Podróż do Nowej Zelandii: rejs po Milford & Doubtful Sound, Glenorchy, Franz Josef Glacier

Po pierwszych zachwytach przyszła pora na kolejną dawkę nowozelandzkich krajobrazów, które dosłownie zapierają dech w piersiach. W tej części naszej podróży do Nowej Zelandii czekają nas jedne z najpiękniejszych miejsc na Wyspie Południowej — od rejsów po Milford i Doubtful Sound, przez malowniczy Key Summit, aż po widokowe okolice Glenorchy i Queenstown. Nie zabraknie też wejścia na Roberts Track View Platform, skąd można podziwiać panoramy, dla których warto przejechać pół świata. To właśnie tutaj Nowa Zelandia pokazuje swoje najbardziej spektakularne oblicze.

Za nami pierwsza część podróży do Nowej Zelandii. Zwiedzaliśmy ikoniczne krajobrazami Wyspy Południowej. Spacerowaliśmy wokół Lake Tekapo i Mount Cook, weszliśmy przepięknym szlakiem na Isthmus Peak oraz na słynny Roys Peak. To podróż pełna górskich panoram i widoków jezior, które na długo zostają w pamięci. Jeżeli jeszcze nie widzieliście, to serdecznie zapraszamy do wpisu: Podróż do Nowej Zelandii: Lake Tekapo, Mount Cook, Isthmus i Roy’s Peak, Wanaka.

A teraz starujemy z drugą częścią zapisków z podróży do Nowej Zelandii.

2026.02.16 Lake Marian

Kolejny raz podczas naszej podróży do Nowej Zelandii zmieniamy lokalizację. Opuszczamy miasteczko Wanaka i jedziemy w stronę fiordów. Jednak zanim zobaczymy największą atrakcję Parku Narodowego Fiordland to wybierzemy się na wycieczkę w góry. Dawno nigdzie nie byliśmy prawda?
Za cel obraliśmy sobie Lake Marian. Jezioro położone jest powyżej granicy lasu w wiszącej dolinie, którą otaczają górskie szczyty. Początkowo szlak biegnie wzdłuż strumienia z kilkoma ładnymi kaskadami. Początkowo idziemy po bardzo dobrze przygotowanych kładkach. Dalsza część to powolne wchodzenie po wąskiej ścieżce w lesie pełnej kamieni i błota. Idzie się bardzo przyjemnie, aby trochę ponad 1,5 godzinie wejść do wiszącej dolinki i zobaczyć piękne i bardzo czyste jezioro otoczone górami. Zdecydowanie warto było tutaj przyjść.

2026.02.16 Milford Sound – zachód słońca

Wieczorem pojechaliśmy na sam koniec doliny, czyli do słynnego miejsca Milford Sound. Nigdy tu nie byłem, a znam to miejsce dosyć dobrze z fotografii znanych fotografów krajobrazowych. Jeszcze za dawnych czasów różnych forów i galerii internetowych oglądałem te kadry z wielkimi oczami, podziwiając piękno tego miejsca. A dzisiaj mam olbrzymią przyjemność i przywilej, aby zobaczyć je na własne oczy!!!
Natura była dla mnie dosyć przychylna i delikatnie zabarwiła chmury i niebo podczas dzisiejszego zachodu słońca. Pięknie dziękuję za tę łaskę i proszę o więcej ;).
Ps. Jeszcze nigdy nie doświadczyłem tak szybkiego przypływu. Woda dosłownie wlewała się do zatoki i co kilka sekund pokrywała kolejne metry, co kilkukrotnie przypłaciłem pływającymi filtrami ;). Dobrze, że buty były z goretex, bo inaczej byłoby mokro.

podróż do nowej zelandii milford sound sunset
Podróż do Nowej Zelandii. Magiczny Milford Sound o zachodzie słońca.

2026.02.17 Milford Sound – rejs

Nasza podróż do Nowej Zelandii musiała zawierać to miejsce. Milford Sound to jedna z wielu top atrakcji. Koniecznie chcieliśmy wybrać się na rejs statkiem po tym magicznym i pięknym fiordzie.
Ruszamy w głąb fiordu. Po drodze mijamy niesamowite szczyty gór, których zboczą opadają wprost do fiordu. Na ścianach można zobaczyć malutkie wodospady, a także kilka większych. Pogoda jest idealna i zupełnie inna niż standardowo tu bywa. W Milford Sound pada ponad 200 dni w roku, a my mamy słońce i niebieskie niebo. Dzięki temu praktycznie cały prawie 2-godzinny rejs spędzamy na zewnątrz, podziwiając widoki. Oj warto było tu przyjechać.
Rejs trochę przypomniał nam Albanię i jezioro Kornati.

2026.02.17 Mitre Peak

Po rejsie wracamy na parking. Niby rano trasa zajęła nam max. 15 min a my teraz idziemy ponad godzinę. Co się stało? Piękne światełko tak siadło na charakterystyczny szczyt Mitre Peak i okolice zatoki, że ciężko było przejść obojętnie obok. Jedno, drugie, trzecie, dziesiąte ujęcie i tak czas szybko mija, ale komu się spieszy? Zostalibyście tu dłużej?

podróż do nowej zelandii milford sound
Podróż do Nowej Zelandii. Milford Sound i piękny Mitre Peak.

2026.02.17 A co dzisiaj serwuje szefowa kuchni?

Niby prosty makaron z sosem pomidorowym zrobiony w takich okolicznościach przyrody, a smakuje lepiej niż w niejednej restauracji z gwiazdką Michelin. Dla takich prostych rzeczy warto podróżować.

2026.02.17 Key Summit

Szlak prowadzący na Key Summit to przyjemna ścieżka poprowadzona w bajecznym lesie. Pamiętacie szlak do Lake Marian? To tu jest podobnie. Pięknie, intensywnie zielono dookoła, mnóstwo olbrzymich paproci i drzew porośniętych mchami i porostami.
Ścieżka powoli pnie się do góry, jednak widoków praktycznie nie ma. Wszystko zasłania gęsty las. Dopiero gdy odbijamy z głównego szlaku wprost w stronę Key Summit pojawiają się przepiękne widoki na okoliczne granie, doliny i wierzchołki.
Bardzo nam się tu spodobało. Szlak jest przyjemny i obfitujący w piękne widoki.
Ps. Poszliśmy jeszcze kawałek dalej do jeziora Howden. Może i ładne widoki, ale krwiopijne muchy skutecznie nas stamtąd wygoniły dosłownie po kilkudziesięciu sekundach.

2026.02.18 Doubtful Sound – rejs

Doubtful Sound, położony w Parku Narodowym Fiordland, to odległy, majestatyczny, 40-kilometrowy fiord znany jako „Sound of silence”, czyli „Dźwięk Ciszy”. Mówią, że jest bardziej dziki, bardziej majestatyczny i spokojny.
Tutaj wycieczka wygląda zupełnie inaczej, bo aby do niego dotrzeć, trzeba najpierw przepłynąć jezioro Manapouri, a później przejechać autobusem przez przełęcz Wilmot i na koniec wsiąść na docelową łódź, która popłynie przez fiord. Przez to, że jest tak odległy, mało kto tu pływa i przez całą wycieczkę spotkaliśmy tylko lokalnych mieszkańców na małych łódkach. Nie było innych turystów. Całość trwa ok. 7 godz.
Przepiękne góry opadające wprost do fiordu, majestatyczne wodospady i zadziwiająco spokojna woda, w której to wszystko pięknie się odbijało. Kolejny raz trafiliśmy super pogodę pełną słońca, błękitnego nieba i białych jak śnieg chmurek. Nawet Morze Tasmana było tak spokojne, że mogliśmy całkiem daleko w nie wypłynąć. Sam kapitan był zdziwiony, że dawno takich warunków tu nie widział.
Po drodze oprócz pięknych krajobrazów udało nam się dostrzec kilka grupek pingwinów i leniwie opalające się foki na skałach. Niestety na delfiny butlonose nie mieliśmy aż tyle szczęścia.

2026.02.19 W drodze do Glenorchy

Po wielu niesamowitych krajobrazach i doznaniach w Parku Narodowym Fiordland pora zmienić okolice. Tym razem nie będzie chodzenia ani pływania, a przejazd przez intensywnie malowniczą drogę pomiędzy Queenstown a Glenorchy.
Napisać, że są tu niesamowite widoki, to jakby nic nie powiedzieć. Nasza podróż do Nowej Zelandii obfituje w przepiękne widoki. Trasa wiedzie wzdłuż wybrzeża jeziora Wakatipu. Droga jest bardzo kręta, z licznymi podjazdami i zjazdami. Jednak to, co widzimy za oknem, jest niesamowite. Niby kolejny raz góry opadające do wody, niby kolejny raz niesamowicie niebieski, turkusowy a czasami granatowy kolor wody, a jednak robi piekielne wrażenie. Zobaczcie sami.

2026.02.19 Glenorchy

Wpadliśmy tu na chwilę jako punkt pośredni trasy do Paradise. Glenorchy to niewielka wioska/miasteczko położone na północnym krańcu jeziora Wakatipu. Mieszka tu zaledwie ok. 500 mieszkańców. Dookoła otoczone pięknymi górskimi szczytami, a także jeziorem.
Mamy tu trochę starych zabudowań, kilka sklepików, lodziarnię, gdzie można zjeść pyszne lody i charakterystyczne wierzby wyrastające z tafli wody jeziora Wakatipu. Jeżeli dołożymy do tego piękne niebo ustrojone białymi chmurami i słoneczko to ta kombinacja musi się spodobać.

2026.02.19 Queenstown: słynny Fergburger

Wiele osób, gdy zobaczyło naszą podróż do Nowej Zelandii, to pisało, że jak będziemy w Queenstown to koniecznie musimy wybrać się na burgery do Fergburger. Faktycznie widzieliśmy tu bardzo długą kolejkę, więc pierwotnie odpuściliśmy i poszliśmy pokręcić się po mieście.
Szczerze? To zupełnie nie nasze klimaty. Co prawda jest ładnie położone pomiędzy górami, ale gdy pierwszy raz w Nowej Zelandii staliśmy dłuższą chwilę w korku, aby dojechać do kempingu, to już nam się nie spodobało.
W samym mieście mnóstwo ludzi, knajp i sklepów. Takie trochę zakopiańskie Krupówki, ale w ładniejszym wydaniu. Generalnie nie polubiliśmy się.
Wracając do burgera, daliśmy mu drugą szansę i tym razem kolejka była krótsza, a do tego bardzo szybko się przesuwała. Staliśmy może z 20 min. A jak burgery? Całkiem spore, niestety dosyć mocno wysmażone, a w smaku całkiem ok. Ale tylko OK! Bez zachwytów, bez uniesień. Po prostu smaczne burgery.
Zupełnie nie wiemy, o co takie wielkie halo. Uważam, że we Wrocławiu znajdę co najmniej kilka knajp, gdzie zjemy lepsze burgery.

2026.02.20 Moke Lake

Niedaleko Queenstown znajduje się niepozorne jezioro Moke Lake, które słynie m.in. z pięknego lustrzanego odbicia krajobrazu gór. Niestety nie zawsze taka spokojna tafla się trafia. Samo jezioro ma kształt podkowy, a zostało nazwane na cześć starego muła na tamtejszej farmie.
Pojechaliśmy tam, aby przejść się częściowo brzegiem jeziorka (dookoła biegnie szlak), aby trochę uciec od zgiełku Queenstown. Tutaj mamy ciszę i spokój praktycznie na wyłączność. Spotkaliśmy zaledwie kilka osób. Jakaś para miała sesję ślubną więc Aga i ja też zrobiliśmy sobie małą ;). W rolę fotografa wcieliła się Nadia.
Dookoła są tu piękne widoki gór i całe mnóstwo ciekawskich kaczek, które próbowały zaglądać nam do samochodu.
Gdy ktoś ma więcej czasu, to nad jeziorem jest kemping i można zostać tu na noc.

2026.02.20 Bob’s Cove

Wystarczy zaparkować samochód na parkingu zaraz przy głównej drodze. Trasa na punkt widokowy Bob’s Cove to krótki spacer. Jednak warto się na niego wybrać przy dobrej pogodzie, bo wtedy z punktu będziemy mieli piękne widoki na jezioro Wakatipu i Zatokę. Kolory wody mocno zależą od słońca i chmur. Czasami bywa zwykle szaro bure, a czasami woda ma piękny turkusowy kolor. Uwielbiamy połączenie gór i wody, a Nowa Zelandia to oferuje.
Po krótkim spacerze człowiek zgłodniał więc pojechaliśmy kolejny raz na fish & chips. Tu w Nowej Zelandii są zdecydowanie najlepsze fish & chips, jakie kiedykolwiek jedliśmy. Ryby są przepyszne, świeże, delikatne w smaku bez zbędnych przypraw. Tylko lekkie ciasto i sól, no i fura frytek ;). Do tego można wziąć kalmary i krewetki! Dotychczas próbowaliśmy niebieskiego dorsza (blue cod), miruna (hoki), Lucjan (snapper). Wszystkie absolutnie pyszne. Mniam!!!
Będąc w Nowej Zelandii koniecznie spróbujcie tutejsze fish & chips!!!

2026.02.20 Arrowtown

Arrowtown to malutkie miasteczko położone niedaleko Queenstown. To jedno z najstarszych miast w Nowej Zelandii. Słynie przede wszystkim z tego, że w 1862 roku w tutejszej rzece Arrow, niejaki Jack Tewa, maoryski strzygacz owiec, znalazł złoto. No i dalej się już szybko potoczyło. Obecnie słynie z zachowanej architektury z lat 60. XIX wieku. Wiele budynków wygląda tu niczym wyciągniętych wprost ze scenerii jakiegoś westernu. Każdy z nich obecnie to jakaś knajpka lub sklep z najróżniejszym asortymentem, ale z zewnątrz nic nie psuje historycznego klimatu.
Wpadliśmy tu na chwilę, na spacer, aby poczuć tutejszą atmosferę „gorączki złota”.
Spokojne i przyjemne miasteczko na leniwe popołudnie. Jedyne co mocno zastanawia to dosyć wczesne zamykanie kawiarni. 16:30 to dosyć wcześnie prawda? Chętnych nie brakuje, ale wszyscy odbijają się od drzwi.

2026.02.21 Blue Pools

Zmieniamy lokalizację i udajemy się w stronę wybrzeża. Jednak zanim tam dotrzemy, to musieliśmy zatrzymać się przy króciutkim szlaku prowadzącym do tzw. Blue Pools.
Początkowo idziemy przez baśniowy bukowy las, gdzie drzewa są pięknie porośnięte. Dochodzimy do pierwszego mostu, aby za moment zobaczyć piękne miejsce. Z oddali widać płynący potok, który wpada do rzeki Makarora. Właśnie w tym potoku znajdują się piękne, idealnie niebieskie baseniki z krystalicznie czystą, lodowatą wodą.
Dookoła super widoki na otaczające nas góry Parku Narodowego Mount Aspiring. Jak to niewiele do szczęścia potrzeba prawda? Absolutny must, gdy będziecie w tej okolicy.

2026.02.21 W stronę przeleczy Haast

Jedziemy w stronę Franz Josef. To doszyć długa droga, lecz prowadzi przez malownicze tereny. Trochę trudno się jedzie, uważając na podjazdy i liczne zakręty i jednoczenie podziwiając krajobraz za oknem. Po drodze jest kilka punktów widokowych, krótkich spacerów i miejsc, gdzie warto się, choć na chwilę zatrzymać. Zdecydowanie warto wejść na Haast Pass Lookout oraz zatrzymać się przy wodospadach Fantail.

2026.02.21 Ship Creek

Dojechaliśmy na wybrzeże, gdzie przy Ship Creek przeszliśmy się trochę po plaży korzystając ze słonecznej pogody. Trochę wiało, fale były bardzo duże, a temperatura wody w Morzu Tasmana dosyć chłodna.

2026.02.21 Franz Josef Glacier

Zanim następnego dnia wybierzemy się na przepiękny trekking, to chcieliśmy zobaczyć jak wygląda cel naszej wędrówki. Lodowiec Josef Glacier jest widoczny z jednego z punktów widokowych. Co prawda dzisiejszy wieczór był dosyć pochmurny, ale coś tam było widać prawda?

2026.02.21 Lake Matheson

Koniecznie trzeba przejść pętlę dookoła jeziora Matheson. Jeżeli jest bezwietrzna pogoda, to mamy idealne lusterko na tafli wody, w którym odbijają się górskie szczyty, m.in. Mt Cook’a.
Internet podpowiada, że warto tu pojawić się na zachód słońca. Dokładnie tak wcelowaliśmy, jednak pogoda na dzisiejszy dzień miała inny pomysł. Im bliżej zachodu, tym gęstsze chmury napływały na okoliczne szczyty, szczelnie je zakrywając. Troszkę szkoda, ale nie zawsze można mieć idealne warunki.

2026.02.22 Franz Josef Glacier: Roberts Track View Platform

Planując naszą podróż do Nowej Zelandii wiedzieliśmy, że nie możemy pominąć tego szlaku. Roberts Track View Platform to szlak, który mieliśmy zaplanowany na dzisiejszy dzień. Jego celem jest platforma widokowa skierowana wprost na lodowiec Franz Josef. Długość to niewiele ponad 12 km, prawie 700 metrów w pionie i przejście powinno zająć 5,5 godz.
Szlak przebiega przez kilka wiszących mostów, które są atrakcją samą w sobie. Na niektórych nieźle buja i są wysoko zawieszone nad dnem doliny więc dodatkowe emocje gwarantowane. Na szlaku do przejścia jest też drewniana kładka „wbita” w ścianę góry. Dookoła pięknie zielono, mnóstwo dużych paproci, które mogą dorastać aż do 7 metrów wysokości. W trakcie wędrówki cały czas słychać nadlatujące na lodowiec turystyczne helikoptery. To kolejny sposób na zobaczenie lodowca z bliska.
Po dojściu do platformy na wyciągnięcie ręki mamy niesamowity widok na lodowiec. Pięknie popękany, a gdy zaświeci słońce to mieni się różnymi odcieniami niebieskiego koloru. Zdecydowanie warto było tu przyjść. Niesamowicie piękne miejsce!!!

2026.02.22 Hokitika

Późnym popołudniem dojeżdżamy do dosyć oryginalnej plaży w malutkiej miejscowości Hokitika. Praktycznie cała plaża wypełniona jest drewnem wyrzuconym przez morze na brzeg. Dużo różnych gałęzi, konarów, czy czasami wielkich kłód. Wszystko idealnie obmyte przez wzburzone fale tasmańskiego morza. Dosyć ciekawe wrażenie.
Wieje tu strasznie, a fale są olbrzymie. Dodatkowo dziewczyny poszukują tu jadeitów, które podobno tu licznie występują. Niestety bez sukcesu. A jak już jesteśmy nad morzem, to wiadomo, idziemy na rybkę. Pyszna, pachnąca, słona i świeża. Oj, dlaczego u nas nad Bałtykiem tak trudno o dobrą smażalnię?

2026.02.23 Otira hotel

Przy drodze na Artur’s Pass stoi dosyć oryginalny hotel – Otira Hotel. Chcieliśmy w nim zanocować, lecz niestety nie mieli wolnego trzyosobowego pokoju. Tak czy tak, podjechaliśmy, aby zobaczyć go, chociaż z zewnątrz, bo ma bardzo ciekawe „zdobienia”. Poznajecie postaci?
Do tego jeszcze były hodowlane króliki, które lubią być głaskane. No musieliśmy tu przystanąć. A kawałek dalej znajduje się słynny wiadukt w Otira.

To koniec naszej drugiej części wirtualnej podróży do Nowej Zelandii. Wkrótce zaprosimy Was do kolejnej części.

Newsletter

Podobał Ci się artykuł i zdjęcia? Chcesz być zawsze na bieżąco i jako pierwsza/y otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na blogu? Zapisz się do newsletter'a. Obiecuję zero spam'u

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podobają Ci się artykuły i zdjęcia?

Chcesz być zawsze na bieżąco?
Chcesz jako pierwsza/y otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na blogu? Zapisz się na newsletter. Obiecuję zero spam'u