Christiansø o wschodzie słońca
Współczesny, elektroniczny budzik nie ma litości i próbuje mnie wyrwać z objęć Morfeusza. Spoglądam przez niewielkie okno kabiny, na zewnątrz jest jeszcze ciemno. Całe szczęście istnieje coś takiego jak dodatkowa motywacja, którą wdrożyłem poprzedniego wieczoru w postaci umówienia się z Marcinem na dzisiejszy poranek. Bardzo niechętnie, niespiesznie i ociężale wychodzę z ciepłego śpiwora i ubieram się. Czapka, statyw, aparat… zatem czytaj więcej …