

andong jedzenie
Pierwsze jedzenie w Korei :) – było całkiem smaczne

2017-10-06, 10:10 Andong – Hahoe Village

Przyjechaliśmy do Andong z dwóch względów: chciwliśmy zobaczyć wioskę wpisaną na listę UNESCO oraz móc zobaczyć Maskdance Festiwal. Rano wybraliśmy się do wioski.
Niestety jak rano zaczęło padać tak nie skończyło aż do naszego wyjazdu z wioski. Wioska Hahoe Village to pięknie zachowane tradycyjne zabudowania zamieszkiwane przez ponad 600 lat przez rodzinę Ryu. To nie skansen czy muzeum, lecz miejsce gdzie nadal mieszkają ludzie.
Piękne stare dachy, niektóre pokryte słomą, ciekawe charakterystyczne drzwi z wielkimi kołatkami, dziedzińce. Całość bardzo malowniczo położona z widokiem na góry. Niestety deszcz skutecznie odstraszył i poza moknącymi turystami praktycznie nie było widać tutejszych mieszkańców – pochowali się w swoich domach. Ci których było widać to biznesmeni przyjeżdżający tu chyba w interesach. Miejsce na pewno warte zobaczenia, lecz niekoniecznie w deszczu.

Hahoe village
Hahoe village
Hahoe village
Hahoe village
Hahoe village
Hahoe village

2017-10-06, 17:01 Andong Maskdance Festiwal

Corocznie odbywa się w Andong festiwal – w tym roku po raz 46. Udaliśmy się do głównego centrum kulturalnego w Andong aby móc podziwiać co tu się dzieje. Część występów to biletowane przedstawienia w budynkach, lecz najciekawsze rzeczy działy się na głównym dziedzińcu. Niestety kolejny raz bariera językowa uniemożliwiła nam dowiedzenia się o co dokładnie chodzi.
Wyglądało to jakby wiele różnych grup w kolorowych maskach i pięknych strojach z własną orkiestrą nadawała rytm do tańca i wchodzili zaprezentować się przed władzami miasta na głównym placu. Często stroje nawiązywały do warzyw i owoców. Generalnie dużo dźwięków, dużo muzyki, tańców, kolorów i masek. Co w tym wszystkim nas najbardziej zaskoczyło to wiek artystów. To nie byli młodzi ludzie jak to często bywa u nas. Tutaj średnia wieku jak dla mnie ok 60-70 lat, a widząc ile wigoru mieli w sobie, jak pięknie tańczyli i skakali cały czas doskonale bawiąc się to duchem mieli mniej niż 20.
Czyż to nie piękne, że osoby w sile wieku jednoczą się, spotykają i wspólnie przygotowują tak pięknie, czasami patrząc europejskim okiem kiczowate, przedstawienia? Zamiast siedzieć w domu przed telewizorem i narzekać to chcą się pokazać społeczności? Piękna sprawa.

Andong Festiwal Maskdance
Andong. Festiwal Maskdance
andong festiwal
Andong. Festiwal Maskdance – pan przebrany za cebulę koniecznie chciał mieć z nami zdjęcie.

2017-10-06, 18:22 Jedzenie – tasiemiec na patyku

Temat jedzenie będzie powracał jeszcze wielokrotnie. Dzisiaj próbowaliśmy wielki koreański przysmak, którym miejscowi zajadają się na maxa – tasiemiec na patyku. To coś co tylko wyglądem przypomina tasiemca nabitego na patyk. To ciasto naleśnikowe o smaku ryby gotowane w bulionie. Jedliśmy to raz i na razie nie powaliło nas na kolana. Nie jest to dla nas niedobre danie, lecz raczej nie w naszym guście.
Za to wielkie krewetki w tempurze na świeżo usmażone były rewelacyjne. Ach te owoce morza. Na tutejsze coś co wygląda jak nasza kiszka (kaszanka) na razie nie zdecydowaliśmy się – przyjdzie jeszcze czas.

„Tasiemiec” koreański :)

2017-10-07, 09:10 Andong – jedzenie: bibimbap

Nawet nie wiecie jaka przyjemność spotkała nas przy śniadaniu. Wchodzimy do knajpki na dworcu autobusowym a w nim jest MENU z OBRAZKAMI i dodatkowo z napisami w języku ANGIELSKIM. Normalnie pełnia szczęścia. Wiem wiem bez sensu, że się ekscytujemy takimi
pierdołami, bo przecież „wszędzie” tak jest. No właśnie nie wszędzie – a w Korei na razie to wyjątek. Ach jakie to było miłe móc wybrać do jedzenia coś co wiesz co to będzie.
Bibimbap to zestaw składający się z miseczki ryżu, jajko sadzone i pocięte warzywa + wodorosty. Pychotka!!!

koreańskie jedzenie bibimbap
Koreańskie jedzenie – bibimbap.

2017-10-07, 20:37 Gyeongju – włóczęga po mieście

Zmieniliśmy lokalizację. Przyjechaliśmy do Gyeongju. Autobusy kursują tu bardzo punktualnie i są mega wygodne. W dzisiejszym było tak, że z przodu były w rzędach tylko po 3 wygodne fotele, a od połowy były normalnie po 4 miejsca. Niezależnie gdzie się siedziało miało się mnóstwo miejsca na nogi.
Okazało się, że dzisiaj w Korei jest jakieś święto – niestety nie udało nam się dowiedzieć jakie – ale wszędzie w mieście są mega korki i mnóstwo tłumów – całe rodziny wybrały się na spacery.
Zrobiliśmy standardową rundkę po mieście: zwiedzanie grobowców poprzednich władców – wielkie kopce porośnięte trawą wyglądały jak Czekoladowe Wzgórza na Filipinach.

gyeongju grobowce
Gyeongju – grobowce w kształcie kopców.

Bardzo popularnym pośród młodzieży, choć i starsi też się trafiali, zwyczajem jest wypożyczanie tradycyjnych strojów i spacerowanie po największych atrakcjach miasta, aby robić sobie selfie :). Takich ilości osób, które robią sobie selfie z ręki lub ustawiając na statywie komórkę to nie widzieliśmy jeszcze nigdzie.
Jednak największym hitem było robienie sobie zdjęć na tle rabatek na których rosły popularne kwiatki: astry, margaretki i inne. Czasami nawet jak rośliny nie miały kwiatków i były zielone to też stanowiły tło do zdjęć. Wyglądało to mniej więcej jak tabuny ludzi oglądające krokusy w Dolinie Chochołowskiej :).

gyeongju tradycyjne stroje korea południowa
Gyeongju – tradycyjne stroje
gyeongju tradycyjne stroje korea południowa
Gyeongju – popularne zdjęcie an tle kwiatków.

2017-10-07, 20:37 Gyeongju – Wieczór w Donggung Palace

Jak wiecie lubię wieczorną fotografię miasta wiec wieczorem musieliśmy wybrać się do pałacu na wodzie. Tak na prawdę to tylko pozostałości fundamentów i kilka okazałych budynków, które były pięknie podświetlone po zachodzie słońca.

gyeongju donggung palace
Gyeongju – Donggung palace po zachodzie słońca.

Jakież było nasze zdziwienie w momencie gdy wychodziliśmy z tego terenu to do kasy była mega długa kolejka chętnych do zrobienia sobie selfie na tle rozświetlonej budowli.

gyeongju donggung palace kolejka
Gyeongju – Donggung palace – kolejka do kas.

2017-10-08, 11:23 Bulguksa Temple

Przepiękny kompleks kilku świątyń z rewelacyjnymi zdobieniami z drewna. Zwłaszcza dachy od zewnątrz i od wewnątrz całe pokryte są niesamowitymi elementami. Wszystko ładnie pomalowane na wiele kolorów. Bulguksa to kolejny obiekt który znajdziemy na liście Unesco i bardzo warto tu przyjechać. Jest tu kilka dziedzińców, mniejszych i większych świątyń oraz liczne korytarze, których sufity przyozdobione są lampionami z życzeniami.
Bardzo nam się tu podobało. Jedyny minus to ilości koreańskich turystów, a każdy z nich ma selfie sticka i robi co kilka kroków sobie zdjęcie. Takiej ilości osób, które uwieczniają siebie na tle „czegoś” jeszcze nigdzie nie widzieliśmy.
Jeżeli ktoś wybiera się do Korei to koniecznie powinien pamiętać o tym miejscu.

bulguksa temple
Bulguksa Temple – jedna ze świątyń wpisanych na listę UNESCO.

bulguksa temple mnich

bulguksa temple
Piękne lampiony prawda?

2017-10-08, 15:12 Seokguram Grotto

Pojechaliśmy zobaczyć grotę w której znajduje się jedna z najpiękniejszych rzeźb Buddy w Korei, a podobno i wielu uważa, że na świecie. Wykonana jest z kamienia. Grota położona jest na skraju zbocza i obecnie aby zabezpieczyć przed warunkami meteo została obudowana dachem i malutką świątynią. Niestety nie ma tu czasu aby ją dokładnie pooglądać, gdyż ciąg ludzi ustawia sie w kolejkę i w środku jest się tylko chwilę.
Statua rzeczywiście jest piękna i robi wrażenie, lecz nie wiem czy drugi raz przyjechałbym tu tylko po to. Zbyt mało czasu jest na oglądanie. Dobrze, że jest na liście UNESCO bo to zawsze gwarancja, że będzie pod dobra opieką.

seokguram grotto
Kolejka do wejścia do Seokguram Grotto
seokguram grotto
Seokguram Grotto zawiera kamienny posąg Buddy – jednej z najładniejszych na świecie.

Droga powrotna była istną męką. Nie wiem czy to ze względu na niedziele, czy może święto jeszcze obowiązuje, lecz przy głównych atrakcjach jest masa ludzi, którzy powodują olbrzymie korki. Trasa w tamtą stronę zajęła nam ok 30 min, a z powrotem po 1,5 godzinie jazdy wysiedliśmy z autobusu i kontynuowaliśmy drogę pieszo. Masakra.

2017-10-08, 16:46 Jedzeniowe faux pas

Wracając ze zwiedzania świątyń byliśmy mega głodni więc udaliśmy się do pobliskiej knajpki. Od wejścia sympatycznie wyglądający pan mówi głośno Hello czym nas bardzo zaskoczył. Chwilę później okazało się, że można było z nim zamienić kilka zdań po angielsku. Jak miło. Zamówiliśmy pyszne dumplings (pierożki z nadzieniem: wieprzowina, warzywa i makaron) oraz Spicy Wheat Noodle (makaron z połową jajka, pikantna pasta, sezam, paseczki ogórka, kawałek wieprzowiny i trochę wywaru). Mój makaron okazał się ZIMNY. Nawet przez myśl mi nie przeszło aby zapytać się czy ten mój makaron jest podawany na ciepło.
Próbuję jeść, ale mi nie wchodzi. Chwilę pomyślałem, że skoro Pan był tak miły i mówił po angielsku to udam się do niego zapytać czy mi nie podgrzeje. Idę do kuchni i pytam, czy nie można by choć trochę tego podgrzać bo strasznie to zimne. Pan z wielkim uśmiechem na ustach i miną olbrzymiego zdziwienia mówi, że to jest takie danie i tego nie podgrzewa się. Tak musi zostać.
Zrezygnowany wracam do stolika i zabieram się za moje danie. Sympatyczna Koreanka po dłuższej chwili przynosi mi gorący bulion w kubeczku do popicia makaronu, a Pan flaszkę Pepsi w gratisie. Ale mi się głupio zrobiło: nie dość, że się nie znam to jeszcze robię oborę, a właściciel pewnie pomyślał, że mi nie smakuje i w ramach przeprosin przyniósł mi napój.

koreańskie jedzenie spicy wheat noodle
Koreańskie jedzenie – spicy wheat noodle

2017-10-09, 10:00 Gyeongy – Busan

Koreańczycy czasami bardzo sobie ułatwiają pracę. Poniższe zdjęcie pokazuje jak w zautomatyzowany sposób kontroluje się tu pasażerów i ich bilety. Każdy przed wejściem do autobusu musi zeskanować swój bilet dzięki czemu jego miejsce zapali się na wyświetlaczu na pomarańczowo. Wcześniej to miejsce było zapalone na niebiesko co oznaczało sprzedane, lecz osoba jeszcze nie pojawiła się w autobusie. Gdy ilość sprzedanych biletów równa się ilości zajętych miejsc kontroler dworca autobusowego jeszcze raz wszystko sprawdza i kierowca z dokładnością co do minuty odjeżdża. Prawda że ciekawe rozwiązanie?

koreański autobus
Koreański autobus – ułatwienie dla kontrolera.

2017-10-09, 14:42 Busan – jedzenie

Trafiliśmy do jedzeniowego nieba. To co dzisiaj zobaczyliśmy na ulicach Busan to po prostu rewelacja. Tylu różnych dziwnych dań z owoców morza jeszcze nigdzie nie widzieliśmy. Cześć z nich nie wyglądało na jedzenie, część widziałem kiedyś na biologii jak omawialiśmy różne ślimaki, skorupiaki i generalnie to co żyje w morzach. Nawet nie wiedziałem że takie rzeczy tutaj się je. Żywe ośmiornice, langusty, kraby, kałamarnice, homary, niezliczone gatunki ryb i coś co wyglądało ni to na rybę
ni na węża. Strach było spróbować bo większości podaje się surowe lub żywe. Kiedyś widziałem program o jedzeniu żywych ośmiornic i raczej nikt mnie do tego nie namówi.
Do tego mnóstwo standardowych innych koreańskich dań. Warzywne sushi, krewetki w tempurze, macki ośmiornicy w tempurze, papryka zielona lub słodki ziemniak też w tempurze i generalnie praktycznie wszystko tu można obtoczyć w tempurze i wrzucić do gorącego oleju. Od koloru do wyboru – Pyszności!!!
Nawet nie wspomnę ile zjedliśmy pysznych słodziutkich tutejszych pączków i zapiliśmy słodkim napojem z ryżu. Ach….
Także rodzinka jak czytacie: z głodu tu nie umieramy, a brzuchy są cały czas pełne. Niestety oczy by więcej jadły, ale żołądki mają swoją pojemność :)

busan jedzenie tempura
Busan. Wszystko w tempurze – mięso, warzywa, na słodko, na słono – co kto lubi.
busan jedzenie ryba
Nie mam bladego pojęcia co to jest i jak to się je – ale na pewno jest to koreańskie jedzenie.
Ktoś reflektuje żywą ośmiornicę? Trzeba się szybko decydować bo albo ucieknie albo ktoś ją kupi.

2017-10-09, 22:42 Busan – idzie noc …

Uwaga przepis na… Jak wkurzyć swoją ukochaną żonę?
Przepis jest prosty: zapakuj, statyw, aparat, obiektywy, filtry, kilka baterii i mnóstwo kart pamięci. Wybierz miejsce z doskonałym krajobrazem na zdjęcia i udaj się na romantyczny spacer uprzedzając że wieczorem będziesz chciał zrobić kilka zdjęć.
Teraz odczekaj (rób zdjęcia) przez ok trzy godziny pozostawiając małżonkę na kamienistej plaży z książką. W międzyczasie dojdzie cię wrzask z oddali, że tu są wielkie karaluchy i kończymy zdjęcia. Jedno muszę oddać mojej Adze – cała kamienista plaża faktycznie się ruszała bo było tu mnóstwo krabów, ale po ciemku nie widać co to biega po kamieniach i straszy czytelników książek.
Rozwiązanie: przenosimy się kawałek dalej na nadbrzeże i wieczór i małżeństwo uratowane.
Ostatni składnik: moja Aga ma świętą cierpliwość do moich zdjęć i byłbym niesprawiedliwy gdybym jej zapomniał serdecznie podziękować za anielską cierpliwość.
Efekt można zobaczyć poniżej.

busan night
Busan – nocna fotografia, czyli to co lubię.
busan night most
Busan – nocna fotografia, czyli to co lubię.

PS. Jutro lecimy na wyspę Jeju :) oby pogoda dopisała.

2017-10-10, 5:30 wschód słońca w Busan

Pomimo olbrzymich trudności ze wstaniem udałem się na wschód słońca w Busan. No co mam napisać – nie były to wymarzone warunki, ale chociaż ładne pastelowe kolorki pojawiły się na niebie.
Za to w wodzie wiele starszych osób, które w pierwszych promieniach słońca chciały trochę popływać – wyglądali jak zawodowa drużyna pływacka. Tak na oko zrobili 2 km.

busan sunrise korea południowa
Busan – wschód słońca.

2017-10-10, 12:00 lot na wyspę Jeju

Jeżeli poszuka się informacji o miejscach które warto zobaczyć w Korei Południowej to każde zestawienie będzie zawierało wyspę Jeju. Postanowiliśmy sprawdzić czy faktycznie jest tu tak cudownie.
Wstaliśmy rano, zjedliśmy proste śniadanie w hostelu. Koreański standard śniadania w hostelu to grzanki, masło, dżem, masło orzechowe, czasami jajko na twardo, woda, kawa, herbata – tyle. Niby niewiele, a jednak zawsze coś tam po przebudzeniu jest.
Zdecydowanie jednak wolimy udać się do pobliskiej knajpki (zawsze wszędzie będzie jakaś knajpka) i na śniadanie wciągnąć koreańskie rolki, czyli sushi tylko z warzywami – pychota oraz jakąś wersje zupy z makaronem.
Metro w Busan jest po prostu rewelacyjne – przejechaliśmy dwadzieścia kilka stacji w niewiele ponad godzinę, później przesiadka do kolejki LRT i po ok 90 min. jesteśmy na lotnisku.
Nie wiem dlaczego i czy faktycznie jest taki popyt, ale lotów na wyspę Jeju jest kilkanaście dziennie – dosłownie co 45-60 min coś leci – różni przewoźnicy z różnymi zazwyczaj niskimi cenami.
No to w drogę – lecimy na Jeju.

busan metro korea południowa
Kapitalne metro w Busan – punktualne, częste i bardzo ułatwiające życie w przemieszczaniu się.
lot na Jeju wyspa
Lot na Jeju.

2017-10-10, 13:00 Wyspa Jeju – Seogwipo

Cała wyspa Jeju jest wpisana na listę UNESCO. Jest tu podobno wiele do zobaczenia. My mamy w planach dobrze zjeść, zobaczyć piękną przyrodę, wejść na najwyższy szczyt Korei, może zanurkować i generalnie powłóczyć się po okolicy.
Na początek wylądowaliśmy w mieście Seogwipo, które stanowi doskonała bazę wypadową na południową część wyspy.
Poszliśmy na krótki spacer zobaczyć wodospady Cheoniyeon Falls. Obecnie jest dosyć niski stan wody więc nie ukazały nam się w pełnej krasie – atrakcja na 5 min. Jednak na ścieżce w parku którym idzie się do wodospadów widzieliśmy dziwną rzecz: drzewa podłączone pod kroplówkami. Spotkaliście się z czymś takim? Według opisu na opakowaniu to niby 5% glukoza jednak zawartość była koloru brązowego zatem raczej to glukoza nie była. Nie mamy pojęcia o co chodzi.

drzewo z kroplówką
Widzieliście kiedyś drzewo podpięte do kroplówki?

Wybraliśmy się na miasto, aby znaleźć coś do jedzenia. Generalnie są tu dwa miejsca związane z jedzeniem: droższe knajpki Arang Joeul Food Street oraz otwarty Seogwipo Olle Market, gdzie serwują uliczne jedzenie. Mnóstwo stoisk z warzywami, owocami – królują tu cholernie drogie mandarynki – od 10.000 – 35.000 WON. Oprócz tego znajdziemy wiele stoisk z przygotowywanym jedzonkiem: ryby, owoce morza, warzywa, nasze ulubione rolki, hot-dogi itd…
Cały czas coś się nie mogę przekonać do koreańskich hot-dogów – parówka w cieście na słodko, czasami z wetkniętymi frytkami.
Może dzisiaj spróbujemy.

seogwipo jedzenie rolki korea południowa
Przygotowanie naszych ulubionych rolek – mniam.

2017-10-11, 06:00 W stronę najwyższego wulkanu Korei Halla-San

Wczesna pobudka, zupka chińska na śniadanie bo wszystko jeszcze zamknięte, ogarnięcie tematu dojazdu autobusem 281 i jesteśmy na miejscu. Wybraliśmy szlak Seongpanak – 4,5 godziny w jedną stronę, 9,6 km oraz ponad 1200 metrów podejścia – na samą myśl można się zmęczyć. Cały szlak jest doskonale przygotowany – wytyczona ścieżka często po drewnianych platformach lub schodach,
a podczas drogi było widać, że naprawiają i uzupełniają braki w ścieżce. Pogodę trafiliśmy idealną – nie za gorąco, nie za zimno.
Mieliśmy trochę pietra bo w ostatnich schronisku na 1500 m trzeba było stawić się przed 12:30. Jeżeli ktoś przyjdzie później to nie może kontynuować drogi na szczyt bo po zachodzie słońca nie wolno przebywać w parku. Samo podejście nie było trudne – początek prawie po płaskim, później trochę pod górę. Nic wymagającego. Dookoła nas mnóstwo Koreańczyków: wycieczki szkolne, młodzież oraz bardzo dużo doskonale przygotowanych sprzętowo i kondycyjnie osób 60+. Aż serce się radowało widząc starsze osoby z uśmiechem na ustach idące w stronę szczytu.
Szlak nie jest specjalnie widokowy – jedynie jego ostatnia część, ale bardzo przyjemny. Wędrówka po lesie. Co jakiś czas tablice informacyjne gdzie jesteśmy oraz ile nam jeszcze brakuje oraz słupki z podaną wysokością. Na szczycie zameldowaliśmy się po 3 godz. 10 min. Widok na kalderę zawierającą jeziorko oraz główny najwyższy wierzchołek na który nie można wejść, gdyż to teren zamkniętego rezerwatu przyrody.
Zejście dało nam trochę popalić – dłużyło się w nieskończoność i nie mogliśmy doczekać się ostatnich metrów. Całość zajęła nam ok 7 godzin z przerwą na jedzenie oraz długim pobytem na szczycie.

wyspa jeju trekking halla-san hallasan
Szybkie jedzonko podczas trekkingu na wulkan Halla-san
wyspa jeju trekking halla-san hallasan wulkan szczyt
Często szlak na Halla-san prowadzi drewnianymi pomostami.
wyspa jeju trekking halla-san hallasan wulkan szczyt
Wulkanu Halla-san zdobyty :)

2017-10-12, 12:30 Nurkowanie na wyspie Jeju

Odkąd skończyłem kurs nurkowania to podczas każdego wyjazdu kombinuję jakby tu dać nura. Nie mogło być inaczej w Korei. Doczytałem, że na wyspie Jeju jest najlepsze miejsce do nurkowania w Korei. Dzisiaj rano udałem się w sympatycznej grupie na nurkowanie. Niestety pogoda nam tak średnio sprzyjała, gdyż niebo było w pełni zasłonięte chmurami i padał lekki deszcz.
Woda miała 23 stopnie i widoczność na około 5-8 metrów. Niestety było dosyć ciemno, a morze tutaj nie ma koloru tropikalnej wody rodem z Filipin czy Tajlandii. Za to pod wodą jest całkiem sporo ładnych miękkich korali i trochę ławic ryb. Korale mają różne kolory z przewagą żółtych, różowych i fioletowych. Z tych korali głównie koreańskie miejsca nurkowe słyną. Wygląda to całkiem ciekawie – jedynie mogę narzekać na brak światła :(. Ach chciałoby się to zobaczyć w pełnym słońcu – pewnie byłaby klasa.

korea południowa wyspa jeju nurkowanie
Nurkowanie na wyspie Jeju.
korea południowa wyspa jeju nurkowanie
Nurkowanie na wyspie Jeju.
korea południowa wyspa jeju nurkowanie
Nurkowanie na wyspie Jeju.

2017-10-13, 11:00 Seongsan – nasze nowe miejsce

Przenieśliśmy się do małej miejscowości Seongsan aby móc zobaczyć pięknie wyglądający na zdjęciach wulkan Seongsan Ilchul-bong oraz udać się na pobliską małą wyspę Udo. Aga ma dzisiaj olbrzymie zakwasy i chodzi niczym staruszka po targu tylko brakuje jej laski. Wejście i zejście z Halla-san dało się jej we znaki. Dlatego dzisiejsze zwiedzanie jest bardzo powolne :).

seongsan
Seongsan.

2017-10-13, 13:30 Manjanggul – jaskinia lawowa

Znacie moje zamiłowanie do jaskiń dlatego jak przeczytałem, że na wyspie Jeju znajduje się jedna z największych jaskiń „lava-tube” (jak to przetłumaczyć na polski? ktoś wie) na świecie to musieliśmy ją odwiedzić.
Całość systemu ma 7,8 km długości lecz niestety do zwiedzania dla turystów udostępniono zaledwie 1 km, ale i tak korytarze tej jaskini robią wrażenie. Całość jest oświetlona, a dookoła kręci się mnóstwo turystów. Nie wiem czy jej „naj” czy to, że jest wpisana na listę UNESCo bardziej przyciąga tu ludzi.
W środku było dosyć chłodno i po ostatnich deszczach mocno kapało z sufitu. Jaskinia wygląda zupełnie inaczej od tych znanych nam z morawskiego czy słoweńskiego krasu – piękne obszerne i regularne korytarze. Niesamowite miejsce.

manjang-gul cave tube
Manjang-gul Cave – jedna z największych jaskiń lawowych.
manjang-gul cave tube
Manjang-gul Cave – jedna z największych jaskiń lawowych.

Jaskinia znajduje się 2,5 km od głównej drogi. Niby jeździ tu autobus lecz bardzo rzadko. Czekaliśmy na niego lecz po ponad 20 min postanowiliśmy się przejść. Po drodze wyprzedził nas samochód i zatrzymał się dużo przed nami. Facet wyciągnął coś z tylnich siedzeń i przerzucił do bagażnika i nadal stał. Pomyśleliśmy sobie, że jacyś dziwni. Mijając ich sympatycznie uśmiechająca pani łamanym angielskim pyta się gdzie idziemy i czy nie chcemy aby nas podwieźli. Strasznie miło z ich strony – sami z siebie zatrzymali się i czekali na nas aby nas podwieźć :) Prawda, że miło.

2017-10-13, 18:00 Seongsan Ilchul-bong (Seongsan sunrise peak)

Niby tylko 182 metry wysokości, a widok z kaldery wulkanu na miasteczko jest niesamowity. Wspiąłem się wieczorem, aby móc uwiecznić zachód słońca i miasto nocą. Wiało i było zimno, lecz twardo stałem na szczycie i czekałem, a kolejne kadry zapełniały kartę pamięci. Dookoła kręciło się trochę ludzi, lecz czym było ciemniej i później tym na szczycie pozostawało coraz mniej ludzi. Byłem ostatni który schodził w ciemnościach do miasteczka.

seongsan ilchul bong peak
Seongsan Ilchul Bong (Seongsan Sunrise Peak) – 182 m. n.p.m.

2017-10-14, 10:00 Wyspa Udo

Pogoda nas dzisiaj nie rozpieszczała. Od rana pełne zachmurzenie i duży wiatr, lecz nie zniechęciło nas to do wybrania się na okoliczną małą wyspę Udo.
Najpierw duże śniadania w knajpce, gdzie sympatyczne panie po angielsku potrafiły powiedzieć tylko OK, ale po dłuższej chwili
zamówiliśmy pyszne dania: zupa z makaronem i anchois oraz zupka z kiełkami na ostro. Pychotka.
Prom na wyspę Udo płynie zaledwie 15 min i nie ma klasycznych miejsc siedzących. Jest specjalne pomieszczenie, gdzie wszyscy
muszą zdjąć buty i siedzą w skarpetkach na podłodze.

prom na wyspę udo wyspa udo korea południowa
Prom na wyspę Udo. Wszyscy siedzą w skarpetkach na podłodze w głównym pomieszczeniu.

Po wyjściu z promu nie udało nam się znaleźć informacji turystycznej więc ciężko było się zorientować co dalej począć.
Wiedzieliśmy, że nie chcemy chodzić bo odległości są troszkę za duże, a turystycznego autobusu o którym czytaliśmy nie było nigdzie widać. Udaliśmy się jak wszyscy koreańscy turyści do wypożyczalni skuterów, elektrycznych motorków i rowerów. Po długich oględzinach mojego międzynarodowego prawa jazdy, które przeszło przez przynajmniej kilka rąk, udało się przekonać obsługę, żeby wydali mi pojazd. Oglądaliście kiedyś dokładnie ten dokument? Straszne badziewie, które niewiele mówi. Zamiast na okładce wielkimi literami dać napis „International Driving Licence” to jest ale napis po polsku. Totalna głupota.

tricykl wyspa udo korea południowa
Elektryczny tricykl – takim urządzenie zwiedzaliśmy wyspę Udo.

Wynajęliśmy na 3 godziny elektryczny tricykl i objechaliśmy wyspę dookoła. Ładne widoki na plażę i skaliste wybrzeże oraz teren wyspy. W niektórych miejscach okazałe pensjonaty na wynajem. Wszędzie całkiem sporo podobnych do naszego tricykli – strach pomyśleć ilu turystów przybywa na wyspę Udo w szczycie sezonu. Próbowaliśmy tutejszego specjału czyli lodów z orzeszków ziemnych – chyba trzeba ich zaprosić do Polski, aby spróbowali jak mogą smakować pyszne lody rzemieślnicze, bo tutejsze były delikatnie mówiąc słabe. Nawet nie wspomnę, że dwie gałki kosztowały ok. 20 zł.
Pod koniec złapał nas deszcz i musieliśmy szybko uciekać.

wyspa udo korea południowa
Jedna z plaż na wyspie Udo.

2017-10-14, 18:00 Jedzenie z grila

W Korei bardzo popularnym sposobem serwowania dań z wieprzowi są grille. Knajpka posiada stoliki po środku których jest wielka blacha podgrzewana gazem. Na środku lądują kawałki mięsa, warzywa, grzyby i rozpoczyna się proces smażenia. Dookoła grilla ustawione są miseczki z dodatkami. Na końcu mięso się tnie nożyczkami i gotowe.
Wszystko jest smaczne i sposób podania bardzo nam się spodobał, lecz jest jedno małe ale – oboje nie lubimy tłustego mięsa a serwowane tu kawałki bekonu oraz plastry wieprzowe były z dużą ilością słoniny. Pewnie koneserzy oburzyliby się, że nie zdołaliśmy zjeść wszystkich tłustych kawałków.

2017-10-15, 6:00 W drodze na lotnisko Jeju

Pobudka o 5:30. Dopakowanie plecaka ubranie kurtek, rozłożenie parasola i w drogę na przystanek autobusowy w totalnej ulewie
i mocnym wietrze. Koreańskie przystanki nie są najszczęśliwiej zaprojektowane, gdyż z każdej strony mają „dziury” przez które
zacina deszczem. Trochę zdziwieni wsiedliśmy do spóźnionego o 5 minut autobusu. Jak do tej pory według przyjazdu autobusu można było nastawiać zegarek – nigdy wcześniej się nie spóźnił ani nie odjechał wcześniej niż to wynikało z rozkładu jazdy.

korea południowa kierowca autobusu
Kierowca autobusu 110 na lotnisko w Jeju.

Troche ponad 50 minut lotu i jesteśmy w słonecznej stolicy Korei Południowej – Seul.

2017-10-15, 12:00 Seul

Pierwsze kroki skierowaliśmy do informacji turystycznej aby wziąć mapkę metra oraz dowiedzieć się jak dojechać do naszego guesthousu. Mapa metra to istna pajęczyna – tylu stacji i linii to jeszcze nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Wszystko doskonale zaznaczone, opisane, a stacje prowadzą turystę za rączkę. Kupno biletu to także banał – podajemy do której stacji chcemy dojechać, maszyna wskazuje koszt, wrzucamy monety i dostajemy bilet. Pojedynczy przejazd jest drukowany na specjalnych zwrotnych kartach, które później zwracamy w maszynie i otrzymujemy kaucję.

2017-10-15, 15:00 Seul – włóczenie się po dzielnicy Dongdaemun

Wielkie wieżowce centrów handlowych, hoteli. Ulice po min. 4-5 pasów w jedną stronę. Na każdym przejściu oprócz świateł stoi „kierownik ruchu” który dodatkowo pilnuje porządku. Wszędzie mnóstwo budek, knajpek, stoisk z jedzeniem. Dookoła mnóstwo kręcących się ludzi. Do tego piękna słoneczna pogoda. Ale nam się tu podoba.
W środku miasta pozostałości starych murów i również stara brama Heunginjimun kontrastująca z nowoczesnym otoczeniem.
Niedaleko jest „kosmicznie” wyglądający budynek Dongdaemun Desing Plaza zawierający w sobie liczne wystawy, muzea, artystyczne sklepy itd… Bryła budynku robi olbrzymie wrażenie – zwłaszcza po zachodzie słońca jak rozświetlą się jej ściany.

korea seul heunginjimun gate
Seul. Heunginjimun Gate
korea seul picture
Picture, picture, picture – no i jak tu człowiek miał się nie zgodzić :)
korea południowa seul dongdaemun design plaza
Seul. Dongdaemun Design Plaza.

2017-10-16, 11:00 Pałac Gyeongbokgung Palace, Seul

Lecąc do Korei Południowej wiedzieliśmy, że będziemy chcieli zobaczyć tutejsze pałace. Dzisiejszą przygodę rozpoczęliśmy od
Gyeongbokgung Palace. Duży teren wiele różnych zbudowań, a każda z nich służyła do czegoś innego: miejsce do medytacji, miejsce do relaksu, miejsce do spania, miejsce do spotkania z żoną, miejsce do… wiele tego. Dziwne i zarazem smutne jest to, że królowa nie mogła opuszczać swojego murów swojego pałacu więc aby mogła podziwiać piękno przyrody wybudowali jej specjalny ogród, który mogła codziennie oglądać przez swoje okno. Lekko nie miała.
Pałac to także wiele detali na które warto zwrócić uwagę i gdyby nie wycieczka z darmowym przewodnikiem to pewnie wiele historii ważnych informacji byśmy się nie dowiedzieli. Polecamy zawsze sprawdzić w jakich godzinach są przewodnicy, którzy oprowadzają (wycieczka trwa ok godziny).

Pałac Gyeongbokgung Palace, Seul, korea południowa
Seul. Gyeongbokgung Palace.

2017-10-16, 13:31 Bukchon Hanok Village, Seul

Miało być super – dzielnica, gdzie są piękne stare domy pokazujące tak jak kiedyś żyli Koreańczycy. Dokładnie z takim nastawieniem szliśmy do tej dzielnicy Seulu. Na miejscu okazało się, że tradycyjne domy są wciśnięte pomiędzy nowymi budynkami, knajpkami, kawiarniami, mini galeriami i sklepami z rękodziełem. Klimat ciekawy i przyjemny jednak zupełnie nie tego się spodziewaliśmy.
Dookoła biega mnóstwo młodzieży i dorosłych pobrzebierani w tradycyjne stroje. Każdy robi setki jak nie tysiące zdjęć – najczęściej komórką :). Taki podobno panuje tu obecnie trend – zrobić sobie zdjęcie w stroju i na fejsa.

seul hanbok stroje
Seul. Przebieranie się w tradycyjne stroje Hanbok to rodzaj tutejszej mody :)

2017-10-16, 10:31 Namsangol Hanok Village, Seul

Wspaniałe miejsce – coś takiego chcieliśmy zobaczyć. Piękny teren, dużo oryginalnych zabudowań z otwartymi drzwiami i oknami, aby móc sobie wszystko w środku dokładnie obejrzeć. To taki koreański skansen, który pokazuje jak kiedyś żyli tu ludzie, jak
mieli wyposażone swoje domy, jakie posiadali meble i przedmioty codziennego użytku. Super sprawa – a do tego niewielu ludzi.
Polecamy każdemu kto wybierze się do Seulu.

seul namsangol hanok village
Seul. Namsangol Hanok Village – chyba najfajniejsza tradycyjna wioska w której byliśmy.

2017-10-15, 12:20 Namdaemun Market

Olbrzymie rozczarowanie. Miał być tradycyjny market, gdzie można zobaczyć jak jeszcze kiedyś ludzie tu sprzedawali i kupowali dobra. Do tego miały być ciekawe przedmioty do kupienia, coś na pamiątkę. Na miejscu okazało się to wielkim targowiskiem z „byle czym”. Od majtek, przez skarpetki, po jedzenie. Nic ciekawego – szkoda czasu.

seul namdaemun market
Seul. Namdaemun market – zupełnie nie poczuliśmy tu klimatu, ani nic nie kupiliśmy.

2017-10-17, 13:00 Pałac Deoksugung Palace, Seul

Kolejny z najważniejszych pałaców w Seulu. Tym razem trochę mniejszy, mniej oblegany lecz równie ciekawy. Do głównego budynku można swobodnie wejść do środka, aby zobaczyć wspaniałe płaskorzeźby smoków umieszczone na suficie. Smoki symbolizują króla.
Tym razem grupa z przewodnikiem w języku angielskim liczyła zaledwie 4 osoby – zatem bardzo kameralnie.

seul deoksugung palace
Seul. Deoksugung Palace

2017-10-15, 20:00 Banpo Bridge

Już trochę zmęczeni po całym dniu chodzenia po Seulu udaliśmy się w okolice Banpo Bridge, który słynie z tego, że wieczorem po zachodzie słońca odbywa się tu wodny, świetlny i muzyczny pokaz. Z mostu kilkadziesiąt podświetlanych na różne kolory strumienie wody tańczą w rytm muzyki. Tańczą to może zbyt duże słowo, lecz całość 20 minutowego spektaklu wygląda całkiem przyjemnie. Warto było się tu pojawić późnym wieczorem.

seul banpo bridge Banpodaegyo Moonlight Rainbow Fountain
Seul. Banpodaegyo Moonlight Rainbow Fountain – pokaz kolorowej fontanny.

2017-10-17, 10:12 Seul – przeboje z powodzią w pokoju i śniadaniem

Do tej pory mieliśmy wielkie szczęście do noclegów w Korei Południowej. Prawie wszystkie rezerwowaliśmy wcześniej przez booking i zawsze były to fajne pokoje, a w miejscach gdzie podawali proste śniadania były smaczne. Niestety w Seulu mieliśmy trochę pecha. Zarezerwowaliśmy przez booking guesthouse w fajnej lokalizacji za rozsądne pieniądze, gdzie w cenie było śniadanie.
Po pierwszej nocy okazało się, że nasz pokój ma pływającą podłogę. Pływającą w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie wiem na czym to polega, ale woda z łazienki dostawała się pod podłogę naszego pokoju i jak chodziło się po panelach to wydostawała się szczelinami na wierzch. Gdy rano obudziliśmy się to 3/4 pokoju było zalane. Po zgłoszeniu tego obsłudze – to też wymaga komentarza, bo nie ma tu zwyczajnej obsługi. Jest koleś który bsługuje guesthouse zdalnie – tzn. jak coś potrzeba to na recepcji jest telefon i trzeba do niego zadzwonić lub wysłać mu email, a on to załatwi lub przyjdzie. Zgłosiliśmy sprawę i po 15:00 miał nam zmienić pokój i przenieść bagaż. Rano zjedliśmy śniadanie w hostelu (grzanki z dżemem, płatki z mlekiem i sok) i poszliśmy zwiedzać miasto.
W międzyczasie dostałem email z nowym nr pokoju i kodem do drzwi. Nowy pokój okazał się suchy i bez przecieków. Niestety wczoraj i dzisiaj rano śniadania nie było. Pisałem w tej sprawie emaile lecz bez odzewu. Spotkany dzisiaj rano w kuchni Lankijczyk mówił, że dzwonił do obsługi i mieli przygotować śniadanie – lecz czeka już ponad 30 min i nikogo nie ma. Zatem drugi dzień bez śniadania. Oczywiście bez żadnej wiadomości, informacji czy przeproszenia, że czegoś co miało być nie będzie.
Dzisiaj wieczorem (ok godz. 21:00) wracamy z miasta i w kuchni na stole jest już przygotowane śniadanie – wyłożone płatki, butelka z rozpoczętym mlekiem oraz sokiem i chleb tostowy w chlebaku. Niezła logika. Obsługa nie będzie musiała rano wstawać :).

2017-10-17, 23:14 Changgyeonggung Palace i Jongmyo Shrine, Seul

Kolejny długi dzień. Na koniec zostawiliśmy sobie podobno najokazalszy, największy i najpiękniejszy z pałaców w całej Korei –
Changgyeonggung Palace. Pomimo, że był podobny do innych – kilka różnych zabudowań z dziedzińcami to na prawdę liczba zdobień, stopień ich zachowania zrobił na nas olbrzymie wrażenie. Przepiękne miejsce, które udało nam się zwiedzić w prawie całkowitej ciszy i spokoju. Turystów było jak na lekarstwo.

seul changgyeonggung palace
Seul. Changgyeonggung palace

W międzyczasie wskoczyliśmy na małą przekąskę do lokalnej knajpki, których mnóstwo jest przy drodze. Pikantna zupka z kimczi, smażona ryba w chrupiącej panierce i obowiązkowe koreańskie rolki. O standardowych dodatkach, które zawsze pojawiają się na stole: kimczi, marynowana rzodkiew, jakieś, kiszona rzodkiewka z chili oraz bulion nie będę wspominał. Objedliśmy się tak, że ciężko było nam się ruszyć z miejsca. Uwielbiamy kuchnie koreańską – pyszne smaki, najczęściej ostro lub bardzo ostro, ale najważniejsze że bardzo smacznie i tak swojsko.

Jongmyo Shrine to najważniejsza świątynia związana z konfucjanizmem. Niestety wszystkie zabudowania są zamknięte z powodów religijnych, więc zwiedza się dziedzińce i budowle z zewnątrz. Zwiedzanie jest obowiązkowo z przewodnikiem, który bardzo ciekawie opowiada o historii tego miejsca, panujących tu ówcześnie zasad i zwraca uwagę na ważne miejsca. Uważamy, że warto się tu wybrać.

Wieczorem udało nam się wybrać na wieczorne focenie architektury miasta. Wysokie budynki, niezliczone ilości świateł, wszystko w ruchu – wiele się dzieje i nie jest łatwo zatrzymać to w kadrze. Dysk netbooka został już całkowicie zapełniony,
więc nawet nie mam gdzie zrzucić zdjęć. Owoce tego wieczoru już wkrótce po powrocie Wam zaprezentuję.

Newsletter

Podobał Ci się artykuł i zdjęcia? Chcesz być zawsze na bieżąco i jako pierwsza/y otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na blogu? Zapisz się do newsletter'a. Obiecuję zero spam'u

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podobają Ci się artykuły i zdjęcia?

Chcesz być zawsze na bieżąco?
Chcesz jako pierwsza/y otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na blogu? Zapisz się na newsletter. Obiecuję zero spam'u