Podróż do Nowej Zelandii: Tongariro Alpine Crossing, Rotorua, rafting, Blue Spring
Trzecia część naszej nowozelandzkiej wyprawy prowadzi nas na północną wyspę, gdzie natura znów pokazuje swoje bardziej surowe, ale też niezwykle fascynujące oblicze. Czekają tu na nas miejsca pełne kontrastów — od wulkanicznych krajobrazów Tongariro Alpine Crossing, przez kolorowe cuda natury w Waiotapu Thermal Wonderland, aż po geotermalny klimat Rotorua. Nie zabraknie też odrobiny adrenaliny podczas raftingu na rzece Kaituna czy zachwytu nad krystalicznie czystą Blue Spring. Na zakończenie naszej podróży do Nowej Zelandii zajrzymy jeszcze do Auckland, gdzie nowozelandzka przygoda nabiera miejskiego rytmu.
Za nami druga część naszej podróży do Nowej Zelandii, gdzie przede wszystkim podziwialiśmy najpiękniejsze widoki Wyspy Południowej. Rejs po Milford i Doubtful Sound, trekkingi wokół Queenstown, zwiedzanie Glenorchy to tylko kilka przykładów miejsce, które odwiedziliśmy. Jeżeli jeszcze nie czytałeś, to zapraszamy do wpisu -> Podróż do Nowej Zelandii: rejs po Milford & Doubtfull Sound, Glenorchy, Franz Josef Glacier.
Starujemy z trzecią, ostatnią częścią zapisków z podróży do Nowej Zelandii.
Podróż do Nowej Zelandii: Tongariro Alpine Crossing, Rotorua, rafting, Blue Spring
Spis treści
- 1 Podróż do Nowej Zelandii: Tongariro Alpine Crossing, Rotorua, rafting, Blue Spring
- 2 2026.02.23 Punchbowl
- 3 2026.02.23 Cave Stream
- 4 2026.02.23 Castle Hill
- 5 2026.02.23 Akaroa
- 6 2026.02.24 Wyspa Południowa – koniec
- 7 2026.02.24 Auckland
- 8 2026.02.25 Tongariro Alpine Crossing
- 9 2026.02.26 Huka Falls
- 10 2026.02.26 Waiotapu Thermal Wonderland
- 11 2026.02.26 Rotorua dzielnica Ohinemutu
- 12 2026.02.26 Rotorua Kuirau Park
- 13 2026.02.27 Rafting w Nowej Zelandii
- 14 2026.02.27 Blue spring
- 15 2026.02.28 Cathedral Cove
- 16 2026.02.28 Auckland
- 17 2026.03.01 Lotnisko w Auckland
- 18 2026.03.01 Kuala Lumpur
- 19 2026.03.02 Podsumowanie
2026.02.23 Punchbowl
Będąc w okolicy Artur’s Pass w Parku Narodowym Arthur’s Pass, warto zatrzymać się i pójść na krótki spacer w stronę wodospadu Devil’s Punchbowl. Trasa jest dosyć prosta, choć mamy do pokonania ok. 150 metrów w pionie po drewnianych kładkach i schodach. Nie powinno to zająć więcej niż 20 min w jedną stronę.
Po dojściu do platformy widokowej naszym oczom ukazuje się w pełnej okazałości 131-metrowy, wielopoziomowy wodospad. Robi wrażenie, a zdjęcia robią się same.

2026.02.23 Cave Stream
Cave Stream to ciekawe miejsce dla miłośników wodnych jaskiń. Dosyć prosta, zaledwie 600-metrowej długości trasa, na której są liczne jeziorka i kilka niskich wodospadów. Głębokość wody w najgłębszym miejscu to ok. 1,3 metra. Niestety ze względu na brak odpowiedniego sprzętu (buty, neopreny i kask przydałyby się), nie było nam dane zrobić trawersu tej jaskini. Bardzo żałujemy ;(.
Jednak dookoła jaskini jest bardzo widokowa trasa, która wiedzie także do wejścia i wyjścia z jaskini. Można podejść pod sam wielki otwór jaskini i choć kawałek wejść do środka. Widoki przepiękne na okoliczne szczyty, rzekę oraz wielkie kamienie porozrzucane po zboczach. Sami zobaczcie, jaki dookoła jest krajobraz. Czy takie widoki mogą się znudzić?
2026.02.23 Castle Hill
Dosłownie kawałeczek dalej od Cave Stream znajduje się bardzo interesujące miejsce o nazwie Kura Tāwhiti (Castle Hill). To niewielki teren, gdzie „porozrzucane” są wapienne skały dochodzące do 30 metrów wysokości. Trochę to przypomina miejsca na naszej rodzimej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Tutaj także były kręcone sceny z filmu Władca Pierścieni.
Dookoła terenu jest wyznaczony szlak, którym można zbliżyć się do skał. Koniecznie trzeba wybrać się na spacer, aby z różnych perspektyw i przede wszystkim z bliska móc zobaczyć ten teren. Miejsce zachwyca widokami i formacjami skalnymi.
Podobno to bardzo popularne miejsce do uprawniania wspinaczki skalnej i boulderingu. Faktycznie w niektórych miejscach były obite stanowiska, natomiast przelotów pod ekspresy nigdzie nie zauważyłem.
2026.02.23 Akaroa
Pod wieczór dojechaliśmy na wybrzeże, do malutkiej mieściny Akaroa. To „francuskie” miasteczko z kolorowymi domkami z werandami, portem pełnym jachtów i małych uliczek. Niestety spacerując późnym popołudniem nabrzeżem, ma się wrażenie, że miasteczko wymarło. Wszystkie sklepiki pozamykane, a jedynie nieliczne knajpki zostały otwarte. Niektóre domki położone przy głównej ulicy z widokiem na wybrzeże to istne perełki. Tu francuscy osadnicy z XIX wieku zostawili swój ślad: brukowane uliczki, francuskie nazwy ulic, kapliczka i winnice na wzgórzach, które kuszą winem szczepu sauvignon blanc.
Jak zwykle w takich miejscach lądujemy w lokalnej fish & chips, aby kolejny raz zjeść coś dobrego prosto z morza. Ach te dania chyba nigdy nam się nie znudzą.
2026.02.24 Wyspa Południowa – koniec
To już koniec naszej przygody na Wyspie Południowej. Spakowaliśmy nasz dobytek, oddaliśmy samochód i idziemy na lotnisko w Christchurch, bo za kilka godzin lecimy odkrywać Wyspę Północną. Mamy nadzieję, że czekają nas kolejne niesamowite miejsca w Nowej Zelandii!

2026.02.24 Auckland
Po wylądowaniu w Auckland odbieramy samochód, szybkie zakupy w markecie i jedziemy w stronę mega atrakcji. Jednak zanim tam dojedziemy, to doświadczamy pierwszych korków w Nowej Zelandii. Wyjazd z Auckland to jakiś dramat. Do tego duża część głównej drogi jest w remoncie i co jakiś czas wielkie ciężarówki wyjeżdżają na drogę i celowo spowalniają ruch. Całe szczęście, że trwało to tylko trochę ponad godzinę, a później ruch się rozluźnił i można było swobodnie jechać aż do Whakapapa Village, która będzie naszą bazą wypadową na przepiękny górski szlak.

2026.02.25 Tongariro Alpine Crossing
Trasa Tongariro Alpine Crossing to nie spacer, to epicka przeprawa przez wulkaniczny krajobraz Nowej Zelandii! Meldujemy się wcześnie rano na starcie szlaku.
Na początku idąc dolinką, bardzo delikatnie zdobywamy wysokość. Po ok. godzinie dochodzimy do tzw. The Devil’s Staircase, gdzie trzeba wejść po ponad 320 schodach i od tego momentu zaczyna się magia. Tak jak wcześniej w różnych miejscach w Nowej Zelandii z wrażenia spadały nam buty, tak tutaj spadły podwójnie. Niesamowite widoki na Czerwony krater wulkanu, na przepiękne, bajecznie turkusowe jeziorka, na dymiące dziury w ziemi. To wszystko okraszone cudownych słoneczkiem, niebieskim niebem i śnieżnobiałymi chmurkami. Czy może być piękniej? Chyba nie.
W sumie zrobiliśmy 930 metrów podejścia, prawie 23 km i całość zajęła nam ok. 6,5 godziny. Szlak jak dla nas to absolutny MUST dla każdego kochającego górskie wycieczki! Obowiązkowo w dobre pogodzie.
2026.02.26 Huka Falls
Huka Falls to dosyć ciekawe miejsce. Dosyć wolno płynąca rzeka Waikato nagle w jednym miejscu zwęża się do zaledwie kilkunastu metrów szerokości kanionu, nadając jej olbrzymią prędkość. Do tego woda ma niesamowicie turkusowy kolor, który pięknie kontrastuje z szarymi ścianami kanionu. A to wszystko na wyciągnięcie ręki, dosłownie kilkadziesiąt metrów od parkingu.

2026.02.26 Waiotapu Thermal Wonderland
Będąc w Nowej Zelandii, koniecznie chcieliśmy zobaczyć tereny geotermalne. W drodze do Rotorua zatrzymaliśmy się w Waiotapu Thermal Wonderland. To ciekawy park, w którym można podziwiać różnobarwne gorące źródła, jeziorka z wodą w wielu niesamowitych kolorach, a także wielkie zbiorniki bulgoczącego błota. Park mocno przypomina teren geotermalny w okolicach gejzerów Geysir i Strokkur na Islandii.
Przez cały park poprowadzone są trzy trasy i oczywiście warto zrobić każdą z nich. Całość zajmuje ok. 1,5-2 godzin, wszystko zależy od ilości zrobionych zdjęć ;).
Największe wrażenie na pewno zrobił na nas słynny Champagne Pool, którego brzegi mają piękną pomarańczowo zieloną barwę, a woda jest tak gorąca, że cały czas unosi się nad nim para wodna.
Czy już pisałem, że w wielu miejscach okropnie śmierdzi siarką? A wiadomo, że to pachnie jak zgniłe jaja więc przyjemność średnia. Natomiast dla tych widoków warto się poświęcić. W Waiotapu wszystko dymi, bulgocze, syczy i śmierdzi, a dodatkowo ma wiele różnych kolorów. Zdecydowanie warto się tu zatrzymać i wszystko to poczuć własnymi zmysłami.
Jest też gejzer Lady Knox, ale wybucha tylko raz dziennie i jest to sztucznie wywoływane przez pracowników parku. Nie załapaliśmy się na ten pokaz, bo byliśmy po południu.
2026.02.26 Rotorua dzielnica Ohinemutu
Niedaleko od centrum Rotorua znajduje się dzielnica Ohinemutu. To historyczna wioska Maorysów położona nad brzegiem jeziora Rotorua. To nie żadna cepelia czy wioska przebierańców pod turystów. Tu nadal żyją mieszkańcy (potomkowie plemienia Ngāti Whakaue). Cała dzielnica „dymi”. W wielu miejscach są szczeliny, przez które wydostaje się gorąca para wodna z wnętrza ziemi. Mieszkańcy wykorzystują ją do gotowania w swoich ogródkach. To bardzo aktywny teren geotermalny.
Wiele domów ma charakterystyczne czerwone, maoryskie zdobienia, a także posągi z oczami zrobionymi muszlami paua. Warto pójść zobaczyć dom spotkań Tama-te-Kapua, a także ciekawy cmentarz, gdzie ze względu na wysoką temperaturę gleby, pomniki są wzniesione ponad poziomem ziemi.
2026.02.26 Rotorua Kuirau Park
Park Kuirau to bezpłatny, położony w centrum Rotorua park geotermalny. Można tu zobaczyć gorące i parujące jeziorka, bulgoczące sadzawki z błotem, a także pomoczyć stopy w ciepłej wodzie (próbowałem i tym razem woda była zimna).
Czym się różni od Waiotapu? Jest zdecydowanie mniejszy, nie ma „szampańskiego basenu” z niesamowitymi kolorami, ale poza tym to super miejsce. Do tego są place zabaw, liczne ścieżki, kładki i inne udogodnienia. I to w środku miasta i za darmo!!! Brawo! Jak będziecie w okolicy, to nie zapomnijcie o tym miejscu.
2026.02.27 Rafting w Nowej Zelandii
Przed wylotem do Nowej Zelandii wiedziałem, że będę chciał namówić dziewczyny na tę atrakcję. Ostatecznie Aga się wyłamała, więc popłynęliśmy z Nadią w szaloną przygodę po wezbranej rzece Kaituna.
Miejsce to przyciąga amatorów raftingu najwyższym na świecie komercyjnie pływalnym wodospadem Tutea Falls o wysokości 7 metrów. Brzmi ciekawie prawda?
Na początku odprawa i wyjaśnienie podstawowych komend i tego, jak się mamy zachowywać w pontonie podczas raftingu. Płyniemy. Przed nami pierwsze kaskady, które z poziomu pontonu wydawały się wysokie i dzielne. Jednak pokonanie ich nie sprawiło większych problemów, spadek był faktycznie duży, a napór wody mocny. Super początek.
Najbardziej oczekiwana część to spłynięcie najwyższym 7-metrowym wodospadem. Przed nim zatrzymaliśmy się, a przewodnik jeszcze raz wszystko wytłumaczył. Podpływamy bardzo blisko, a później pozycja „wodospad”, czyli siadamy na podłogę, trzymamy się taśm, wstrzymujemy oddech, czekamy na uderzenie, zanurzenie w wodzie i wypłynięcie za wodospadem.
To świetna zabawa! Pokonanie każdej kaskady czy wodospadu dostarcza mnóstwa adrenalina i endorfin. Mocny napór wody, wiraże, wiosłowanie, efekty szybkiego spadku. Super!!! Każdy, kto lubi dreszczyk emocji, nie zawiedzie się!!!
2026.02.27 Blue spring
Blue spring to bardzo niepozorne miejsce. Niewielki strumyczek płynie pośród drzew a pod powierzchnią wody widać sporo zielonego. Niby banał, a jednak to miejsce, które warto zobaczyć.
Odpowiedni kąt padania promieni słonecznych odkrywa całe piękno tego miejsca. To idealnie czysta błękitna woda, która w towarzystwie zielonych roślin wodnych pięknie kontrastuje. Potok delikatnie meandruje, ma liczne zakola i wygląda po prostu niesamowicie.
Wzdłuż potoku jest wyznaczony szlak, który pozwala dostrzec piękno tego miejsca. Liczne kładki czy punkty widokowe zachęcają, aby przystanąć i nacieszyć oko. Podoba się?
2026.02.28 Cathedral Cove
Dzisiaj plan był zupełnie inny. Mieliśmy plażować w przepięknym miejscu, ale pogoda nam pokrzyżowała trochę plany.
Wybraliśmy się na spacer do popularnej zatoczki Cathedral Cove, która słynie z olbrzymiego skalnego tunelu i pięknej piaszczystej plaży. Niestety stroje kąpielowe i ręczniki musieliśmy zostawić a w ich miejsce założyć kurtki przeciwdeszczowe, bo od rana na zmianę była mżawka i deszcz. Do tego stalowe chmury szczelnie zasnuły całe niebo i nie chciały odpuścić.
Olbrzymi, skalisty łuk, stanowi swojego rodzaju bramę do pięknej plaży. To doskonały temat do zdjęć. Możemy tu zobaczyć kilka mniejszych i większych skał w wodzie i przyjemny pasek. Niestety, gdy tam dotarliśmy, wszystko było mokre, a deszcz tak łatwo nie odpuszczał. Z plażowania nici, ładnego światełka brak, ale miejsce nadal jest piękne.

2026.02.28 Auckland
Nasza podróż do Nowej Zelandii dobiegła końca. Ostatnią noc spędziliśmy w Auckland. Nie mieliśmy na to miejsce zbyt wiele czasu, bo jak dla nas Nowa Zelandia to przede wszystkim góry, sielskie krajobrazy i natura, a nie duże miasta. Jednak wieczorem przeszliśmy się wybrzeżem w centrum, aby zobaczyć, jak tu wygląda miejska dżungla.
Dużo stali, szkła, kolorów i świateł. Mnóstwo ludzi, samochodów, autobusów i knajpek. Sporo imprezującej młodzieży, jakieś wieczory panieńskie, tłumy, hałas i muzyka wydobywająca się z knajp. Tak, to nie do końca nasze klimaty.
Do tego jeszcze się rozpadało, a zapowiadało się na ładny zachód słońca. Jednak tak łatwo nie odpuściłem i w deszczu z parasolem w ręku chroniłem obiektyw przed kroplami wody i próbowałem złapać ostatnie nowozelandzkie kadry. Dobranoc.
2026.03.01 Lotnisko w Auckland
Właśnie kończymy naszą tegoroczną przygodę z Nową Zelandią. Robimy ostatnie zakupy, pakujemy bagaże i jedziemy w stronę lotniska. Oddajemy samochód i idziemy nadać bagaże.
Niestety nie obyło się bez lekkiej nerwówki i drobnych przygód.
Powiem Wam, że takiego organizacyjnego bałaganu na lotnisku jeszcze dawno nie widziałem. Staliśmy ponad 1,5 godziny, aby tylko nadać bagaż, bo odprawiliśmy się automatycznie w maszynach. Linia lotnicza chyba nie ogarnęła dobrze tematu.
Aby tego było mało, to w tzw. międzyczasie Nadia sobie przypomniała, że zostawiła słuchawki w samochodzie. Zatem dziewczyny stoją w kolejce, aby nadać bagaż, a ja biegiem do wypożyczalni. Niestety samochód już został przekazany do myjni, ale uprzejma dziewczyna pojechała tam, aby poszukać słuchawek. Pełen sukces. Kilkanaście minut później wracam ze zgubą, bagaże nadane, a tu czeka na nas olbrzymia kolejka do odprawy paszportowej.
Czasu do wylotu coraz mniej, bo zaledwie 55 min. Kolejka posuwa się bardzo wolno, bo dodatkowo spowalniają ją pracownicy lotniska, którzy „kierują ruchem” i kolejką. Uff udało się, ale czeka nas jeszcze jedna, dłuższa kolejka do kontroli bezpieczeństwa.
Za 15 min odlatuje nasz samolot, a na nieszczęście mój podręczny bagaż trafia na dodatkowe sprawdzenie. Dziewczyny biegną do gate, bo na tablicy jest informacja, że jest już zamknięty!!!
Ja nerwowo próbuję bezskutecznie przekonać pracowników, aby sprawdzili mój bagaż poza kolejką. Oczywiście w bagażu nic nie było. Rutynowa kontrola. Na 5 min przed odlotem wbiegam do gate, a tu ku mojemu zaskoczeniu nic się nie dzieje. Nawet nie zaczęli jeszcze wpuszczać na pokład. Samolot ma lekkie opóźnienie, o którym nikt nie raczył poinformować pasażerów!!! Ostatnie uffff. Siedzimy już na swoich miejscach w samolocie i z godzinną obsuwą starujemy. Czeka nas długa podróż do domu.

2026.03.01 Kuala Lumpur
Nasza trasa powrotu do domu była dosyć prosta. Trzy loty:
- Auckland – Kuala Lumpur: 8712 km, czas lotu: 11 godzin 10 min, przesiadka: 3:50 godziny
- Kuala Lumpur – Stambuł: 9092 km czas lotu: 11 godzin 20 min, przesiadka: 2:05 godziny
- Stambuł – Warszawa: 1400 km, czas lotu: 2 godziny 30 min.
Całość lotów z przesiadkami to ok. 31 godzin. Tak, to sporo, ale loty są tak fajnie poukładane, że praktycznie nie odczuliśmy jet lag. Głównie ze względu na to, że praktycznie cały lot z Kuala Lumpur przespaliśmy.
Niestety po wylądowaniu w Warszawie, okazało się, że brakuje naszych nadawanych bagaży. Nie przyleciały z nami :(. Latamy od ponad 20 lat i pierwszy raz nam się to przydarzyło.
Zamiast wracać do Wrocławia, to jeszcze czekała nas procedura zgłaszania reklamacji tzw. PIR (Property Irregularity Report) na lotnisku. No nie powiem, ale było trochę nerwowo, zwłaszcza że Pan w obsłudze klienta do empatycznych raczej nie należał. Po godzinie mieliśmy już dopełnione formalności, więc pojechaliśmy na parking po samochód.
Kilka godzin później byliśmy już w domku.
2026.03.02 Podsumowanie
- Przejechaliśmy wynajętym samochodem łącznie prawie 4000 km (ponad 2800 km na Wyspie Południowej i prawie 1200 na Wyspie Północnej)
- Spędziliśmy 6 nocy pod namiotem i 13 nocy w „hotelach”
- Zjedliśmy duże ilości pysznych fish&chips, dużo steków i kilka hamburgerów.
- Do tego bardzo posmakowała nam ichniejsza czekolada Whittaker’s, którą się mocno zajadaliśmy. Tyle czekolady, to my w sumie przez ostatnie kilka lat nie zjedliśmy
- Nie widzieliśmy ani jednego ptaka kiwi, ani nie zjedliśmy, ani jednego owocu kiwi pochodzącego z Nowej Zelandii (nie tak łatwo kupić)
- Nie widzieliśmy ani jednej papugi Kea :(
- Zrobiliśmy ponad 454 000 kroków, co oznacza, że przeszliśmy podczas wyjazdu ok. 347 km w tym prawie 140 km na górskich szlakach.
- Skorzystaliśmy z 8 lotów, pokonując ponad 38400 km i spędzając ponad 50 godz. w powietrzu.
Otrzymaliśmy od Was niezliczone ilości komentarzy, reakcji pod wpisami i relacjami, mnóstwo wiadomości, porad i sugestii za co, serdecznie dziękujemy. Teraz pozostaje nadrobić zaległości w domowych obowiązkach i powoli ogarniać zdjęcia, aby pokazać Wam w szerszym ujęciu piękno naszego wyjazdu.
PS. Bagaż się znalazł (podobno był w Bangkoku i Dubaju) i do nas dotarł po ponad 60 godzinach!!!
Jeżeli planujecie podróż do Nowej Zelandii, to polecam zapoznać się z naszym artykułem Nowa Zelandia informacje praktyczne, gdzie spisaliśmy wszystkie niezbędne elementy, o których musisz wiedzieć.
Hej. Jeżeli szukacie noclegu lub chcecie wypożyczyć samochód i chcecie dokonać rezerwacji, to polecamy skorzystać z naszego dedykowanego linku do booking.com oraz discovercars.com. Wy zapłacicie dokładnie tyle samo, a serwis podzieli się z nami swoją prowizją. Dzięki temu dostaniemy parę groszy za naszą pracę włożoną w rozwijanie tego bloga i wszystkie porady z których możesz skorzystać.


























































































